Szatańskie piętno

dron Za pieniądze niektórzy zrobią z siebie pośmiewisko. Pośmiewiskiem stają się w oczach kibiców, których mają gdzieś. Jednak robienie z siebie pajaców jednocześnie stanowi alibi dla znacznie ważniejszych spraw. Alibi przedstawiane osobom płacącym ciężkie złotówki, których to część trafia do kieszeni obśmiewanego.
Megaloman, cwaniak, ideowiec
Pierwszym, który z premedytacją zawyżał publikę na meczach, a którego przyłapałem na tych praktykach był redaktor Maciej Bilewicz. W latach 80-tych ubiegłego stulecia istotna persona w sportowym światku Wrocławia i Dolnego Śląska. U niego zawyżanie frekwencji wynikało z… głupoty. Nie miał w tym żadnego interesu. No, może trochę sobie mógł pofantazjować na spotkaniach Komitetu Wojewódzkiego partii, której był członkiem.
Na początku lat 90-tych, już po tak zwanej transformacji ustrojowej sam o swoim zawyżaniu liczby widzów opowiedział wojskowy szef Zawiszy Bydgoszcz. Zdaje się, że nazywał się Bierwagen. Powiedział to oficjalnie, w wywiadzie do ogólnopolskiej gazety.
Pod koniec lat 90-tych trafiłem na inny przypadek. Parę razy jako postronny obserwator wylądowałem na meczach w Opolu. Za każdym razem frekwencja oficjalna była dwa, a nawet trzy razy większa od rzeczywistej. Okazało się, że była to prywatna inicjatywa dziennikarza, Andrzeja Szatana. Dowiedziałem się nieco o chłopie. Tak kochał tę swoją Odrę, że sam wierzył we frekwencyjne głupoty, które podawał do katowickiego „Sportu” czy innych gazet.
Ściema koncesjonowana
Ostatnio bekę miałem z Zagłębia Lubin. Tam często liczbę widzów podwajano. Mechanizm jest prosty, niestety dotyczy nie tylko Zagłębia. Otóż winna niekontrolowanego mnożenia widowni jest… sprawozdawczość. Zupełnie inaczej na papierze wygląda wyciąganie pieniędzy na imprezy, na które chadza 2-3-4 tysiące widzów (lubińska rzeczywistość), a inaczej na 5-7-8 tysięcy (papier wszystko przyjmie). Łatwiej utrzymać wysokie dotacje na klub z pełnymi trybunami, niż gdy stadion jest pusty jak stodoła przed żniwami.
Niestety, kibice Zagłębia zamiast siedzieć cicho, gdy ktoś się doczepia do tego widocznego gołym okiem zawyżania, udają że wierzą w oficjalne statystyki.
Problemem rodzimego futbolu jest to, że model lubiński zaczyna obowiązywać wszędzie tam, gdzie trzeba nadrabiać pijarem. Dodawanie wirtualnych widzów stało się ostatnio stałym elementem we Wrocławiu. Powód – identyczny jak w Lubinie. Pustki na stadionie trzeba ukryć. Jakiś jełopa, który będzie czytał oficjalne opracowanie liczbę 8 tysięcy jakoś przełknie. Cztery na czterdziestotysięczniku może śmierdzieć kłopotami…
Po co zakłamują rzeczywistość w Lublinie, gdzie gra Górnik Łęczna tego już z odległości Wrocławia nie wiadomo. Może ktoś inny daje kasę z Bogdanki, a ktoś inny rządzi klubem? W tak małej społeczności wałki frekwencyjne powinny stanowić tajemnicę poliszynela. Może jednak kogoś tam kręcą na kasę jak chłopa w sądzie.
Numer kielecki
Nie wszyscy wychwytują jak liczyć frekwencję, by się zorientować ilu widzów znajduje się w zasięgu wzroku. Na stadionie zadanie można sobie ułatwić znając jego pojemność.
Teraz matematyka. W Kielcach na meczu Korona – Śląsk organizatorzy doliczyli się 4 500 widzów. Tak do wiadomości: stadion w Kielcach ma pojemność 15 550 widzów (zerknij na zdjęcie powyżej). Zatem średnio obok jednego zajętego krzesełka wolnych może być co najwyżej 2,5 siedziska. Inaczej. Na dziewięć sektorów, siedem może być pustych pod warunkiem, że dwa są wypełnione w komplecie, do ostatniego miejsca.
No to teraz sobie obejrzyjcie filmik z meczu zwracając uwagę nie na zawodników i piłkę, lecz na pustki na trybunach za ich plecami:
http://ekstraklasa.tv/skroty/korona-slask-1-2-zobacz-skrot-meczu/vnjp69
Tak dla jeszcze lepszego rozeznania:
https://www.google.pl/search?q=stadion+korony+kielce+sektory&espv=2&biw=1280&bih=918&tbm=isch&imgil=qGUeumfSgjdSOM%253A%253BHzsCSW734byTOM%253Bhttp%25253A%25252F%25252Fwww.legia.net%25252Findex.php%25253Fkat%2525253D2&source=iu&pf=m&fir=qGUeumfSgjdSOM%253A%252CHzsCSW734byTOM%252C_&usg=__k8DS-FdWrhgSZ7fWV63VjzTJowA%3D&ved=0ahUKEwjFuebegOPPAhWmQJoKHVlYA6EQyjcIJw&ei=gmAFWMXwB6aB6QTZsI2ICg#imgrc=Q3EC2aC7UU-xXM%3A
Owszem, nie widać na filmiku sektorów po stronie VIP-owskiej, gdzie było stosunkowo najwięcej widzów. Jednak jeśli dotrzecie do zdjęć z tego spotkania, łatwo zauważyć, iż i tak była totalna lipa z frekwencją.
Po co w Kielcach udają? To samo, co we Wrocławiu? Też sprawozdania dla miasta?
Przynajmniej w poniedziałki by nie kłamali. Może oficjalne informacje o pustych trybunach w spotkaniach połykendowych byłby impulsem dla likwidacji tego porąbanego terminu?
Roman Zieliński, fot. dron

15+

komentarzy: 6

  1. Być może w ostatnim zdaniu Redaktor odpowiedział na zadane pytania… Być może należy spojrzeć na sprawę od drugiej strony i zastanowić się, czy nakaz nie płynie z góry (pzpn) w celu sztucznego utrzymania terminu poniedziałkowego (ludzi na stadionie może i mało, ale tv płaci).

    8+

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *