LM dla Lechii

 W meczu eliminacji do Ligi Mistrzów padł rezultat fantastyczny dla… Lechii Gdańsk. Piast Gliwice zremisował na Białorusi z BATE Borysow 1-1, co oznacza, że w Gliwicach teraz na poważnie myślą o awansie do II rundy eliminacji tych prestiżowych rozgrywek. A to z kolei oznacza, że sobotnie spotkanie o Superpuchar Piast – Lechia gracze, działacze i trenerzy z Gliwic potraktują bardzo ulgowo.
Wszakże Superpuchar to w zasadzie mecz towarzyski, a gdy się ma w perspektywie w najbliższą środę grać o poważne rzeczy, to sparing siłą rzeczy musi być traktowany niespecjalnie serio.
A z punktu widzenia Lechii – co prawda mecz z serii pietruszkowych, lecz zawsze fajnie jest zdobyć puchar, nawet gdyby był badziewny. Na tydzień przed pierwszym poważnym pojedynkiem takie trofeum jest jak znalazł.
O tym, że gra o Superpuchar jest pojedynkiem bez większego znaczenia przekonano się we Wrocławiu – zainteresowanie jest znacznie mniejsze niż się spodziewano, zatem trzeba było odmówić pociąg specjalny.
I co by nie powiedzieć – któż się spodziewał, że Piast wyciągnie remis z Białorusinami, którzy ostatnio potrafili się pokazać w Europie? I to remis, jaki po zakończenia meczu daje uczucie niedosytu, bo wyjazdowe zwycięstwo wydawało się całkiem realne.
AP, fot Piast Gliwice hooligans

Nowe koszulki zgodowe Śląsk – Lechia na sklepkibol.pl

komentarzy: 13

  1. A Legia bezbramkowy remis z jakąś śmieszną drużyną z Giblartaru. Wstyd, wstyd, wstyd, poziom polskiej piłki to kilka kilometrów poniżej mułu!!!

  2. Piast z Bate wyglądał jak … (nie)polski klub w pucharach europejskich. Poza 15-20 min drugiej połowy, gdy gra się trochę posypała, a Ślązaki zaliczyli kilka ,,żółtek” i stracili bramkę, to gra była poukładana, akcje fajnie wyprowadzane (dobrze funkcjonowało rozegranie przez środek do skrzydeł a i prostopadłe zagrania w centrum boiska całkiem ok), drużyna dobrze się przemieszczała (bolączka polskich drużyn – gra bez piłki).. Doskonałym przykładem poukładania klocków w całość w Piaście przez Fornalika niech będzie taki Hately. W Śląsku straszny badziewiak, no drewno. Tam – pan piłkarz.
    Co do Superpucharu. Rozumiem, że w klubach są priorytety – na ogół ciułanie punktów w lidze 1, 2, 3. a rozgrywki pucharowe czy walka o trofeum inne niż te siermiężne rozgrywki ligowe jako przymus, obowiązek, zło konieczne. Włodarze polskich klubów jakoś nie dopuszczają do siebie faktów, że za kilka miesięcy, nie mówiąc o latach, nikt nie będzie pamiętał meczu ich drużyny z 5, 10 czy 20 kolejki i wyniku tego meczu, natomiast ewentualny sukces w postaci np. półfinału PP (nie mówiąc już o finale czy pucharze PP), Superpucharu czy wcześniej Pucharze ligi, pozostaje w ich gablotach i jako zdobycze we wszystkich prezentacjach typu ,,skarb kibica”, strona klubowa etc – na zawsze.
    Taka Arka Gdynia, zespół przeciętny, niekiedy nawet do bólu schematyczny, ale na poważnie traktujący rozgrywki inne niż ligowa młocka, może się pochwalić i zaprezentować kilkoma sukcesami (finały PP, puchar, kilka meczów, które się zapamięta na dłużej). Gdyby zawsze nastawiali się tylko i wyłącznie na mecz z Lubinem, Płockiem czy inną Niecieczą, to nie dość, że za chwilę nikt by tego nie pamiętał, to gablota klub pokryta byłaby kurzem.i ziała pustką.
    W Europie jest podobnie (oczywiście porównuję do postawy Arki, a nie większości naszych klubów). Trofeum jest trofeum. Czy to Puchar Króla, czy Puchar Ligi czy inna Tarcza Dobroczynności są traktowane serio i walczy się o to na maksa.. A półfinały czy finały ogląda komplet widzów. Kluby Zachodnie, co prawda, dysponują 2-3 dobrymi składami, ale też grają co 3-4 dni przez 10 miesięcy. U nas nawarstwienie się takich meczy przez 2-3 tygodnie, to katastrofa.

    1. @Umberto
      Hateley był drewniakiem na początku gry w Śląsku. W ostatnich miesiącach grania był jednym z najlepszych graczy, tak naszych, jak i całej ligi. Cholernie szkoda, że go nie zatrzymaliśmy, ani nie przygarnęliśmy ponownie, jak już sobie poukładał sprawy osobiste.

    2. @Chłopek Roztropek – może i Tom grał pod koniec pobytu u nas na dobrym poziomie, jednak ja zapamiętałem go jako mało zwrotnego, nieradzącego sobie w przepychance z rywalem, co kończyło się stratami, które bezpośrednio narażały nas na stratę gola. Dodatkowo statystyki jego (bramki, asysty pierwszego czy chociażby drugiego stopnia) też nie rzucały na kolana. Nie bójmy się tego powiedzieć – były mizerne. Oczywiście widać było, że gość ma papiery na granie (jasne, że nie takie jak jego słynni protoplaści, w przeszłości grający w reprezentacji Anglii, ale na nasze warunki wystarczające), ale coś było nie tak. Okazało się, że to ,,nie tak”, to dopasowanie jego roli na boisku (Hateleya) do jego dobrych stron (siła, dobry ogląd pola, zastawienie się, celne rozegranie, silny strzał), ale również wzięcie pod uwagę niedostatków Toma (słaby drybling, niedostateczna zwrotność). Fornalik to przeanalizował i ulepił najlepszego Hateleya jaki mógł powstać. U nas nie było na to czasu i dobrego trenejro. W Piaście znaleziono i trenejro i dano mu czas.. I to różni dzisiaj Piast od Śląska, danie czasu dobremu trenerowi na złożenie puzzli piłkarskich. U nich mistrzostwo i dobra gra w pucharach, u nas gra o utrzymanie w lidze. Myślę, że w WKSie wiele takich Hateleyów zostało zmarnowanych. Ale, żeby nie było ani minorowo, a tym bardziej kasandrycznie, to powiem, że patrząc na Laviczkę i jego robotę, to coś mi podpowiada, że będzie dobrze.

    3. Dokładnie tak. Hateley ma naprawdę „papiery na granie” tylko nie miał go kto u nas poukładać. Jedna z większych strat transferowych. Aż dziw, że jeszcze siedzi w naszej lidze. Może dlatego, że zasuwa, ale nie ma parcia na szkło.

  3. Ci, którzy się oglądają piłkę wiedział że będzie wyrównanie. Kto zna warsztat Fornalika liczył nawet na więcej. Ja troche zawiedziony by kurs był

    1. @ Zygmunt
      niech rzuci kamieniem ten z nas, który nigdy nie puścił ( próbował puścić ) komentarza będąc pod wpływem…

    2. @Chłopek Roztropek – ale ja na prawdę nie za bardzo rozumiem o co chodzi we wpisie @Bebecha. To wygląda jakby Chińczyk pisał na Fanie przez kiepskiego translatora.
      No minimum komunikatywności powinniśmy zachować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *