Bitwa wrocławska

 Poniższy tekst składa się w zasadzie z trzech części – zaproszenia i notki historycznej dotyczącej wydarzeń z 31 sierpnia 1982 roku, odniesienia do współczesności oraz z bardzo długiej części wspomnieniowo-opisowej.

Zaproszenie
Od wydarzeń z 1982 roku upływa dokładnie 35 lat. Czy to dużo? Zależy od perspektywy. Jednak patrząc z perspektywy pokolenia urodzonego w latach 60-tych ubiegłego wieku – całkiem sporo. To dokładnie tyle samo lat ile upłynęło od oficjalnego zakończenia drugiej wojny światowej w roku 1945 do końca strajków i podpisania Porozumień Sierpniowych w roku 1980-tym…
Był taki dzień – 31 sierpnia 1982 roku… O tym, jaki był to dzień i co dokładnie tego dnia się wydarzyło możecie przeczytać poniżej. Symbolem tamtego „Powstania Wrocławskiego” stały się walki o Most Grunwaldzki. Dlatego w rocznicę „bitwy Wrocławskiej” oddajmy hołd jej uczestnikom. Spotykamy się na Moście Grunwaldzkim 31 sierpnia 2017 o godzinie 18.

Trochę informacji historycznych
Po wezwaniu przez Solidarność Walczącą do manifestacji, w rocznicę podpisania porozumień sierpniowych, na ulicę Wrocławia odważyło się wyjść według różnych źródeł od 50 000 do ponad stu tysięcy osób. Była to największa w Polsce antykomunistyczna demonstracja okresu stanu wojennego. Gdy “siły porządkowe” zaatakowały pokojową manifestację – ludzie stawili zaciekły opór. Wielogodzinne walki objęły prawie cały Wrocław. Demonstranci bronili się zza barykad rzucając kamieniami i butelkami z benzyną. Palili samochody milicyjne i wielokrotnie w walce wręcz zmuszali do ucieczki ZOMO-wców atakujących barykady. Walki trwały do późnych godzin nocnych. Ostatnia barykada została zdobyta nad ranem 1 września przy użyciu transporterów opancerzonych. W kilku miejscach doszło do użycia przez milicję broni palnej.

Organizatorom z Solidarności Walczącej udało się za pomocą samodzielnie skonstruowanych „zagłuszarek” (nadajników radiowych zakłócających łączność na pasmach używanych przez „służby”) zdezorganizować sieć łączności radiowej Milicji Obywatelskiej i Służby Bezpieczeństwa. Podziemne Radio Solidarności Walczącej na bieżąco nadawało relację z wydarzeń.

Manifestacja miała rozpocząć się o godzinie 15.30, ostatecznie do pierwszych walk ulicznych doszło już o 14.15 na Placu Czerwonym (pl. Solidarności), gdzie ZOMO zaatakowało kilkaset osób. Pięć minut później nastąpił kolejny atak, z użyciem wozów opancerzonych, petard, gazów łzawiących i armatek wodnych. Manifestanci odpowiadali kamieniami i butelkami z benzyną. ZOMO zablokowało sąsiednie ulice, a milicjanci wjeżdżali w tłum radiowozami.

W wyniku walk demonstranci praktycznie opanowali miasto. Całe centrum zostało pokryte barykadami. Najpoważniejsze starcia demonstrujących z „siłami porządkowymi” wybuchły na pl. Czerwonym (pl. Solidarności), pl. Kirowa (Orląt Lwowskich), pl. Dzierżyńskiego (pl. Dominikański), pl. Społecznym, pl. Grunwaldzkim, pl. PKWN (pl. Legionów), ulicach: Ruskiej, Świdnickiej, Kazimierza Wielkiego, Świerczewskiego (Piłsudskiego), Mazowieckiej, Grabiszyńskiej, Pereca oraz w okolicach Mostu Grunwaldzkiego i Rynku. Ale takich starć i powstających, spontanicznych, manifestacji, mnożyło się w tym czasie w mieście dziesiątki. Intensywne walki uliczne toczyły się też m.in. w rejonie Popowic, przy PaFaWaGu, Dolmelu, na Legnickiej, Braniborskiej, Kościuszki, Puławskiego, Piastowskiej, Sienkiewicza, pl. Hirszfelda, Powstańców Śląskich, Trzebnickiej. Powyższa wyliczanka nie jest tylko statystycznym wymienieniem miejsc, ma ona na celu uświadomienie czytelnikom zasięgu toczonych walk. Dodać należy, że przeważnie walki te toczyły się w tym samym czasie w kilkudziesięciu miejscach.

Na 31 sierpnia 1982 roku milicjanci byli zwożeni do Wrocławia z całego regionu. Każdy, nawet najmniejszy komisariat spoza miasta musiał przysłać swoją „nyskową delegację” (nyskowa – od Nysy, popularnego samochodu milicyjnego w tamtym okresie). Siły milicyjno-wojskowe były zwożone do Wrocławia wszelkimi możliwymi środkami. Zakładom pracy konfiskowano tzw. osinobusy (budy pasażerskie na podwoziu samochodu ciężarowego), samochody ciężarowe, autobusy. Do walki z opozycją solidarnościową wysłano 6. Pomorską Dywizję Powietrzno-Desantową, czyli tak zwane „czerwone berety” oraz Wojska Ochrony Pogranicza. Milicjantów i żołnierzy kwaterowano w akademikach. Żołnierze WOP zwierzali się, że każdy otrzymał rozkaz złapania jednego „demonstranta”.

W stan pogotowia postawiono we Wrocławiu (nie są tu wliczone posiłki ściągane w dniu wydarzeń) 5513 funkcjonariuszy ZOMO, NOMO, ROMO i innych jednostek milicji, 160 funkcjonariuszy operacyjnych MO 1200 żołnierzy WOP i 800 żołnierzy WSW oraz komandosów Wojska Polskiego. Do tłumienia demonstracji wykorzystano 329 pojazdów, w tym: samochodów „Nysa” – 59, samochodów GAZ 69 – 17, samochodów UAZ – 46, samochodów Star WT – 78, więźniarek – 5, armatek wodnych – 9, ruchomych wyrzutni granatów łzawiących – 9, BTR-60 (ośmiokołowy ciężki transporter opancerzony) – 2, BTR-152 (kołowy transporter opancerzony) – 1, BRDM-2 (czterokołowy transporter opancerzony) – 2. W akcji pacyfikacyjnej wykorzystywano śmigłowce, z których zrzucano granaty łzawiące i hukowe oraz flary oświetlające teren walk. Skala walk była tak ogromna, że po południu ściągano „na szybko” do Wrocławia posiłki z innych miast.

Z raportów MO wynika, że w czasie walk uszkodzonych zostało ponad 100 pojazdów „sił porządkowych”.

W trakcie walk oraz po ich zakończeniu aresztowano we Wrocławiu ponad tysiąc osób, kilkaset z nich zostało skazanych przez kolegia do spraw wykroczeń na grzywny lub kilka, kilkanaście miesięcy aresztu. Tysiące ludzi zostało pobitych, kilkaset osób doznało ciężkich obrażeń. W wyniku użycia ostrej amunicji postrzelonych zostało kilkadziesiąt osób, kilkanaście ciężko. Były też trzy ofiary śmiertelne, byli to: Kazimierz Michalczyk – 27 letni pracownik Elwro – zastrzelony, Tadeusz Woźniak – pobity i zmasakrowany, Antoni Sznajder – pobity. Cześć Ich pamięci!

Odważyć się wyjść na ulice…
W „części historycznej” zostało użyte określenie „na ulicę Wrocławia odważyło się wyjść…”. Tak! W tamtym okresie uczestnictwo w demonstracji wymagało nie lada odwagi. Obecne tak zwane „zadymy” to nic, w porównaniu z okresem stanu wojennego. Nawet największe, najbardziej drastyczne przypadki z rozbijania Marszów Niepodległości nie mogą się równać z tamtymi czasami. Jeżeli weźmiemy to, co działo się na warszawskim Marszu Niepodległości w 2011 roku, pomnożymy razy 100, to i tak nie będziemy mieli nawet namiastki tego, co działo się 31 sierpnia 1982 roku we Wrocławiu. Wszyscy pamiętają zapewne jak na MN w 2011 roku w Warszawie kilku tajniaków skopało jednego z demonstrantów – przy rozbijaniu demonstracji okresu stanu wojennego takie widoczki to była „normalka” i to jeszcze „taka delikatna normalka”…

Dlaczego została poruszona ta kwestia? Dla tego, aby uświadomić i przypomnieć wszystkim, że wbrew słowom pałętającego się z KODerastami Adama Mazguły stan wojenny nie był „tak całkiem kulturalny” (chyba że Mazguła ma po prostu taką „kulturę”…). To, że takie farmazony wygaduje facet związany z tamtą stroną barykady – nie dziwi, żaden komunista nigdy dobrowolnie się do winy nie przyzna… Jednak, gdy podobne bzdury wygadują ludzie, którzy w ten, czy w inny sposób byli związani z opozycją w czasach PRL może nie tyle dziwić, co wkur… wyprowadzić z równowagi. Przykład z naszego Wrocławskiego podwórka – Władzio Frasyniuk. Gdy kilka miesięcy temu Władysław F. został delikatnie przeniesiony z ulicy na chodnik, przetrzymany godzinkę i puszczony wolno, udzielił wypowiedzi do mediów, w której stwierdził: „- Czuję się jak w stanie wojennym”… Władeczku – powinieneś pamiętać, a przynajmniej znać z opowieści jak wyglądało rozpędzanie demonstracji w stanie wojennym. Jeżeli nie pamiętasz – popytaj znajomych, którzy na takie demonstracje chodzili. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że Frasyniuk dobrze wie jak to wtedy wyglądało. W zadymach nie uczestniczył – co jest zrozumiałe – jako ukrywający się po prostu nie mógł chodzić na demonstracje, jednakże znał wielu ludzi, którzy uczestniczyli w takich manifestacjach, czytał niezależną prasę, w końcu, jako działacz RKS (Regionalny Komitet Strajkowy – podziemna struktura zdelegalizowanej Solidarności) otrzymywał raporty sporządzane dla RKS-u. Oczywistym, więc jest, że bzdury o tym, że „teraz jest jak w stanie wojennym” Władziunio wygaduje nie z braku wiedzy, lecz robi to świadomie i z premedytacją. A to już jest czyste skurwysyństwo Władeczku… Może zamiast biegać razem z komunistami i inną czerwoną zarazą – lepiej byłoby – gdybyś zainteresował się tym, że do dzisiejszego dnia żaden z ZOMO-wców biorących udział w pacyfikowaniu tej demonstracji nie został skazany, że nikt odpowiedzialny za tamte wydarzenia nie stanął przed sądem. No tak… Jasne! To przecież dzisiaj twoi koledzy…

W tamtych czasach odwaga była o wiele droższa niż obecnie. Za tą odwagę wielu zapłaciło dużo, niektórzy bardzo dużo, a ponad sto osób w Polsce zapłaciło własnym życiem. Brutalne pobicia, połamane kości, wybite zęby – to była norma, wiele osób straciło zdrowie na zawsze… Za udział w demonstracji można było wylecieć z pracy, ze szkoły, z uczelni, jako bonus dostać „wilczy bilet” gwarantujący to, że do żadnej pracy lub szkoły już się nie dostanie. Kolejnym aparatem represji były sądy i kolegia do spraw wykroczeń. Można było dostać karę wysokiej (od kilku do kilkunastu miesięcznych zarobków) grzywny, kilku miesięcy aresztu lub nawet kilka lat spędzić pod celą. Przykładem wysokiego wyroku była sprawa Ewy Kubasiewicz, która w lutym 1982 roku została skazana przez Sąd Marynarki Wojennej w Gdyni na karę 10 lat pozbawienia wolności za rozpowszechnianie ulotki nawołującej do czynnego oporu przeciwko stanowi wojennemu (prokurator żądał niższej kary – 9 lat). Tak! Za kawałek zadrukowanej kartki papieru!

Teraz odwaga staniała i to bardzo, można wręcz stwierdzić, że nie kosztuje nic… Czy można, więc mówić o odwadze? UBywatele RP, KODestyci i całe towarzystwo z tak zwanej „totalnej opozycji” paradując po ulicach wrzeszczy w niebogłosy o terrorze, zamordyzmie i dyktaturze… Twierdzą, że są bardzo odważni, bo protestują w kraju łamiącym prawa człowieka, w kraju, w którym Frasyniuk czuje się jak w stanie wojennym… Nikt ich nie aresztuje, nikt do nich nie strzela, nawet głupiej „ścieżki zdrowia” nikt im nie robi… No, stan wojenny pełną gębą… Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że jedyne, co obecnie oni mają wspólnego ze stanem wojennym to są ich współdemonstranci pokroju Mazguły i innych towarzyszy z PZPR, ZOMO, Milicji, UB i SB… To przecież w obronie ich emerytur tak dzielnie i odważnie demonstrowali pod Sejmem.

Z relacji świadków wydarzeń
Aby spróbować przedstawić obraz i atmosferę tamtego dnia najlepiej będzie przeczytać relacje świadków. Poniższe opisy wydarzeń polecić można szczególnie… wszystkim – starszym – aby powspominać i przypomnieć sobie tamten dzień, – młodym – aby przynajmniej spróbowali sobie wyobrazić jak tamte wydarzenia wyglądały. Zbierając i czytając przytaczane relacje obudziły się wspomnienia… wzruszenie, emocje… nie raz, była to złość i normalne ludzkie wnerwienie, często „coś chwyciło za gardło” i poleciała nie jedna łza…

XXX Jeszcze przed pierwszymi starciami na rogu Legnickiej i Inowrocławskiej byłem świadkiem jakiegoś bardzo szybkiego i brutalnego zatrzymania. Samochód GAZ nagle stanął koło jakichś dwóch mężczyzn. Wyskoczyli z pojazdu faceci w morach i bardzo brutalnie zaczęli wpychać zatrzymanych do wnętrza gazika. Aresztowani uderzali głowami o krawędź samochodowego dachu, drzwi zatrzaskiwano, kiedy ich nogi znajdowały się jeszcze na zewnątrz. Nie wiem, o co chodziło, ale odebrałem to, jako taki sygnał, że tamta strona już ledwie panuje nad nerwami, że jej agresywność sięga zenitu, że jak się dzisiaj zacznie – to będzie bardzo ostro.

XXX O przedwczesnym wybuchu starć przesądziły emocje i właśnie ZOMO. Na widok jakiejś kolumny milicji tłum zaczął skandować „So-li-dar-ność!” Odpowiedzą były głośne wystrzały. Padły one z gazików stojących kawałek za nieistniejącym dziś pawilonem spożywczym (na rogu Legnickiej i pl. Solidarności). Odkryte terenówki GAZ wyposażone były w wyrzutnie granatów gazowych. Robiły wiele huku i wypluwały granaty długimi seriami. Na Placu wybuchły wielkie chmury białego, gryzącego dymu. Tłum przemieścił się w dwóch kierunkach – rogu Legnickiej i Nabycińskiej oraz w kierunku ówczesnego Placu 1-go Maja (pl. Jana Pawła II).

XXX W okolicach ul. Legnickiej transporter opancerzony BTR, który wjeżdżał w ludzi, został podpalony koktajlem Mołotowa, wtedy właśnie prawdopodobnie padły pierwsze strzały, skierowane w stronę protestujących. ZOMO w odwecie za spalenie transportera spacyfikowało dom przy Legnickiej 28. Świadkowie wydarzenia pisali, ze jeszcze nigdy nie słyszeli tak rozdzierających i strasznych krzyków ludzi. Zomowcy weszli praktycznie do każdego ze stu mieszkań znajdujących się w klatce schodowej. Do wielu z lokali wtargnęli razem z drzwiami.

XXX Nagle do wielkiego hałasu, który wokół panował, do krzyków i kanonady różnych wystrzałów, dołączył dźwięk, jakiego wcześniej słychać nie było. Była to długa seria z karabinu maszynowego. W odróżnieniu od innych huków i wystrzałów tu dosłownie czuło się, że tym razem coś dźwięczącego – metalicznego rozdziera powietrze. Wszyscy wokół szybko zdali sobie sprawę z tego, że w użyciu znalazła się maszynowa broń z ostrą amunicją. To było jakby „podniesienie stawki”. Teraz już – walka na śmierć i życie. Sięgają już po bardziej śmiercionośne narzędzia od rozpędzonych samochodów pancernych.

XXX Na ul. Legnickiej była masa ludzi, nieprzebrana rzeka. Zobaczył mnie jeden z SB-ków, który mnie wcześniej zamknął, i po prostu kazał ZOMO-wcowi strzelić w moją stronę z tuby z gazem. Widziałem, że strzela, a pocisk uderza w krawężnik. Oberwałem rykoszetem w nogę – ból, jakby mi ktoś ją uciął. Szarańcza na nas biegła, a ja nie dałem rady się ruszyć. Poczułem tylko, że ktoś mnie wziął pod pachy i zaciągnął do pobliskiego wieżowca. Wpadliśmy do windy i wjechaliśmy na 10 piętro – tam było pomieszczenie, w którym udzielano pomocy. Zaraz podeszły do mnie jakieś kobiety w fartuchach, zapewne pielęgniarki, poobkładały lodem, dały tabletkę przeciwbólową i po jakimś czasie doszedłem do siebie. Później zszedłem na dół i znów ruszyłem w kierunku pl. Czerwonego. Tam padł strzał. Z daleka widziałem, jak kogoś niosą – Kazimierza Michalczyka. Nie dużo brakowało, a zlinczowaliby tego gnoja, co strzelał, ale jakimś cudem udało mu się uciec.

XXX Tłum ludzi na samym Placu Pierwszego Maja (pl. Jana Pawła II) był już duży i został ostrzelany przez ZOMO granatami gazowymi. Na dźwięk eksplozji i krzyków z budynku szpitala zaczęły wyglądać pielęgniarki. ZOMO zaczęło wtedy ostrzeliwać z wyrzutni gazu właśnie budynek szpitala. Roztrzaskano co najmniej kilka szklanych płyt pokrywających fasadę oraz co najmniej drugie tyle okien. Gaz zaczął wypełniać oddziały szpitala. O dantejskich scenach, do których tam wtedy dochodziło, opowiadał potem cały Wrocław. Szpital wyglądał tak, jakby płonął. TVP podziurawioną, szklaną fasadę szpitala pokazywała wielokrotnie i wg jej relacji – miał to być efekt działania chuliganów.

XXX Pod Arsenałem koło ul. Cieszyńskiego między godz. 15 a 16.00 ZOMO zatrzymało i wyrzuciło ludzi z autobusu, każdy z wychodzących dostał co najmniej jedną pałę, kto się przewrócił, to więcej. Ostatnich czterech mężczyzn zabrano do ”suki”.

XXX W rejonie Legnickiej-Poznańskiej wszyscy doprowadzani do bud mężczyźni byli otaczani przez grupki ZOMO-wców i na miejscu katowani pałami.

XXX Poszliśmy w stronę ulicy Świdnickiej trasą WZ. Parę razy musieliśmy uciekać – walki w tym rejonie trwały dosłownie wszędzie – działka, suki, ZOMO, gazy – nie wiadomo było, gdzie kto jest i z której strony nastąpi atak. Od strony Rynku nadjechało działko wodne, lecz tym razem ktoś zawołał: „Nie bać się. Do ataku!”. Gromkie – „Do ataku” – i wszyscy ruszyli z kamieniami na działko. Grad kamieni spowodował, że wrzucili wsteczny i wycofali się. Świdnicką od Rynku nadjechała druga kolumna, na którą od razu spada grad kamieni ze wszystkich stron. Nie próbują nawet wysiadać. Potężny okrzyk „Solidarność” i entuzjazm. Od strony Teatru Lalek nadjechały stary plandekowe z wojskiem. Próba wyjścia z samochodów zatrzymana została lawiną kamieni i po 30 sekundach już ich nie było.

XXX Na Zielonogórskiej, na wracające z zakupów kobiety posypały się razy pałkami.

XXX Z relacji świadków wynika, że w wydarzeniach uczestniczyło sporo dzieci i młodzieży. Jakiś chłopiec wieszał na słupie biało-czerwoną flagę – czytamy jedną z nich. – Krzyczałem do niego: „- Uważaj, strzelają!”. Jak przygrzali w zegar na Dworcu Świebodzkim, to się rozsypał.

XXX W innej relacji z tego rejonu powstawał obraz jak z Powstania Warszawskiego: W sam środek starć wmaszerował oddział harcerski. Bardzo dobrze zorganizowani, wszyscy w mundurach. Chłopcy się bili, a dziewczynki – służba sanitarna z biało-czerwonymi wstążeczkami – opatrywały rannych.

XXX Małe dzieci, może miały 7–8 lat, zbierały między szynami tramwajowymi kamienie, układały w skrzynkach na mleko i ciągnęły naprzeciwko Dworca Świebodzkiego. Kiedy z Podwala zaczęły wjeżdżać samochody ciężarowe z milicją, poleciały butelki z benzyną. Jakaś dziewczyna wyprowadziła grupę młodych ludzi, dała rozkaz rozwinięcia skrzydeł i uderzyli na samochody takim gradem kamieni, że ZOMO-wcy musieli się wycofać za Dworzec Świebodzki.

XXX Około 18.00 na ul. Mikołaja płonący samochód opancerzony przewracał latarnie i wjeżdżał na zaparkowane samochody.

XXX Milicja wygania ludzi z tramwajów i strzela do nich gazem łzawiącym. Idę szybko pod Barbarę (Bar Barbara przy ul. Świdnickiej przy przejściu podziemnym). Czekam. Wkoło pełno uzbrojonych mundurowych. Suki wyją, transportery opancerzone rujnują bruk uliczny, helikoptery warczą nad głowami. W dali słychać śpiew i strzały. Ulicą Kazimierza Wielkiego „płynie” demonstracja. Idą zwarci, śpiewają i krzyczą „chodźcie z nami!” Transparenty, sztandary, kwiaty. Po ataku ZOMO wycofujemy się do Rynku. Tu już szyby są wybite, kosze na śmieci zgniecione, rozjechane kubły. Jutro napiszą, że to demonstranci z „S” dokonali tych zniszczeń… gołymi rękami?

XXX Mówią, że do widoku krwi można się przyzwyczaić, a tego dnia krwi widziałem dużo. Krew na ulicy Legnickiej, na chodnikach w Rynku, krew cieknąca ludziom z rozbitych głów, zakrwawione ręce, pochlapane krwią ubrania. Można się przyzwyczaić. Uciekając, w jednej z bram poślizgnąłem się i upadłem prześlizgując się kilka metrów po podłodze, wstaję, rozglądam się, cały jestem umazany krwią, cała podłoga jest we krwi, ślady krwi widać na ścianach a nawet na suficie, to na tym się ślizgałem – pomyślałem wymiotując. Można się przyzwyczaić… Po jakimś czasie dowiedziałem się, że właśnie w tamtej bramie ZOMO dorwało demonstrantów i rozmawiali z nimi jak „czerwony z Polakiem” przez kilkadziesiąt minut.

XXX BTR (transporter opancerzony) wpadał z ogromną prędkością w grupy ludzi. Uciekali spod kół, wyskakiwali spod nich często dosłownie w ostatniej sekundzie. Z ogromną prędkością BTR wykonywał bardzo zaskakujące i gwałtowne manewry. Skręcał w prawo i lewo, zataczał półkola, gnał przez podwórka, trawniki, parkingi. Pojawiał się nagle pod hotelami robotniczymi przy Trzemeskiej, by po chwili z impetem wpadać w tłum stojący w pobliżu Placu Czerwonego. Chyba wszyscy byli zdumieni tym, że pojazd ten jeszcze nikogo nie zabił. Nikt bowiem nie mógł mieć wątpliwości, że kierował nim ktoś, kto miał na celu zadawanie śmierci. I co kilka sekund ktoś, kto wyskakiwał spod jego kół, był od niej o krok. We wszystkich BTR wywoływał krańcową nienawiść i agresję.

XXX W wielu punktach miasta armatki wodne i granaty gazowe wybijały okna w mieszkaniach i szyby wystawowe.

XXX Często poza zwykłymi środkami bojowymi – pałkami, granatami hukowymi i gazowymi – ZOMO-wcy sięgali po inne środki bojowe. Niejednokrotnie rzucali w ludzi kamieniami lub strzelali z rakietnic flarami oświetleniowymi prosto w tłum.

XXX Dym gryzie w oczy. Chronimy się w Modzie Polskiej. Czekamy. Po Rynku jeżdżą gaziki z mundurowymi i strzelają gazem łzawiącym do sklepów i bram. Ci, co nie schronili się, oblewani są z armatek wodnych niebieskim płynem pod dużym ciśnieniem. Z okien widać, jak padają na chodnik. Pojechali, wybiegamy. Pędzimy na plac Solny. I znowu do bramy i na schody. Gazik podjechał i strzelił. Odważny młodzieniec szybkim ruchem odrzucił dymiącą, gorącą gilzę. Wpadła, wybuchając w gaźniku. Nasi prześladowcy salwują się ucieczką z pojazdu. Trzeba wiać, bo będą pałować i pewnie aresztują. Podwórzami, biegiem do placu 1 Maja (Jana Pawła II). Pod „Lwami” stoi stadko rozbawionych mundurowych. Każdy ma w ręce ustrojstwo do wystrzeliwania gilz z gazem łzawiącym. Strzelają w nas? Nie, w budynek szpitala. Cała ściana ze szkła. Wytłukli już sporą część szyb – dla zabawy! Biegniemy, strzelają. Dym, gwizdy, zmęczenie, strach…

XXX Między 17.00 a 18.00 na oczyszczonym z demonstrantów pl. 1 Maja widziano ZOMO-wców demolujących kamieniami prywatne samochody.

XXX Legnicka, godz. 18.30. dwóch ZOMO-wców zatrzymuje przechodnia. Dwóch innych spokojnie podchodzi. Jeden z nich wyjmuje pałę i zaczyna człowieka bić, po czym spokojnie ją chowa i kontynuuje spacer z kolegą.

XXX Biegniemy w kierunku ul. gen. Świerczewskiego. Mama z dzieckiem w wózku utknęła w szynach. Wracam i pomagam. Podbiega do nas młokos w mundurze. Krzyczy: „– Jazda, kurwy!”. Ja: „– Jakie kurwy? Wracamy z pracy, gdzie jest pański dowódca?” On: „– z pracy, kurwo, miałaś wracać o 12.00”. No tak, nasz domyślny dyrektor nie zwolnił załogi wcześniej. Uciekam, biegnę, boję się… Jestem już blisko domu przy pl. Grunwaldzkim. Dym, gaz, huk. Łzy zalewają oczy, duszę się, kaszlę, pluję.

XXX Od mostu ulicą jedzie działko wodne, BRDM i „suka” – na moście stoi kolumna. Ciągłe przejazdy – most i w połowie drogi do pl. Grunwaldzkiego zakręt. Jesteśmy wszędzie rozproszeni. Stojący na moście gazik non stop strzela gazami. Przy każdym przejeździe leci grad kamieni w ich stronę najbardziej w stronę „suki”. Zasada jest taka, że czekamy, aż przejedzie przód działka wodnego i atakujemy je od tyłu. Po paru przejazdach uszkodzona „suka” przestaje jeździć.

XXX Widok z tramwaju na przystanku przed ZOO około godz. 19.00: ponad 100 ZOMO-wców otacza pierścieniem i katuje kilku zamkniętych w kręgu mężczyzn.

XXX Szpaler ZOMO – kroczący od strony Braniborskiej i wspierany jadącą za nim armatką wodną. Szedł imponującym wręcz rytmem – jego kroki były perfekcyjnie skoordynowane. Na wielu zrobiło to wrażenie. Część demonstrantów zamarła, reszta zaczęła się wycofywać. Jednak kiedy szpaler zbliżył się na odległość rzutu kamieniem ktoś zaczął krzyczeć „- Boicie się tych gówniarzy! Na nich!!” I jak na Komedę zaczął lecieć w stronę zomowców grad celnych kamieni. Ich szyk pękł niemal od razu, zaczęli uciekać niemal w panice. Podskakujący rynsztunek uchodzących funkcjonariuszy wyglądał groteskowo, co tylko podsycało pewność siebie demonstrantów. Armatka wodna z trudem usiłowała zawrócić. Dosięgała ją masa ciskanych w jej kierunku kamieni.

XXX Prądzyńskiego – wieczorem: ZOMO-wcy nawołują do gaszenia świateł, w bramie nr 24 w jednym z okien światło pali się nadal – rzucają petardę, zapala się firanka. Tam mieszkają głuchoniemi.

XXX Kościuszki – róg Więckowskiego: ZOMO-wiec uderzył kobietę, lat ok. 65, pałą po nerkach. Stojąca z nią kobieta w podobnym wieku próbuje protestować – zostaje pobita do utraty przytomności.

XXX Nareszcie moja brama. Z głośników krzyczą, że nie wolno wyglądać przez okno. Widzę, jak na ulicy z gazika wyskakują mundurowi i biją chłopaka. Po drugiej stronie transporter opancerzony sunie złowrogo w stronę kilku osób. Brawo sąsiedzi! Butelka ze spuszczoną z baku drogocenną benzyną ląduje na masce. Wielkie bydlę wycofuje się. Entuzjazm, teraz już z dachów, balkonów wieżowców sypią się kamienie, butelki, doniczki. Już nikt nie siedzi za zamkniętymi oknami. Jesteśmy na balkonach, oknach, na dachach i skandujemy: „gestapo! mordercy!”. Chowamy się, gdy nadlatują helikoptery. Krzyczymy tak głośno, że nawet ryk silników helikoptera wydaje się cichym brzęczeniem. Po małej przerwie na ulicę wyszedł uzbrojony oddział. Zaczął strzelać ostrą amunicją w okna. Schowaliśmy się. Ogłoszono godzinę milicyjną od godziny 20.00. O godz. 20.00 moja ulica była pełna ludzi.

XXX Obrazek z demonstracji 31 sierpnia, którego nie zapomnę. Lecąca z okna na ZOMO-wców wanna. Tak! Ciężka, żeliwna wanna. Totalne poświęcenie. W czasach, gdy nic nie można było kupić był to akt heroiczny.

XXX Zaczyna się robić ciemno – jest już po 20-ej, oczy wychodzą wszystkim na wierzch – okropny ból. Ktoś z okien woła, że od 20-ej wprowadzono godzinę milicyjną – ryknęliśmy śmiechem i komentarzem „że chyba dla nich”. Próbujemy powstrzymać te przejazdy i wypychamy barakowóz na środek ulicy. Podjeżdża BRDM i spycha barakowóz z ulicy na chodnik demolując stojący kiosk „Ruchu”, potem wraca znowu na most. Wypychamy z powrotem barakowóz. Historia się powtarza, lecz tym razem zostaje złamane drzewo – i tak parokrotnie. BRDM zaczyna coraz agresywniej szarżować i zaczynają padać strzały. Świst nad głowami – nie mamy pojęcie z czego strzelają. Rzucamy kamieniami, padamy na ziemie czekając na strzały i atakujemy tył wozu pancernego.

XXX Plac Grunwaldzki, około 18.30: „szarża” gazika na ludzi stojących na chodniku i przystanku. Rozlegają się strzały.

XXX Z mostu cały czas ostrzeliwują nas gazami, gdy im się kończy gaz – strzelają z petard i rac świetlnych. Wóz pancerny grasuje bezkarnie odporny na kamienie, lecz w końcu ktoś rzuca butelkę z benzyną. Blaszak zapala się i odjeżdża w stronę mostu, gdzie gasi go działko wodne. Korzystając z okazji znowu spychamy barakowóz na ulicę i powtarza się historia – spychany przez BRDM barakowóz demoluje ponownie kiosk, lecz podbiegamy coraz bliżej i ładujemy z całych sil kamieniami w pancerz. „Blaszak” wycofuje się na most i tam już pozostaje. Wytaczamy barakowóz i przewracamy na bok. Nasilają atak gazami, petardami i racami świetlnymi. Oczy okropnie bolą, już nie można patrzeć. Od Wydziału Matematyki UWr nadjeżdża ZOMO, ląduje na nich deszcz kamieni i samochód wycofuje się.

XXX Fragmenty relacji „z drugiej strony barykady”, ówczesnego majora Wojska Polskiego, zastępcy dowódcy Wojskowej Grupy Operacyjnej, mającej siedzibę w Urzędzie Wojewódzkim: Dopiero około godziny siedemnastej nastąpiła radykalna zmiana. Od strony centrum miasta dał się słyszeć dziwny, wzmagający szum. Potem na ulicach Słowackiego i Krasińskiego pojawiły się duże grupy osób zmierzające w kierunku urzędu wojewódzkiego. Niespodziewanie przekształciły się w kilkutysięczny tłum. Wznoszono hasła, okrzyki, wyzwiska i obelgi. Tłum, niczym ognista lawa wulkaniczna, parł do przodu, wciskając się swoimi jęzorami w wolne przestrzenie, a grupki ZOMO-wców chaotycznie odbijały się od niego i w popłochu zajmowały kolejne rubieże bliżej urzędu i mostu Grunwaldzkiego. W ich kierunku nieustannie leciały kamienie, cegły, butelki, kawałki betonu, natomiast czoło tłumu desperacko atakowało łomami, łańcuchami, metalowymi prętami, kijami i sztachetami. Tę specyficzną amunicję ciągniętą na wózku, systematycznie uzupełniano płytkami chodnikowymi, brukowymi kostkami, kawałkami betonu, cegłami, kamieniami i najprzeróżniejszymi przedmiotami. Charakterystyczne było to, że w tłumie pełnym nadziei i determinacji, nienawiści i agresji szli nastolatkowie i matki z dziećmi na rękach, utykające staruszki i brzuchaci dziadkowie, wysportowani i inwalidzi na wózkach. Gdy okazało się, że nie ma już żadnych szans na skuteczne zatrzymanie lub rozproszenie tłumu, a pojawiło się realne zagrożenie dla zdrowia i życia, ZOMO-wcy rzucili się do panicznej ucieczki. Tym, którzy pobiegli w lewo za i przed gmachem urzędu oraz w prawo aleją Słowackiego, z pewnością się udało. Natomiast tych kilku, którzy ratowali się ucieczką na most Grunwaldzki, na którym od dłuższego czasu kilku żołnierzy Wojsk Ochrony Pogranicza bezskutecznie próbowało uruchomić UAZ-a, czekała niespodzianka. Nie przewidzieli oni bowiem, że od placu Grunwaldzkiego zbliża się nieco mniejszy, ale równie agresywny i zdesperowany tłum. Obserwując sytuację z okna budynku, zastanawiałem się, co myślą i co zrobią ci dwudziestoparoletni obrońcy władzy ludowej i jak ja zachowałbym się na ich miejscu. Pawdopodobnie, tak jak ja, mieli przy sobie broń z ostrą amunicją. Będąc już w zasięgu lecących kamieni, a za chwilę mogąc już być w bezpośrednim zasięgu łańcuchów, metalowych prętów i łomów, postanowili szukać schronienia w brudnym nurcie Odry. Za chwilę najbardziej zdeterminowani manifestanci dopadli bezbronny samochód, obrócili kołami do góry i podpalili. Gdy desperatów unosił nurt Odry i wiatr historii, zwycięzcy, stojąc dumnie obok płomieni ognia, unosili triumfalnie ręce ze znakiem „V” – Victorii.

XXX Tłum zostaje zatrzymany. Cześć z nas biegnąc wzdłuż Odry koło Urzędu Wojewódzkiego przebiega przez Most Pokoju, aby zajść ZOMO-wców z drugiej strony. Chwila ciszy stojących naprzeciw siebie ZOMO-wców i demonstrantów przerywa huk wystrzelonych w stronę tłumu gazów łzawiących. Nagłe poruszenie, gazy wracają w ich stronę i potężny krzyk: „- Do ataku!!!”. Szyk ZOMO zostaje złamany, zaczyna się ich paniczna ucieczka, nie wszyscy zdążyli wsiąść do samochodów, zaczynają więc uciekać na pieszo – samochody milicyjne ich zostawiły. Tłum za nimi wspierają lecące kamienie. Zaczyna się szarża za ZOMO-wcami. Z cegłówkami w rękach na pełnych obrotach i tak ciężko było ich dogonić. Tak szybko biegnących ZOMO-wców nigdy nie widziałem. Pogoniliśmy ich do pl. Grunwaldzkiego, stamtąd uciekli w stronę Mostu Zwierzynieckiego. Jeden z gazików pojechał prosto, pisk opon – samochód robi zakręt i na całym gazie chce dotrzeć do uciekających ZOMO-wców. Wystawione ręce z pistoletami przez okno w naszą stronę, strzały nad głowami – większość z nas pada na ziemię, część kuca – jesteśmy nieosłonięci na środku placu. Tłum, który pozostał na moście przewraca na bok pozostawionego tam przez uciekających w panice ZOMO-wców gazika. Pojawia się ciemny dym i samochód zaczyna powoli płonąć.

XXX Helikopter krąży nad nami. Ktoś podkrada się pod most i rzuca butelkę z benzyną na wóz pancerny, który staje w ogniu. Spada na nas grad pojemników z gazem, petard, rac i Bóg wie jeszcze czego – strzelają chyba ze wszystkiego co mają.

XXX Przy wielkim oknie na korytarzu, przez które widać było wielki kawał dzielnicy przemysłowej, wypełniającej ten wrocławski „klin przemysłowy” między Legnicką a Grabiszyńską, widać było górne kondygnacje budynków przy Grabiszyńskiej, oddaloną o parę kilometrów wieżę kościoła św. Elżbiety, dziesięciopiętrowy „żyletkowiec” stojący przy Placu Pereca. Co chwilę dochodziły zbiorowe okrzyki „Solidarność!”, „Precz z komuną!”, „Gestapo!” Nadbiegały one zarówno z okolic Pereca, jak i gdzieś ze wschodniej części Grabiszyńskiej, z okolic Elwro, FAT-u… Słychać było wystrzały, nieustające sygnały czy to karetek, czy milicji. Niebieskie światła ich „kogutów” odbijały się na ścianach domów. Przy którejś z potężniejszych eksplozji, której towarzyszył błysk i wyjątkowo głośne krzyki dużej grupy ludzi ktoś powiedział „Miejmy nadzieję, że to był radiowóz…” Do wczesnych godzin rannych nad Grabiszyńską cały czas krążyły mrugające światłami helikoptery.

XXX Na ulicach Wrocławia znamienne były przykłady reakcji ludzi powszechnie manifestujących poparcie dla demonstrantów. Z okien pozdrawiano manifestujących, podawano ludziom wodę, kanapki, papierosy (towar trudno dostępny – na kartki – miesięczny przydział wynosił 10 paczek). Na barykady starsze kobiety przynosiły wodę i jedzenie dla obrońców, mówiły, że będą się za nich modlić. Weterani AK przygotowywali specjalne samozapalające butelki z benzyną. W zakładach pracy wykonywano kolce służące do przebijania opon w milicyjnych samochodach oraz inny „sprzęt bojowy”. Wielu lekarzy ubranych w kitle udzielało pomocy rannym – tak po prostu – w bramach… Gdy trzeba było uciekać, okoliczni mieszkańcy wskazywali drogę przez znane tylko sobie przejścia w podwórkach. Nagminne były przypadki ukrywania uciekających przed ZOMO-wcami w prywatnych mieszkaniach. Symboliczne jest zdjęcie, na którym widać zatrzymany przez demonstrantów tramwaj – po ludziach jadących tramwajem nie widać zdenerwowania tylko radosne uśmiechy i ręce pokazujące znak zwycięstwa – „V”.

XXX „Pancerka” rozbiła barykadę, jeszcze zostało nam kilka kamieni… Huk wystrzałów, gaz, z „bud” (samochody Star) wyskakują ZOMO-wcy, ostatni kamień rzucony we wroga i biegiem! Brama, bieg, podwórko, z tyłu ZOMO, bieg, bieg, bieg, brama, huk, przeskok przez ulicę, bieg, gaz, brama, huk, podwórko, ulica, podwórko, wpadamy do bramy, biegniemy na górę, myślimy o ucieczce dachami… Na czwartym piętrze otwierają się drzwi, jakaś kobieta: „- Panowie, do mnie, szybko!” Na dole już słychać stukot ZOMO-wskich buciorów… Wpadamy do mieszkania, zamykają się drzwi. „- Szybko myjcie ręce!” Jeszcze w życiu tak szybko się nie umyłem. „- Jeden do łóżka, drugi do łazienki i kąpać się, trzeci ze mną do kuchni i obierać ziemniaki, zdjąć buty” – rozkazuje kobieta. Wykonujemy jej polecenia bezwiednie… Na klatce schodowej słychać rumor i walenie do drzwi, na razie nie „naszych”… Po jakichś 10 minutach słychać jak oprawcy schodzą po schodach, głośno przeklinając, wychodzą z bramy, wleką ze sobą dwóch mężczyzn… „- Nigdzie na razie was nie puszczę” – oświadcza władczym tonem kobieta – „posiedzicie u babci aż się trochę uspokoi”… Obrane ziemniaki wraz ze skwarkami lądują na stole. „- Niestety nie mam cukru” oświadcza „babcia” podając herbatę. Siedzimy i rozmawiamy… Boże! Taka nagła więź pomiędzy ludźmi… Tak wygląda właśnie Solidarność… Gdy w okolicy trochę się uspokoiło „Babcia” nas wypuszcza, otrzymujemy kilkanaście kanapek „na drogę i dla chłopców na barykadach”. Przechodzimy podwórkami, w oddali słychać odgłosy bitwy. Kilka ulic dalej – na Piastowskiej znajdujemy kolejną barykadę, rozdajemy ludziom kanapki otrzymane od „babci”, z jej przykazaniem „- Dajcie tym czerwonym skurwysynom zdrowo popalić! A ja, będę się za was modliła chłopcy”…

XXX Wracamy biegiem w stronę mostu ul. Szczytnicką, gdzie była stacja benzynowa. Zatrzymuje mnie jakaś kobieta i maczając chusteczkę w słoiku w jakimś roztworze podaje mi ją i mówi, że to jest dobre na spuchnięte od gazu oczy.

XXX Na pl. Kirowa (pl. Orląt Lwowskich) ktoś zakreślił na bruku wielkie koło i napisał w środku: „Tu jest wolna Polska”. Ludzie płakali. Pomoc niosły ochotniczki-sanitariuszki.

XXX Na ten moment czekaliśmy osiem miesięcy stanu wojennego, codziennego upokorzenia i gromadzącej się bezsilnej złości. Każdy ma czerwone od gazu oczy, brudne od wycierania twarze, a w rękach kamienie i uśmiech na twarzy. Czujemy się wolni na wywalczonym wolnym kawałku Wrocławia.

XXX Mrożące krew w żyłach są relacje z tego jak traktowano aresztowanych. Przysłowiowego „dania w mordę”, kilku kopniaków czy pał nikt nawet nie uważał za pobicie. To, co działo się z zatrzymanymi już na ulicy, w milicyjnych samochodach a następnie na komisariatach przypominało sceny z filmów o katowniach Gestapo.

XXX Z zatrzymanych tramwajów, autobusów i samochodów wyciągano mężczyzn i przewożono do komendy. Po „rutynowym” pobiciu, któremu towarzyszyły okrzyki w rodzaju „Wolności się wam kurwa zachciało?”. Zatrzymywani stawali przed kolegiami. Rozprawy trwały przeciętnie 2 min., a ślady pobicia uznawano za dowód „czynnej napaści na funkcjonariusza”.

XXX Stoimy na korytarzu komisariatu z rękami podniesionymi do góry. Kto próbuje opuścić ręce lub przykucnąć dostaje pałą lub „z buta”. Co jakiś czas przechodzący korytarzem milicjant uderza kogoś ze stojących. Raz ręką, raz pałką, raz kopniakiem… „To za mojego kumpla gnoju!”, „To za moją nogę!”, „Teraz się kurwy boicie!?!” – jednak najczęściej biją bez słowa, dla zabawy… Gdy jeden ze stojących koło mnie pada na ziemię usiłuje mu pomóc. „- Co kurwa kurwo zajebana, gnoju robisz!” – słyszę ryk ZOMO-wca, „- Przecież on zasłabł” – wykrzykuję w jego stronę, już widzę ze zerwało się dwóch ZOMO-li, biegną do mnie, „- Gówno mnie to kurwa obchodzi, było kurwa nie ruszać się, kurwa”. Przy trzecim kopnięciu w głowę tracę przytomność… „Obudził” mnie strumień wody, „wstawaj kurwa zajebany gówniarzu, przez takich kurwa jak ty, ja tu kurwa ciężko pracować kurwa muszę, wypierdalaj na przesłuchanie kurwa!”. Zostaje wepchnięty do pokoju za pomocą kopniaków…

XXX U 18-letniego chłopca znaleźli ulotkę, biorą go do korytarza, bije go 4-5 milicjantów, słychać krótki krzyk, a potem głuche uderzenia i trzask łamanych kości.

XXX Stali tam milicjanci po jednej i po drugiej stronie korytarza i bili wszystkich idących korytarzem. Jeden z milicjantów podnosił każdemu nogę i bił pałką po plecach. Plecy miałem obite tak, że nie mogłem usiąść. Szpaler milicjantów był długi na 30 – 40 metrów. Około 10 milicjantów stało w tym korytarzu. Po przejściu kilku metrów zostałem uderzony kilkakrotnie przez funkcjonariusza (Stanisława Załęskiego) w twarz i nos, gdy się schyliłem funkcjonariusz kazał mi się popatrzeć na jego twarz. Gdy to zrobiłem uderzył mnie głową w nos i następnie ponownie w twarz. Po przejściu do następnego pomieszczenia kazano mi leżeć, zaczęto mnie kopać i bić. Kiedy zostałem kopnięty w narządy płciowe upadłem tracąc przytomność.

XXX Biją wszystkich bez wyjątku, nie patrzą na wiek, katują bezbronnych, czym się da: pałą, pistoletem, ręką, nogą, niektórym każą rozebrać się do naga i wtedy leją gdzie tylko mogą dosięgnąć.

XXX W siedzibie ZOMO przy ul. Księcia Witolda funkcjonariusze ustawili zatrzymanych pod murem i następnie wybierali sobie po jednym do bicia. Podobnie było w KW MO przy ul. Łąkowej, gdzie milicjanci ustawili się po obu stronach korytarza i bili na tej „ścieżce zdrowia” przechodzących zatrzymanych. ZOMO biło również na dziedzińcu komendy przy ul. Łąkowej. Dantejskie sceny rozgrywały się też na słynącej z brutalności komendzie przy ul. Grunwaldzkiej nazywaną „rzeźnią na Grunwaldzkiej”.

Jak tamtego dnia wyglądały ulice Wrocławia mogą też zobrazować dwa krótkie filmiki:

https://www.youtube.com/watch?v=yu3m1NE6NP8
https://www.youtube.com/watch?v=7si5Dphr8co

Grupy Wykonawcze Solidarności Walczącej, fot. archiwum

Informacja dla Czytelników Fana: starajcie się nie opierać na fejsbuku, wchodźcie na stronę bezpośrednio. Czasem gejsbuk nas cenzuruje, wówczas choć na stronie pokazuje się jakiś artykuł, to u pedałolubnych się on nie pojawia.

komentarzy: 31

  1. Gasenstrasse czyli Pereca, śmigłowce latały całą noc i następnego dnia też szukali kija do du.. Po rozbiciu barykady znaczna liczba zrywowców melduje się w Parafii Św. Elżbiety, Proboszcz Głód otwiera bramy, udziela schronienia i nie otwiera Zomowcom bez ich reakcji po dłuższej rozmowie z księdzem.

  2. Wspaniały artykuł,z przekazu ludzi bardzo mi bliskich zresztą,wiem o tym dużo.Chwała Wam ludzie za to.Natomiast chciałbym powiedzieć że znów,tym razem młodsze pokolenie,może stanąć do walki,oto by III RP ostatecznie dobić ( mam nadzieję że tak się nie stanie,i III RP ostatecznie zdechnie w sposób pokojowy).Natomiast co do KODowców,UBywateli IIIRP,oraz innego szajsu to Bogusław ma specjalny „mesedż” dla nich: https://www.youtube.com/watch?v=2h9zNR2NA4U

  3. Porównanie do Powstania Warszawskiego co najmniej nie na miejscu.
    Jeśli chodzi o wyjście na ulicę, to faktycznie nie ma porównania, bo ludzie wyleją frustrację w necie i im przechodzi cały ten wk….w!

  4. Jak Wasze refleksje opłacało się czy nie…? Nie brałem udziału w tych zajściach ale od 1985 roku robiliśmy „mały sabotaż”… na Księcia Witolda rozrzucaliśmy „kolczatki”(cięte na paski małe ceowniki spawane jak zasieki przeciwczołgowe-rewelacyjne… jak się rzuciło w kordon milicji wbijały się w tarcze i kaski) przy wyjeździe z ZOMO… tak między ulicą a krawężnikiem tam gdzie nie było widać a samochody zjeżdżając z krawężnika nabijały to na koła…. brat dostarczał a my „robiliśmy kursy”, bibuła, malowanie po mieście…. Jeszcze do niedawna nasze grafy były na mieście…. Wygraliśmy….?!? Jak uważacie… ponoć Solidarność dostała 80 milionów dollarów… na działalność… ktoś to widział…? Bossowie przyjęli….dzieląc się z SB-kami…?!? Kulczyki, Solorze, Krauze-ki…. dostały na „dobry start”…. Jaruzelowi i Kiszczakowi włos z głowy nie spadł szefowie „S-ki” w dekadę rozdali i zniszczyli majątek państwowy…. i z Ludowo-robotniczego państwa chcieli nam zrobić społeczeństwo obywatelskie…. multi-kulti…. cudem uratowały nas wybory… bo byśmy tonęli w czarnym gównie…. dobrze Ziobro powiedział… ustępując Anglii i Francji zaraz zabronili by nam tam pracować… bo jesteśmy dampingowi…ale kindergeld nam dają o połowę mniejszy bo… mamy niższe koszty utrzymania…. leniwy Niemiec czy francuz nie może być podmieniony przez tańszego pracownika z Europy wschodniej ale ich sieci handlowe mogą bez podatków działać na naszym rynku…. koncerny medialne robią sieczkę z mózgów obywatelom Unii a jak coś powiesz to jesteś:…”rasistą a kto wie może nawet antysemitą…ksenofobem posługującym się mową nienawiści” Wszystkie wynaturzenia, sprzedawczyki takie jak Borys Dudka… mówiący, ze Angela Merkel jest prawdziwym przyjacielem Polaków…. pedały, feministki… narkomani….bez narodu, bez przyszłości chlew….bez prawie i dojący kraj jak kolonię…. i jak przed rozbiorami elita na garnuszku Brukseli…..trójpodział władzy tak skonstruowany, żeby stwarzał pole dla machlojek i przekrętów wszelakich szubrawców….i karanie sądami za to, ze ktoś złodziejowi powie w oczy, ze jest złodziejem…. jestem ciekaw czy bekną… Komorowscy, Tuski czy Schetynowie za afery….WSI, Amber Gold czy hazardową… czekamy… Pytam więc kiedy było większe zagrożenie dla narodu… wtedy czy teraz…?!?

    1. Weź jedno pod uwagę. Otóż tak naprawdę nie było żadnej istotnej zmiany. Komuchy wiedziały, że komuna pada, więc sobie wymyślili „dogadanie się z opozycją” na swoich układach. Zresztą nie był to pomysł polski, lecz moskiewski, a w Polsce miał być testowany.
      Komuchy tak naprawdę oddali tylko zewnętrzne atrybuty władzy, choć i tak w ręce „koncesjonowanej opozycji”, czyli takim, na których mieli haki. Reszta, czyli resorty siłowe, sądownictwo, bankowość, media, gospodarkę, spółdzielczość, służbę zdrowia, szkolnictwo, administrację państwową, transport – zostawili sobie. Wyciekł im jedynie handel detaliczny i rolnictwo.
      Wpadliśmy w pułapkę. Oni „oddali nam władzę”, zatrzymując de facto wszystko, nam na naszych przedstawicieli wyznaczyli kapusiów, ludzi z poharatanymi życiorysami, mięczaków, których sami wykreowali.
      RZ

  5. Jak nazywa się punkowy utwór, użyty niegdyś w zaproszeniu na marsz w rocznicę Stanu Wojennego? Zaczyna się „to do ciebie te słowa panie generale…”.
    Dziękuję za ewentualną pomoc.

    1. W sieci dostępne jest bardzo dobre opracowanie naukowe Jerzy Kordas
      „Wydarzenia 31 sierpnia 1982 r. na Dolnym Śląsku Geneza, przebieg, skutki”.

  6. Mój ojciec brał w tym udział opowiadał że potem ZOMO wyłapywało ludzi na mieście i wyłapywali każdego kto miał brudne ręce. Kazali mu pokazać ręce ale zdążył je umyć w fontannie przy Dworcu Świebodzkim.

  7. Jest: „Dlaczego została poruszona ta kwestia? Dla tego, aby uświadomić i przypomnieć…”.
    „Dla tego”? Na prawdę? W takim po ważnym artykule?

    *A to NOMO, o które ktoś pytał, to chyba Nieetatowe Oddziały Milicji Obywatelskiej, ale pewny nie jestem.

  8. Pamiętam choć czas zaciera wspomnienia, które w takich artykułach ożywają.Boże kochany a taki magister Stolecman, czy Dutkiewicz prezydentami kraju czy miasta zostali.

  9. Ulica Kazimierza Michalczyka to obecnie boczna ul. Długiej – obok OBI. Z opowiadań mojego ojca wynika, że prawdopodobnie ze śmigłowca strzelali mordercy i tchórze.

    Warto porozmawiać ze swoimi rodzicami – na pewno większość z nich opisze z pierwszej ręki jaki to był ważny dzień dla nas mieszkańców Wrocławia.

  10. Miałem wtedy 11 lat. Tata wyszedł i kazał Mamie trzymać mnie w domu.

    do redakcji
    proszę o wytłumaczenie skrótów:
    NOMO – sam nie kojarzę
    ROMO chyba ORMO
    i ZOMO bo młodsi czytelnicy mogą nie kojarzyć

    1. ROMO – Rezerwowe Oddziały Milicji Obywatelskiej.
      NOMO – Nieetatowe Oddziały Milicji Obywatelskiej – formacje pomocnicze ZOMO powoływane doraźnie z funkcjonariuszy terenowych jednostek Milicji Obywatelskiej, formowały pododdziały zwarte.
      ZOMO – Zmotoryzowane Odwody Milicji Obywatelskiej – odwody (!) nie oddziały – tak brzmi poprawna nazwa.
      Było jeszcze ORMO – Ochotnicza Rezerwa Milicji Obywatelskiej.
      WOP – Wojska Ochrony Pogranicza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *