Śląsk – Wisła

aa5Zmieniło się na kibicowskiej mapie Polski. Tym większe zainteresowanie tym faktem we Wrocławiu, że zmiany dotyczą Śląska.
Wielu z Was domagało się, dopraszało, wręcz żądało wyjaśnień, komentarzy czy też głosu eksperckiego od redakcji Fana. A w szczególności od redaktora naczelnego.
Powiedziałem sobie, że napiszę coś na ten temat gdy opadną emocje. A jak je zmierzyć? Najprościej. Musi minąć 48 godzin od chwili, w której na stronie nie pojawi się żaden komentarz pod artykułami „Ruch Wisły” i „Wisła – Lechia”.
Taki dzień nadszedł dopiero teraz.

* Nie będzie to tekst tłumaczący mechanizm zaistniałej sytuacji. Czytając Wasze komentarze, te które znalazły się na stronie i te, które z różnych powodów powędrowały do kosza, widać, że przyczyny dla których zgoda z Wisłą Kraków przeszła do historii są dla znakomitej większości z Was jasne i czytelne.

* Nie będzie to również tekst o tym, jak teraz postępować. Rozmawiając z wieloma osobami, nawet luźno związanymi ze środowiskiem kibicowskim, widać, że wszyscy są uświadomieni co do zachodzących zmian.

* Zawiodę wielu, lecz będzie to wyłącznie moja opowieść o tym, jaki przez lata był mój stosunek do kibiców Wisły.

* Po raz pierwszy w Krakowie na meczu Śląska z Wisłą byłem na początku grudnia 1976 roku. Mój 5 wyjazdowy mecz. Wówczas jeszcze pojęcie „zgoda” lub „wojna” było inaczej interpretowane. Generalnie każdy klub miał same zgody, poza wyjątkami, które stanowiły wojnę. W owym czasie na łomot jechało się z Wrocławia do Poznania i do Warszawy na Legię. Nie pamiętam, jak wtedy było z bytomską Polonią, być może jeszcze wtedy było spokojnie, lecz na pewno już niedługo była to jedna z naszych wojen.
Ja miałem wówczas 15 lat, byłem już wkręcony w kibicowanie, lecz nie w chuligankę. Choć i ta wówczas wyglądała zupełnie inaczej niż teraz.
Z koleżką, śp. Radkiem Wójcikiem przyjechaliśmy do Krakowa rano, długo wałęsaliśmy się po mieście. Mecz, jakby się to powiedziało teraz „bez przygód”. Wisła jak na owe czasy miała solidny doping, nas było na wyjeździe dość sporo (jeszcze nikt nie liczył kibiców gości). Dla lepszego zobrazowania tamtych czasów – fani przyjezdnych siadali gdzie chcieli, nie było żadnych wyznaczonych sektorów, żadnych pilnujących milicjantów. Siedzieliśmy w tłumie miejscowych.
Piłkarsko choć był to sezon w którym Śląsk zdobył mistrzostwo Polski, to w Krakowie nasze orły zaliczyły łomot 0-5. Po latach dowiedziałem się, że w drużynie był jakiś konflikt i zespół odpuścił spotkanie. 5 goli puścił wówczas młody Jacek Wiśniewski, dla którego był to bodajże ligowy debiut.

* Generalnie był to czas, w którym mniej znane były wojny kibiców. Znacznie większą wagę przywiązywano do wojen miast. Wrocław nienawidził Poznania (i odwrotnie) oraz Warszawy. Przy czym Warszawy to nie lubił wówczas w Polsce prawie nikt.
Najczęściej animozje miast nakładały się na animozje kibiców.
Wrocław i Kraków się wówczas lubiły.

aa3* Półtora roku później świat kibicowski był już moim żywiołem. Na Wielkanoc 1978 na Stadionie Olimpijskim był mecz Śląsk – Wisła. Wiślacy nie niepokojeni siedzieli naprzeciw zegara. Patrząc z sektora spod wieży – na lewo od trybuny. Było ich sporo, moi starsi koledzy żłopali z nimi alkohol przed meczem. Ja w takich imprezach jeszcze nie uczestniczyłem. Jeszcze byłem za junior.
Sportowo – Śląsk prowadził 3-0, ale skończyło się 3-1. Jak się później okazało, była to ważna bramka, która w końcowym bilansie dała w ostatnich kolejkach Wiśle dodatkowy bonus. Ale i tak to Wisła zdobyła mistrzostwo Polski o jeden punkt wyprzedzając Śląsk w końcowej tabeli.

* Czy była to jesień 1978, czy wiosna 1979 roku – nie pamiętam. Nie pamiętam rezultatu spotkania. A był to jeden z najważniejszych dni mojego życia, choć zrozumiałem to dopiero po latach.
Kraków. Stadion Wisły. Ja w grupie kolegów (tu uwaga, chłopaków, którzy poznikali z naszego, kibicowskiego świata wymieniam z imienia lub ksywki, tych, którzy wciąż są aktywni wymieniam wyłącznie z jednej litery), siedzimy jak zwykle po drugiej stronie sektora „X” (tzw. „dziesiątki”), wśród 200 (?) osób z Wrocławia. Ja, „Kobra” – Andrzej W, śp Radek Wójcik, MR, chyba był z nami MS. Do meczu kilka – kilkanaście minut. Wpadają nawaleni jak automaty najstarsi fani Śląska. Wśród nich śp. Zbychu, śp. bracia Liski, Heniek Kolejarz, R i jeszcze kilka osób. Nażłopani, bo pili z Wisłą. Doping podówczas robił Zbychu, ale tego dnia wyraźnie nie czuł się na siłach.
– Ty lubisz śpiewać, ty będziesz „zaczynał” (tak się wówczas mówiło na to, co obecnie jest „robieniem dopingu”).
Próbowałem się wymigać, że nie umiem, że nikt mnie nie będzie słuchał.
Wracam czasem pamięcią do tamtych chwil i nie potrafię już teraz określić, kto był skuteczniejszym nagabywaczem. Czasem wydaje mi się, że zadecydował „Zbychu”, czasem, że ostateczne słowo miał „R”. Ze sklerozą nie wygram.
Natomiast pamiętam słowa wcale nie skierowane do mnie:
– Niech tylko spróbują nie słuchać.
Czy tego dnia doping był zły, czy dobry – nie mnie to oceniać. Chłopakom się podobało. Kilka spotkań później zostałem wydelegowany do „zaczynania” już na stałe.

* 1 maja 1979. Do Lublina na finał Pucharu Polski Wisła Kraków – Arka Gdynia wybraliśmy się w jakieś 20 osób. Na tym meczu poznałem koleżkę z Arki z Podgórza, braci K z ulicy Wrocławskiej z Krakowa i legendarnego śp. Wolfa z Lechii Gdańsk. Ten ostatni przyjechał polować na arkowców.
My całą wrocławską bandą siedzieliśmy w sektorze Wisły, która przegrała 1-2.

aa6* Rok 1982 (na zdjęciu obok rok 2012 – nie pomylić). Ostatni mecz sezonu Śląsk – Wisła. Śląsk wygrywając zdobędzie mistrzostwo Polski. Atmosferę święta czuło się na mieście od wczesnych godzin rannych. Ja – młody żonkoś, od niespełna miesiąca, ale wyrwałem się z domu. Przed meczem włóczęga z chłopakami z Krakowa. Śląsk przegrał mecz 0-1, który jak się później okazało – kupił od Wisły, lecz piłkarze Wisły już po sprzedaży spotkania ponownie je opchnęli, tym razem lepiej płacącym Widzewiakom. Przegrana, mimo, że sędzia Alojzy Jarguz starał się jak mógł, by naszym orłom pomóc.
Po meczu odprowadziliśmy w kilka osób fanów Wisły, którzy, jak twierdzili, przyjechali zobaczyć, jak się świętuje mistrza Polski we Wrocławiu.
Nie zobaczyli.
Natomiast już wsiadając do pociągu jeden z nich powiedział coś, co zapadło mi w pamięć. Że w takiej sytuacji, w której w ostatnim pojedynku jego klub odebrał gospodarzom tytuł mistrzowski już wolałby się nie znaleźć nigdy. Był przekonany, że po meczu dostanie po mordzie.
Wtedy te nasze zgody były jeszcze dość płytkie. Najczęściej szło się na dworzec na pociąg. Ktoś z niego wysiadał, brało się chłopaków na picie. Albo, gdy była kosa, to się za nimi biegało.
Pół roku później jechało się z rewizytą. I tam, często zupełnie inni kolesie, przychodzili na dworzec i brali cię na piwo/ wino/ wódkę.

* Tenże rok 1982, jesień. Po raz pierwszy jedziemy do Krakowa, ale na mecz z Cracovią. Mamy do nich stosunek obojętny, jest ich naprawdę niewielu. Są z nami kibice Wisły, choć nieliczni. Widać, że czuli się na stadionie lokalnego rywala nieswojo.
Kolejny mecz bez przygód, ale już wówczas wiedzieliśmy, że Kraków nie jest podobny do Wrocławia, gdzie Ślęza, która ewentualnie mogła się wybić kibicowsko, nie zaistniała. Nie pozwoliliśmy.

* Do roku 1989 poznałem paru dobrych kolesi z Wisły. Do wojny doszło na stadionie we Wrocławiu. Z naszej strony dążył do tego „O” wspomagany przez „J”. Kto jaką rolę w tym wszystkim odegrał, tego nie wiem. Teraz mnie naszło, że się ich wypytam, bo wciąż chodzą na mecze.

* 1992 (?) wyjazd do San Marino na mecz kadry. Chłopaki od nas autobusem. Wesołym zresztą. Wisła przyjechała w dwa autobusy. Wiślacy czaili się na Cracovię. Widząc, że nadjechał Śląsk, mimo, że między nami była wojna, nie byli agresywni. Doszło do pierwszych rozmów. Pamiętam, po tym wyjeździe (na którym nie byłem) we Wrocławiu rozgorzała dyskusja o Wiśle i o tym, jak ma być dalej.
Przeważała opcja dogadania się.

* Kilka miesięcy później wyjazd na kadrę do Rotterdamu. Tam dla odmiany Wisła w parę osób była ścigana przez Cracovię. Znalazła schronienie w licznej grupie kibiców Śląska.

* 1993. We Wrocławiu w oczy zagląda spadek z ligi. Jest mecz Śląsk – Wisła. Sędzia dowala babola, a że nie był to tego dnia jego pierwszy błąd na niekorzyść Śląska, najpierw na boisko poleciały wyrwane ławki, później zaczęła się jatka na trybunach. Jatka z milicją. Wisła zza płotu dopinguje nas w walce z niebieskimi.

* Kilka tygodni później dochodzi do ponowienia zgody Śląsk – Wisła. W tym samym czasie Wisła robi zgodę z Lechią Gdańsk.

* Jakiś mecz we Wrocławiu. Jest już zgoda, lecz milicja wsadza wiślaków do klatki. W przerwie bractwo z obu stron podchodzi do siebie, niebiescy najwidoczniej myślą, że ma być konfrontacja. Zadyma i wspólne ganianie za milicjantami. Jeden z naszych orłów wlazł na szarżującą na kiboli polewaczkę i próbował „ukręcić” armatkę wodną.

aa2* Jesień 2007. Sporo czasu nie graliśmy z sobą. Wisła sportowo stała się marką samą w sobie. Śląsk pałętał się w II i III lidze. Podkręcałem ówczesnego prezesa Antoniego Kordosa, by zorganizował towarzyskie spotkanie Śląska z Wisłą. Oczywiście we Wrocławiu. Jasne, że miał to być chwyt marketingowy.
Przypadek jeden na milion. Jestem na Oporowskiej, spotyka mnie Kordos i zaprasza na chwilę rozmowy.
– Mam coś do zakomunikowania – twierdzi.
W tym momencie ktoś do mnie dzwoni. Odbieram telefon i komunikuję, by przekręcił za kwadrans. Ówczesny wiceminister sportu, Radosław Parda nie daje się zbyć:
– Ja króciutko. Przed chwilą rozlosowano 1/16 Pucharu Polski. Zagramy z Wisłą – i się wyłączył.
– Tyle razy pan nas męczył meczem z Wisłą, udało się nam coś załatwić – zaczyna Kordos.
– Właśnie ich wylosowaliśmy w 1/16 Pucharu Polski – zakomunikowałem.
Myślał, że sobie z niego kpię.
To spotkanie było dla Wrocławia czymś szczególnym. Po raz pierwszy w historii do biletu klub dodawał zieloną koszulkę. Ultrasom Śląska w zrobieniu oprawy pomagali ultrasi Wisły, którzy wtedy w tym elemencie byli od nas lepsi o kilka długości. Z oprawą były kłopoty, zatem została ona zaprezentowana w czasie dogrywki (patrz zdjęcie). Co później przez parę osób zostało uznane za dowód na to, że mecz był ustawiony. Bo gdyby nie był, to nikt by nie przygotowywał oprawy na dogrywkę.

* Wiosna 2008. Dutkiewicz podpisał wstępny dokument o likwidacji Śląska. Ma go we Wrocławiu zastąpić Dyskobolią zwana Groclinem. Tak się składa, że w Pucharze Polski Wisła gra z tym Groclinem. Pakujemy się z „G” do auta, ładujemy trzy duże flagi Śląska, jedziemy do Krakowa. Tam prosimy chłopaków o rozwieszenie tych flag na płocie budowanego własnie sektora znajdującego się naprzeciw trybuny, na której znajdują się kamery.
Przekaz poszedł w świat. Trafił również do Drzymały. W Grodzisku zasialiśmy blady strach, bo sami sobie natychmiast ubzdurali, że na rewanż Wisły z Wrocławia wybierze się stado Hunów i będzie Grodzisk niszczyć, palić i nie wiadomo co jeszcze. Koleś z Krakowa podsłuchał rozmowę prowadzoną w takim tonie przez ludzi z Grodziska.
Tymczasem na razie to my mamy problem. Do Krakowa można było sobie jechać na luzie, bo podróżowaliśmy z partyzanta. Teraz, po transmisji telewizyjnej cała Polska już wie, że delegacja Śląska była w Krakowie. Można zapolować na flagi.
Taktycznie zostajemy „U Wiślaków” z godzinkę, a później znajomi nas jeszcze biorą gdzieś do knajpy. Jedziemy na dwa auta. Oni prowadzą, my za nimi. Stajemy w jakimś ciemnym kącie, za nami zatrzymują się dwa czy trzy samochody z których wysiadają jacyś kolesie.
Żegnam się z życiem, bo przypadkowi to oni nie są, flag nie oddam, jest nas tylko dwóch… No to po mnie. Z ciemności wynurza się dobrze mi znana postać z Wisły:
– Zajechaliśmy sprawdzić teren, czy jakiś żydek się nie błąka…

* Rok 2009. Ostatni mecz sezonu Wisła – Śląsk. Wisła musi wygrać, by zdobyć mistrzostwo. Tarasiewicz, trener Śląska, nie chce Wiśle niczego ułatwiać. Ale kończy się 2-0 i Biała Gwiazda zagra w eliminacjach do Ligi Mistrzów.
Mnóstw fanów Śląska ląduje na krakowskim Rynku na mistrzowskiej fecie. Ja też. Spotykam koleżkę, Wiślaka. Opowiada o ich problemach. Nie wierzyłem. Myślałem, że wszystko jest przerysowane.
– Ja od tego odbiłem. I u was to będzie, to tylko kwestia czasu – zawyrokował. Sprawdziło się.

* 6 maja 2012. Znów mecz w Krakowie Wisła – Śląsk decyduje o tym, kto będzie mistrzem Polski. Tyle, że tym razem zwycięstwo daje tron Śląskowi.
Ile zrobili fani Wisły, żeby mistrzostwo pojechało do Wrocławia wie niewielu. Z pełną świadomością tego, co mówię, twierdzę, że gdyby nie kibole Wisły, to Śląsk tego mistrzostwa by nie zdobył.

aa1* Wiele spotkań Śląska w Krakowie, w tym mecze z Cracovią, na których meldowali się fani Wisły. Spotkania Wisły w Lubinie czy Poznaniu z naszą wcale nie symboliczną obecnością. Dwumecz w PP, gdy najpierw Wisła grała w Ząbkach, a później Śląsk w Nowym Dworze Mazowieckim, a jeszcze później miał być dodatkowy mecz z ŁKS-em, ale choć wszyscy byli na miejscach startowych, to łodzianie dali hasło do rozejścia się.
Mecze Wisły w europejskich pucharach na których nie brakowało wrocławskich akcentów, a wrocławianin „K” zaliczył takie wyjazdy, że głowa mała. Za to ostatnio mecze Śląska w Europie, na których jeden z wiślaków zaliczył więcej wyjazdów, niż wielu fanów Śląska.

* Nie ma w tych wspomnieniach wielu sytuacji. Tak my jak i Wisła byliśmy w Chorzowie na meczu barażowym Ruch – Lechia (1988 ?), na którym doszło do zerwania zgody Ruch – Lechia.
O bójce, jaka miała miejsce we wrocławskim domu towarowym PDT, na którą to bójkę nie poszedłem, bo nie chciałem się bić z kolegami. Ani o meczu w któreś Boże Ciało w Krakowie, po którym była zdrowa awantura.
Nie ma o informacjach z wewnętrznego życia Wisły, jakie ostatnimi czasy dochodziły do Wrocławia, a które budziły nasze zdumienie.
Nie ma również o znajomych małżeństwach wrocławsko – krakowskich, zawartych wcale nie dlatego, że się ktoś poznał na wakacjach. Nie ma o haśle z wiślackiej oprawy „Wybitne Kluby Sportowe – Tworzą Sztamy Wyjątkowe”. Ani o tym, że obecnie we Wrocławiu na flagę „Wierność” patrzy się zupełnie inaczej, niż jeszcze kilka tygodni temu. I o takiej osobie z Krakowa, która wymazywała hasło „Śląsk” ze zdjęć, za co została pogoniona przez swoich kolegów.
Nie ma o wyjeździe na Superpuchar na Stadion Narodowy, do którego nie doszło.
Ale będzie opis sytuacji, której nie umiem wytłumaczyć.
Spotykam znajomka. Kilka dni temu.
– Mnie nie musisz niczego tłumaczyć. Swoje przeżyłem. A co ja mam powiedzieć 17-letniemu synowi, który się wychował na zgodzie z Wisłą?
Myślałem o tym długo. Chłopak ma 17 lat, czyli gdy się urodził, to zgoda z Wisłą trwała od kilku lat. Dla niego to tak, jakby dla nas po obudzeniu okazało się, że powietrze zamiast przeźroczyste jest pomarańczowe.
Roman Zieliński, fot. antykwariat.sportowy.pl, Janusz Kot, ziolo.eu,

35+

komentarzy: 63

  1. Śląsk jechał na zgodę z Wisłą na jesień 1994 roku. My (ŁKS) graliśmy 10-go w sobotę w Lubinie i po meczu w niewielkiej grupie wracaliśmy zmelanżowani z Legnicy expressem przez Wrocław. Mieliśmy problemy z kanarem i mieliśmy zaliczyć już we Wrocławiu koło północy wypad, ale jak wylecieliśmy to od razu wpadliśmy na sporą grupę Śląska udającego się do Krakowa. Chyba wzięli nas za swoich, ale my z powrotem szybko zawinęliśmy się do tego pociągu by ostatecznie z niego wylecieć w Ostrowie Wlkp. Co prawda oficjalnie kosy na linii ŁKS-Śląsk jeszcze nie było (ta nastąpiła miesiąc później na meczu Polska-Francja w Zabrzu), ale wiedząc, że jedziecie do Krakowa przybijać zgodę więc to spotkanie niekoniecznie dla nas mogło się dobrze skończyć, woleliśmy się nie upewniać.

    Druga sprawa: powrót Śląska i Wisły z pucharu spod Warszawy (NDM i Ząbki). To nie ŁKS dał hasło do „rozejścia się”, tylko była obustronna zawijka przed psami. Zresztą temat „spotkania” dogrywany był tylko ze Śląskiem.

    Pozdrawiam

    1+

  2. Tramwajarz:
    Znalem Rolika osobiście
    Był synem kierownika hali sportowej na ul. Saperów (gdzie trenowali piłkarze ręczni)
    W czasie mojej służby wojskowej pełniłem tam służby (ja wtedy stacjonowałem na przylegającej jednostce wojskowej 2BDow ul. Hallera)
    A co do przyjazni z Wisłą.
    Skoro kibice z Krakowa wybrali inna drogę (w prawdzie z Ruchem mamy „neutral” – siedzieli z nami na jednym sektorze, jak mieli kare wyjazdowa, ale z RTS mamy kosę), to mówi się trudno … ich wybór
    Co do koszulek, to raczej bym sugerował, żeby ich nie zakładać… dziś sam dostałem „opr” (przyznaje się bez bicia, że z powodu problemów rodzinnych nie dotarła do mnie wiadomość o zerwaniu przyjaźni w Wisłą) za to, że na meczu z Amicą pojawiłem się z szalikiem Wisły
    (hehe jeszcze pamiątkowym – chłopaczek, z którym się wymieniłem szalikami na imprezie mistrzowskiej na krakowskim Rynku napisał mi flamastrem datę: 06.05.2012)
    Szalik został, napis tez … ale to już tylko historia …
    Pozdrawiam
    Hej Śląsk!

    4+

  3. Zakończcie te lamenty. Kto ma prawdziwych przyjaciół w Krakowie to nadal będzie miał. Był taki czas że Wisła zdobywała mistrzostwo polski raz za razem no i w pucharach grała co rok. Fajnie było lansować się w koszulce „telefoniki” czy jakoś tak. Ale czasy się zmieniły.

    13+

  4. 2 uzupełnienie:
    Jesienią 1988 Wisła awansowała do 1 ligi i dochodzi do bezpośredniego meczu 8 X 1988 we Wrocławiu – zgoda zostaje zerwana.
    Wiosną 1989 pamiętny mecz w Krakowie i wygrana Śląska 5:0. Na trybunach jest bardzo gorąco…

    12+

  5. Uzupełnienie z datami.
    19 maja 1993 ma miejsce wyjazd na mecz reprezentacji San Marino – Polska. Najwięcej osób jest z Wisły i Śląska, plus Lechia i Legia. Mimo, że od tego przerwanego meczu mija tylko półtora miesiąca tam zawiązano nieformalny układ z Wisłą. Od bijatyki do układu w ciągu niecałych dwóch miesięcy. Mecz z Anglią w Chorzowie dziesięć dni później 29 maja 1993 niejako potwierdza ten układ – obie ekipy (plus Lechia) spotykają się koło Spodka i razem idą na mecz. Sezon 1993/94 to układ i kilka kontaktów.
    4 sierpnia 1993 Wisła gra w Lubinie z Zagłębiem i kilku Wiślaków zostaje we Wrocławiu ugoszczonych przez fanów Śląska. 17 listopada 1993 Polska gra w Poznaniu z Holandią. Na ten mecz z kibicami Śląska jedzie trzech kibiców Wisły. 4 maja 1994 w Krakowie na stadionie Hutnika Polska gra z Węgrami, z kibicami Wisły siedzi delegacja kibiców Śląska.
    Odnowienie zgody następuje 11 IX 1994 na meczu II ligi w Krakowie, Wisła- Śląsk 0-2.

    Koszulki Śląsk-Wisła-Lechia pojawiają się dopiero latem 1995 po awansie do ekstraklasy, nie wcześniej.

    Prośba do kolegi, który pisał o zawieszeniu pierwszej zgody po wydarzeniach w Tarnowie o jakieś szczegóły.

    10+

  6. Po niedawnym meczu Śląska w Szczecinie wiozłem kilku małolatów odebranych z dołka na autobus do Wrocka. Zajarani jakąś nadchodzącą wizytą ziomków z Krakowa pytali o powód rozpadu naszej zgody. Jedyne co odpowiedziałem, że czasem pozostaje tylko honor i takie są teraz głupie czasy. No i czasy są głupie coraz bardziej, ale honorowym warto być zawsze.
    Śląsk był zawsze marką, teraz to potwierdził.

    35+

  7. Ciekawe jak Będziecie wszyscy gadać jak po trasie na mecz traficie na wsh i pójdzie przekopka albo kosa… po Marsylii można się po nich spodziewać wszystkiego. I przestańcie płakać , bo zgoda z Wisłą to przeszłość .

    62+

  8. Paru grubych handlarzy się poprztykało gdzie handlować ,i teraz nam narzucają że mamy nienawidzić Wisełki .Chodzę na mecze rok krócej od RZ i nie zamierzam gwizdać lub wyzywać Wisełki.

    29+

  9. Przeczytałem komentarze pod tekstem i moja uwaga do młodszych koleżanek i kolegów, którzy uważają, że będą zmuszani do niecenzuralnych okrzyków pod adresem Wisły czy do bicia się po mordzie z ludźmi, z którymi do tej pory się lubiliśmy, szanowaliśmy, bawiliśmy itp. To, że „decyzyjni” ustalili taki stan to jedna sprawa i trzeba to uszanować, bo ktoś musi podejmować takie decyzje. Tak samo jak w 94 roku zdecydowano o zgodzie z nią, chociaż było wielu sceptyków i nie każdy był z tego zadowolony. Nikt Wam nie każe przestać kogoś lubić, szanować, spotykać się czy wspólnie pić. Możemy się dalej przyjaźnić z ludźmi, z którymi zawiązały się przyjaźnie przez te lata. Jeżeli ktoś zrywa przyjacielskie kontakty, bo „decyzyjny” tak kazał to jest bezmózgiem. Ale trzeba uszanować to, żeby się nie obnosić w barwach i śpiewać wychwalających pieśni o klubie, która nie jest oficjalną zgodą kibiców Śląska.

    55+

    1. Tramwajarz ja nie znałem Rolika. Ty, rozumiem, ze znałeś i teraz jeśli dobrze rozumiem Twój przekaz to zrywasz swoje znajomości z Wiślakami, z którymi przez wiele lat miałeś bliskie relacje, bo ekipa WSH spiknęła się z ekipą morderców Rolika, że teraz Ci konkretni ludzie (których znasz i których wczoraj uważałeś za najlepszych przyjaciół) przez pamięć o Roliku będziesz traktował za najgorszego wroga? Nie każdy kibic Śląska, tak jak ja, jest „kumaty”, nie każdy jest „sportowcem” i nie każdy ma podobne myślenie do Twojego. Przez wiele lat spotykałem się z Wiślakami, których poznałem nie tylko na stopie okołosportowej. Rodziny się poznały, dzieci zaprzyjaźniły i to co się teraz wydarzyło tego nie zmieni. Nie będzie już tylko wspólnych wypadów na mecze i noszenia mieszanych barw, bo szanuję to co zostało ustalone.

      17+

    2. Szczególnie to picie. Wcześniej oni z rts, a później Ty z nimi. No i najlepiej, gdy będą w koszulkach rts podczas libacji. To właśnie miałem na myśli.

      10+

  10. Romek kilka moich uwag:
    Od maja 1976 była zgoda z Legią, więc z tym łomotem coś nie tak.
    Zgoda z Wisłą padła u nas jesienią 1988, choć mówiło się o tym od dawna – co najmniej od roku.
    Mecz w Holandii był przed San Marino.
    Druga zgoda z Wisłą powstała nie kilka tygodni po przerwanym meczu u nas z Wisłą wiosną 1993 a w II lidze jesienią 1994 na meczu w Krakowie

    27+

    1. Z Krzyśkiem na te tematy się nie dyskutuje, bo on ma te wszystkie daty w głowie i swoich notatkach.
      1. Faktycznie, jesienią 1976 Legia we Wrocławiu była cacy. Od 1 V, czyli finału Pucharu Polski. Do 1981.
      2. 1988 powiadasz? Zatem skleroza mnie dopadła. Byłem przekonany, że to było 1989. Pamiętam pogodę, słonecznie, nawet ciepło. Wisła siedziała za bramką pod zegarem, mecz był na Oporowskiej.
      3. Racja, pomyliłem kolejność. Teraz dopiero zajarzyłem, że ten holenderski wypad oglądałem będąc w Rzymie, a San Marino przypadło na okres po moim powrocie z Włoch.
      4. Tu (1993-94) mnie zastrzeliłeś. Ponad rok? Wiem, że się nie mylisz, zatem ten okres minął mi jak z bata strzelił. Do dziś wydaje mi się, że te dwa wydarzenia dzieliło naprawdę niewiele czasu.

      Za poprawki – serdecznie dziękuję.
      RZ

      29+

    2. A dałbym sobie rękę uciąć, że już latem 1993 kupiłem sobie koszulkę ŚWL i to chyba nawet we Wrocławiu. Ale teraz sam zwątpiłem, czy to nie było rok później.

      11+

    3. Zgoda z TSW w 1987-88 została (zawieszona )przez kilka osób które zrobiły zadyme w Tarnowie na dworcu, a co do prowadzenia dopingu w latach od 76 lub 77 wyznaczony był małolat Czarny i robił to bardzo dobrze , jak ten czas ……..

      9+

  11. Z naszej strony widze szacunek dla czasu zgody,u nich widoczna ulga,że pozbyli się balastu…pożyjemy i zobaczymy kto straci na takich posunięciah decyzyjnych Wisły.

    35+

    1. Nie mierz wszystkich jedną miarą. W każdym przypadku zawierania albo zrywania zgód znajdą się zarówno Ci zadowoleni z tego powodu jak i Ci niezadowoleni.

      14+

  12. No nareszcie tekst jak z „Pamiętnika kibica” lub z czasów papierowego Fana. Niezależnie jak się potoczą relacje Śląsk a Wisła, to znajomości zostaną. W Łodzi w okolicznościach „niemeczowych”, mimo oficjalnego naparzania się po głowach, można liczyć od znajomych ŁKSiaków na miłe powitanie i zimne piwo.

    33+

  13. Są takie rzeczy które nie śniły się filozofom… aby Śląsk był jeszcze mocniejszy niż był musi ktoś tym „rządzić i decydować za grono”.
    Może warto przypomnieć sobie dzień 17.05.2003r. bo ma on duże powiązanie z zaistniałą sytuacją.

    14+

  14. …kiedy się oglądało grafy na Przymorzu czy w Brzeźnie, można było odnieść wrażenie, że tercet staje się duetem… No i się stał, tylko w innej konfiguracji…

    40+

  15. Mam ten sam problem z moim 15-letnim synem. Staram mu się tłumaczyć na tyle ile potrafię ale lekko nie jest. Dziękuje bardzo za ten artykuł i za PDT a nie Renoma.

    12+

  16. @zielony. A ja na nie. Idziemy z synem na mecz Tottenhamu Hotspur w barwach Śląska . Wiślacy do nas , znowu tu jesteście . To było obraźliwe i obskurne. To myśmy przyjechali aby Wisła miała wsparcie ! Wy w taki sposób ! Pokolenie się zmienia i ludzie też, więc weźmy rzeczywistość jaka jest .

    21+

  17. Znając życie bluzgi pójdą wcześniej czy później ale wzorem starych relacji choćby Lechia-Legia, czy Śląsk-ŁKS jakieś grupy wrocławsko-krakowskie już bez barw będą przy przeźroczystych płynach kontemplować wekendowe nocki pomeczowe. Z tego co się orientuję kilka miejscowości fanclubowych po jednej i drugiej stronie miał większe kontakty ze sobą niż ze swoimi miastami ukochanego klubu. Jakby nie patrzeć szykuje się pierwszy mecz z Wisłą na który można się wbijać z barwami Motoru, Miedzi i Opavy.

    24+

  18. Kibicem się było ,kibicem się jest !
    Nikt nikomu nie może narzucić swoich poglądów! Gniazdowi? No cóż to tylko ludzie , a ze stado ( bo tak to trzeba nazwać) dzieci siedzi w tak zwanym ( młynie) to krzyczą to co z gniazda każą!
    Stara gwardia siedzi z boku i na szczęście tylko siedzi!!
    Jedyną drużyną na którą nigdy złego słowa nie powiem jest mój święty klub WKS Śląsk !! I tak niech pozostanie!!!

    21+

  19. Potwierdzam, Śląsk w San Marino dwoma autokarami. My, osprzętowani czaimy się w lasku pod stadionem na koszernych a tu zajeżdżają dwa autobusy, z których wysypują się (dosłownie) chłopaki z Wrocławia. Nas dużo mniej (tylko jeden autokar). Od początku zero agresji, sporo chłopaków znało się już wtedy, choć zgody jeszcze nie było. Pasy zaliczyły niedojazd (na ich szczęście) bo chyba doszło by do ofiar śmiertelnych w ich szeregach.

    28+

  20. Po prostu nie mogę nie napisać tego co, teraz piszę.
    Jestem czytelnikiem Fana od lat. Kibicem Śląska od dziecka, Wisły też zawsze będę.
    Byłem na paru wyjazdach. Chcę na łamach Fana podziękować kibicom Wisły za wspólny wypad do Londynu przeciwko Tottenhamowi! Kubie i całej ekipie z wesołego samolotu z Dublina do Londynu (w którym koleś z Wisły zgubił paszport i jaja były na lotnisku, wiem ze czytają Fana)Takie wypady,zachowanie kibiców Wisełki wobec nas, kibiców Śląska to coś niepowtarzalnego.
    Ja na pewno nigdy nie będę bluzgał na Wiślaków….!!

    38+

    1. Nigdy nie mów nigdy.
      Był taki kibic Arki, który został psem. Miał nie bić kolegów na meczach, ale koledzy nie poznali go w hełmie i chłop zmienił swoje przekonania.

      16+

  21. Moje pierwsze mecze oglądałem z Olimpijskiego , sezon 1974/75. Przez te wszystkie lata jeżdżąc za WKS myślę sobie tak. Zgoda z Wisłą nigdy nie była ok. Dlaczego ? Wiślacy ubzdurali sobie ze stolica powinna być w Krakowie a nie w Warszawie ( rok 78 ) Ma to związek z byciem , zgoda. Dlaczego ? My jesteśmy lepsi od was . My Wisła i tylko my . Partnera traktuje się tak samo jak samego siebie !

    21+

  22. Ekipa zawiązała zgodę i ekipę ją zerwała, tyle tylko że na przestrzeni lat zmieniły się osoby w ekipie. Tak to już jest w świecie kibicowskim, że pewne sprawy są ustalane przez osoby decyzyjne, a nie przez ogół kibiców. Zupełnie jak w polityce, w 1939 roku zapewne też byli Niemcy, którzy darzyli Polaków sympatią ale kilka osób zdecydowało, że ma być wojna i mamy się zabijać. Proste.

    17+

    1. Jasna sprawa i z tymi Niemcami pełna zgoda (tu polecam zapoznać się z książką „Niemcy” L. Kruczkowskiego), ale Hitler władzę w Niemczech przejął w wolnych wyborach, bodajże w 33 roku. Czyli wybrali go ludzie (http://imgur.com/I4u2Nyd). I jak widać większość chciała NSDAP dopuścić do władzy. A jak władzę przejęli na trybunach decyzyjni? Żaden z kibiców nie miał na to wpływu, a już tym bardziej żadna większość. Kończy się to tak, że zawiązują się układy z kosami, bo kosa ma lepszy węch.

      12+

    2. Osoby zawiązujące zgodę Wisły z Lechią ( 23 lata temu w Gdańsku ) były w szoku , większość starej gwardii już dawno się odsunęła w cień , ale przyjaźnie i wspomnienia zostaną po wsze czasy

      6+

  23. Świetnie się to czyta. Klimat „Pamiętnika kibica”, widać, że redaktor wraz z wiekiem nie traci formy, a wręcz ją poprawia.
    No to teraz już chyba wiem, dlaczego mainstream tak nie lubi redaktora za książkę „Jak pokochałem…”, której jeszcze nie czytałem. Postanawiam to nadrobić.

    18+

  24. Romek dzięki za świetny tekst…
    Jestem zdania że sprawy potoczyły się o wiele za szybko. I niestety jak to w życiu bywa, młodsi i mniej doświadczeni koledzy po szalu za szybko się podpalili. Zrywanie takiej zgody za pośrednictwem facebooka to po prostu dziecinada. I mam nadzieję że i w Krk i na naszym podwórku wróci komunikacja z rozumem. TKWM

    64+

    1. Dziecinada to jest twój tok myślenia.
      Nie wychylaj się skoro wiesz tyle co ci na „stadionowych oprawcach” udostępnią albo WSH w swoim śmiesznym oświadczeniu napisze.
      Bardzo ważne zdanie „Nie ma o informacjach z wewnętrznego życia Wisły, jakie ostatnimi czasy dochodziły do Wrocławia, a które budziły nasze zdumienie”.
      -Wisła z Ruchem dogadała się na pogrzebie gościa ze Stalowej Woli.
      -Wisła miała na nas tak na prawdę wywalone i to po całości szkoda im tylko zgody z Lechią ale tak to jest jak się komuś chce robić za plecami.
      -Wspólne występy wraz z Ruchem na Łódzkich baletach.
      -Krzywa akcja w Marsylii.
      Przestań lamentować tak za tą Wisła,bo ta dziś prowadzi akcję wszczepiania wszystkim FC oraz grupom osiedlowym ze Śląsk to wróg numer 1!!!
      A w sobotę o 15 u Wiślak dojdzie do natężenia propagandy oraz zakłamywania rzeczywistości przez WSH, jedź posłuchaj jakim jesteś dla nich bratem.

      91+

  25. Miałem dylemat czy w tym sezonie kupić karnet, czy nie. I zastanawiałem się w jaki sposób zebrać tyle pieniędzy. Ale po oświadczeniu wprost, że na trybunach nie ma demokracji, poczułem się trochę jak szmata. Bo raz z gniazda leci „Każdy to powie…” i wszyscy mają śpiewać, a teraz jak zgody nie ma, krzyknę coś takiego i dostanę w zęby. Dlaczego? Dlatego, że pewni panowie mieli takie widzimisie. Nie będę się wdawał w szczegóły i badanie, która ekipa jest bardziej winna i czy rzeczywiście chodzi tylko o układ z PF czy nie. Takie zasady jak na trybunach to były w III Rzeszy i ZSRR. Albo się myśl tak jak wódz, albo w najlepszym wypadku do widzenia i się nie wychylaj, w gorszym wypadku – wakacje w obozie.
    Nie stać mnie żeby iść na Śląsk i to bardzo boli, bo jestem odcięty od czegoś co kocham. Ale z drugiej strony, jaką mam teraz pewność, że idąc na mecz, krzycząc „Lechia i Śląsk”, czy „Śląsk Miedzianka” nie dostanę „polecenia od decyzyjnych”, że jednak już nie ma zgody i żebym nie krzyczał? Żadnej. I to jest w tym wszystkim chyba najbardziej smutne.

    46+

    1. Bardziej martwiłbym się na Twoim miejscu tym, że niedługo z obu stron zaczną się bluzgi i każą Ci krzyczeć np. „Wisła to …”. Skoro jednak nie kupisz biletu to nie będzie i tak Twój problem.

      33+

    2. Trafne spostrzeżenie! Mniej więcej takimi samymi żalami podzieliłam się na fb „decyzyjnych”…i co? dostałam bana! Jeśli nie ma demokracji, to pozostaje nam sympatia, miłość do klubu i chęć dopingu drużynie. Możnaby powiedzieć „jedynie”, ale dla mnie to „aż”. Moi przyjaciele z Krakowa zostaną nadal moimi przyjaciółmi, tym bardziej, że urodzili się we Wrocławiu a ich dzieci wychowywane w Krakowie kochają Wisłę. Ja już zakupiłam karnet, będę w piątek na otwarciu. Nie muszę krzyczeć, że kocham Wisłę, ale żaden „decyzyjny” nie zabroni mi myśleć i darzyć pozytywnymi uczuciami kogo chcę. Ruszajcie na stadion. Śląsk to my i tylko my! Pozdrawiam

      28+

    3. Do VVV. Art będzie miał problem, bo on jak też chyba większość komentujących porusza w swoich wypowiedziach temat dużo głębszy niż kupno biletu.

      9+

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *