Handel czy sprzedaż?

puste_polki_pap_archJuż za czasów Kubiaka o tym pisałem, ale widzę że nadal średnio to do kogokolwiek dotarło, nie rozumiał tego poprzedni zarząd klubu i jak widać nie rozumie tego obecny – „marketing” nie zapełni trybun! Jeśli ktoś myśli, że robienie plakatów, konkursów, czy innych akcji promocyjnych podniesie frekwencję to jest skończonym naiwniakiem. Takie działania są potrzebne, ale one tylko wspierają sprzedaż biletów, nie tędy droga. To właśnie sprzedaż jest kluczem do sukcesu, a nie marketing! A w Śląsku z tego co widać, nie ma czegoś takiego jak dział sprzedaży, ani też nie ma osoby odpowiedzialnej za sprzedaż.
Jaka jest różnica między marketingiem a sprzedażą? Ano taka, że marketer wymyśla akcje i rozwiesza plakaty modląc się by kogoś to zainteresowało, a handlowiec idzie do klienta i sprzedaje mu bilety. Daje wymierną korzyść, kosztując przy tym znacznie mniej. Oczywiście handlowiec potrzebuje wsparcia marketingowego, owszem działania marketingowe są niezbędne w długofalowej strategii budowania marki, tak – mogą dobrze wspierać sprzedaż, ale to ciągle będzie tylko wsparcie. Plakatem biletów nie sprzedamy. Sprzedawać muszą ludzie, w ramach bardzo ściśle określonych planów sprzedażowych, z mocno dokręconą śrubą. Spytacie – to co, Grażynka z kasy ma łazić po Oporowskiej i szukać klientów? Trochę tak. Bo u nas sprzedaż musi być po prostu aktywna.

Kilka warunków jakie klub powinien spełnić, żeby sprzedawać więcej, czyli podnieść frekwencję:
1. Rozwój sieci sprzedaży
Z uwagi na niską rentowność klub pozbył się części punktów dystrybucji biletów. Dostępność jest kluczem do sukcesu.
2. Postawienie na sprzedaż
3 „młodych wilków”. 3 samochody służbowe, 3 laptopy i 3 komórki. W komputerach Excell. Wysłać w teren niech sprzedają zbiorowo bilety i karnety firmom. Duże fabryki, korporacje chętnie wydają na takie rzeczy pieniądze. Ludzie nie chcą płacić za bilety? Niech zapłacą ich pracodawcy. Po pół roku wzrost frekwencji o 2000-3000 na mecz. A to dopiero początek.
3. Aktywna sprzedaż
O tym można by książkę napisać. Pieprzonym obowiązkiem klubu jest mobilna sprzedaż biletów. Jest pojawianie się na każdej imprezie, festynie czy jarmarku z namiotem, ładną panią i brzydkim panem, który sprzeda bilety. Przed każdym meczem, jednostkowo i jednorazowo. Wszędzie, na każdym każdym zlocie fanów tłuczenia dupą butelek, albo festiwalu piosenki weselnej pod Nową Rudą. Kiosk, informacja o meczu i aktywna sprzedaż. Śląsk chcąc sprzedawać bilety musi być tam gdzie są klienci.

Trudne? No trudne, ale sprzedaż nie jest łatwa. Ale bardziej skuteczna niż plakaty.
gaax, fot. pap – zdjęcie przedstawia obrazek nieznany osobom, które mają mniej niż 30 lat, czyli sprzedawczynię u rzeźnika na tle kompletnie pustego sklepu.

1+

komentarzy: 31

  1. 1.Jesteśmy jednym z trzech klubów ekstraklasy razem z Termalicą i Podbeskidziem co nie mają sklepu internetowego z pamiątkami.
    2. Jaja sobie robią mecz z Termalicą a ceny biletów jak na Koronę lub Pogoń. Na taki mecz powinny być po max 5 zł żeby przyciągnąć ludzi na taki mega szlagier.
    3. Brak jakichkolwiek pamiątek dla kibiców zrobionych przez firmę adidas-tzn dresy, kurtki, bluzy – wejdźcie na stronę mistrzów wszechświata i zobaczcie co robi adidas. U Nas to kompletna amatorka.
    4. Brak muzeum, stoisk z pamiątkami. Kiedy zrozumieją ,że wiele klubów z pamiątek ma min.15 % budżetu rocznego?

    2+
  2. Marketing, marketing, marketing…Wszyscy są winni tylko nie sami fanatycy. Wiem że na stadionie nie ma powodów do strachu, ale mimo wszystko ludzie boją się ”kibolstwa”. Co chwila informacje o zadymach np. ostatnio w Sarajevie. Wiadomo – to nie byli nasi ale Śląsk też ma wiele ”na sumieniu”. Ludziom się po prostu boją a wizyta na Stadionie kojarzycie się z chuligaństwem. Dodatkowo banda stojąca pid bramkamu zbierająca kasę na oprawy atakująca każdego wchodzącego też nie robi dobrej roboty. A potem na C dzieciaki zbierające do puszki również na oprawę… Ludziom się to naprawdę źle kojarzy.
    Wzajemne wyzywanie się z przyjezdnymi kibicami? To tylko na B znajduje akceptację. Ci co mogliby tworzyć tłum na Stadionie tego nie akceptują. Pora to zrozumieć.
    Ostatnio wyśmiano tutaj zabawę spikera z kibicami na jednym z meczów u nas w lidze: ”dziękuję! proszę!”. W Niemczech to standard i cały stadion się bawi bo to ludzie lubią! A nie lubią agresji, przekleństw, polityki, jebania pzpn itd.
    Tu nie ma filozofii. Taki fanatyzm jak teraz nie zwiększy ilości januszy na Stadionie. To nie lata 80-te. Frekwencję zmieni tylko zmiana mentalności trybuny Oporowskiej.

    2+
    1. Bardzo prosto. W Bydgoszczy nie ma tradycji chodzenia na Zawiszę (jak w Poznaniu na Amikę, gdzie mieli ogromną frekwencję nawet na 2. poziomie rozgrywkowym), a do tego drużyna była słaba. Zauważ, że jak mieli serię kilku zwycięstw w tamtym sezonie, to nagle zaczęło się zbierać trochę więcej ludzi. Gdyby się bili o mistrza, to nie byłoby tam problemów z frekwencją z kibolami lub bez.

      0
    2. Nie wytłumaczę bo to zupełnie inna historia.
      Nie napisałem, że dobrym rozwiązaniem będzie pozbycie się „kibolstwa”. W ogóle nie przyszło mi to do głowy! Mecz bez zorganizowanego dopingu, ogromnej grupy głośnych fanatyków i bez opraw to nie mecz!
      Wymieniłem tylko parę rzeczy, które zwykłym kibicom się źle kojarzą i m.in. dlatego nie chcą chodzić na Stadion.Tak po prostu jest.
      Oczywiście poziom widowiska też ma tutaj bardzo duże znaczenie.

      0
    3. Nie znam nikogo, kto bałby się „kibolstwa” na stadionie.
      Najczęściej podawaną przez tzw. zwykłych ludzi przyczyną nie chodzenia na mecze jest niski poziom piłkarski Śląska i w ogóle ekstraklasy.

      1+
  3. Taki krótki tekst, a tyle nieścisłości…
    Mylisz marketing z promocją. Marketing to coś więcej niż tylko plakaciki, gadżety i filmiki na YouTube. To kompleksowe zarządzanie firmą i jej produktem. Produkt to z kolei to, co ma się sprzedawać. Rolą handlowca jest zatem korzystanie z tego, że produkt jest taki świetny i ludzie tak doskonale są o nim poinformowani. Tymczasem to, co oferuje widzom nasz klub jest po prostu badziewiem. Powiedzmy sobie szczerze, frekwencja to miernik tego, jak w mieście kilkusettysięcznym pojedynki Śląska są odbierane. Chodzą głównie starsi stażem kibole, którzy będą chodzić w każdej lidze i ci, którzy niedawno złapali bakcyla. Klimatu pt. tysiące nowych twarzy rozbija się o bramy, pragnąc obejrzeć mecz z Piastem, nie ma i w najbliższej przyszłości nie będzie.

    Piszesz „marketingiem biletów nie sprzedamy”. Herezja. Wszystkie nasze narzekania odnoszą się do marketingu. Porównaj to z teorią 7P o fundamentach, z których się marketing składa.

    Krótkie przypomnienie o co w tym chodzi i jak to przekładać na klub:
    Produkt – atrakcyjność widowiska (bo to kupujesz) i produktów pobocznych: gadżetów, kateringu, usług wiązanych (typu „pizza z rabatem dla kibiców Śląska”)

    Cena (Price) – polityka cenowa, adekwatność ceny do jakości widowiska i innych warunków (np. dojazdu, parkingu, zadaszenia, atmosfery etc.), rabaty, programy lojalnościowe, premie, itd.

    Miejsce (Place) – dystrybucja biletów przed meczem i w trakcie, ilość punktów sprzedaży, łatwość kupowania przez internet

    Promocja – ilość i jakość akcji promocyjnych oraz informacyjnych. Bannery w internecie, informacje w środkach komunikacji miejskiej, billboardy, flagi, ulotki…Wszystko, co informuje o meczu, o tym dlaczego warto tam być, itd.

    Ludzie (People) – personel klubu. Nie tylko prezes, marketer, masażysta czy pani od prania strojów (chociaż to też), ale przede wszystkim – zawodnicy. Czyli temat transferów, polityki szkolenia młodych, wyławiania i obróbki talentów…

    Dowód lub otoczenie fizyczne (Physical evidence/environment) – wszystko to, co dzieje się i znajduje na stadionie i uzasadnia cenę biletu albo pozwala wyróżnić klub na tle konkurencji. Czyli u nas – atrakcyjność widowiska, frekwencja na meczach, oprawy, ew. muzeum klubowe gdyby powstało, pomnik Sybisa przed stadionem (gdyby powstał), itd., itp.

    Proces – procedury, głównie te, które wpływają na jakość obsługi klienta. Tempo wyrabiania kart i sprzedaży biletów. Darmowa herbata/woda kiedy kolejki są długie, a pogoda nie sprzyja. Automatycznie rozsyłane wiadomości o zbliżającym się meczu, cenie biletu, promocjach. Mechanizmy honorowania karnetowiczów i stałych klientów.

    Popatrz na tę listę i zastanów się. Czy wypuszczenie w miasto kilku PH z planami sprzedażowymi może coś zmienić? Niech sprzedadzą 500 biletów – to byłby świetny wynik, ale nie poprawi specjalnie frekwencji. A teraz wyobraź sobie, że w każdym z w.w. obszarów (czyli w marketingu) notujemy poprawę, skok o jedną pozycję (1 nowy transfer, 1 nowy punkt sprzedaży biletów, jedno nowe medium do nakręcania ludzi, 1 nowa promocja, itd.). Co da lepszy wynik?

    0
    1. Odnośnie Twojego komentarza, jedno co mnie razi to angielskie wrzuty.
      Podążając tokiem twojego rozumowania to wielki shit (gówno).

      0
    2. Nie, nie myślę marketingu z promocją. Nie twierdzę, że marketing jest działaniem zbędnym, ale wspomniałem też o tym, że jest działaniem o długofalowych, a nie bezpośrednich skutkach. Do tego i tak często niemierzalnych. „Marketing to zarządzanie firmą” – no obawiam się, że nie. Zarządzanie firmą, to zarządzanie firmą. Manager produktu nie musi być marketingowcem. Bardzo chcesz rozszerzyć definicję marketingu, a ja zawęzić. I to celowo, bo właśnie szeroki kontekst i liczenie na cud marketingowy gubi ten klub i wiele innych. Wyskakujesz tu z marketingiem-mix i innymi archaizmami, więc trochę nie chce mi się do tego odnosić. Spójrz na to z tej strony – klub regularnie organizuje akcje promocyjne (dzieci na stadionie, tańsze bilety dla kobiet, pakiety biletów itd.). Korzysta z praktycznie każdego możliwego medium. Na transfery nas nie stać, ale umówmy się – prawie żaden klub w Polsce nie robi transferów, które same w sobie przyciągają na stadion. Klub z grubsza wie jak chce się pozycjonować na rynku, myślę że wszyscy od dawna wiedzą że 4P czy tam 7P to są podstawy podstaw i one są opanowane. Ale to nie w działaniach marketingowych są braki, tylko właśnie w sprzedaży. Cóż z tego, że na potrzeby badań naukowych cenę wymienia się jako podstawę marketingu, skoro praktyka pokazuje co innego? Jak myślisz, kto decyduje o cenie produktu – dyrektor sprzedaży, czy dyrektor marketingu? Drugi punkt, w którym się akurat zgadzamy, czyli dystrybucja biletów. No ale znów – kto odpowiada za rozliczenia i wyniki punktów sprzedaży? Dyrektorzy handlowi, czy dyrektorzy marketingu? A produkt? Kto robi transfery? Dyrektor operacyjny czy dyrektor marketingu? Marketingowcy nie są od liczenia wpływów do kasy firmy, za to odpowiedzialni są handlowcy. Oczywiście, że marketing codziennie pojawia się w ich pracy, ale tylko zgodnie z zasadą, że każdy w firmie reprezentuje ją na zewnątrz, od prezesa po sprzątaczkę.

      Przykłady, które wymieniam w tekście, to są banały, ale banały gotowe do wdrożenia w ciągu tygodnia. Później oczywiście można się bawić pisanie rozbudowanych strategii, ale najczęściej na ich realizację potrzeba kasy, a tej jak wiesz w klubie nie ma. Na działania marketingowe też jest jej niewiele, a one z kolei, jak zapewne wiesz są kosztowne. Bo ponosimy w nich nie tylko koszty osobowe, ale i mediowe czy materiałowe. A, no i niespójności jakoś nie widzę, żebyś gdziekolwiek wytknął.

      0
  4. Zamiast pisać dyrdymały zapytam tak:
    A ty co zrobiłeś żeby zwiększyć frekwencje na B?

    Jak klub sobie nie radzi to można się zaangażować samemu.
    A dla klubu proponuje rozpocząć taką akcję promocyjną:
    Jeśli przyprowadzisz na mecz osobę które jeszcze nie była na stadionie masz bonusa, tańszy bilet, etc, przyprowadzisz 2 osoby masz za friko i tak dalej itp.
    Klub nie zwiększy nam frekwencji , muszą to zrobić kibole.

    0
    1. Idąc tym tropem: tylko Pawłowski może napisać, że jego drużyna słabo zagrała ze Szwedami, bo on kiedyś z inną szwedzką drużyną zagrał dobrze. Jak nie posprzątasz kibli na stadionie, to nie możesz narzekać, że są brudne. Nielogiczne.

      W moim komentarzu wskazałem, że docelowo takie kibicowskie inicjatywy niewiele wniosą. Zamiast 7200 osób przyjdzie np. 7521. A teraz pomyśl: jest w klubie nierób z Warszawy, który za marketing (czyli m.in. dbanie o frekwencję) bierze gruby hajs. Dycha miesięcznie minimum. 2 pytania do Ciebie:
      – Czy widzisz sens w produkowaniu kolesiowi alibi? Ty podsuniesz pomysły, załatwisz jakąś firmę, pozachwalasz karnety. Pan marketer pokaże na koniec miesiąca wykres, że jego robota przynosi jakieś pozytywne efekty. No, niby niewielkie, ale od czegoś trzeba zacząć, każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku, itd. Pasuje Ci bycie Murzynem tego gościa i praca na jego wypłatę?
      – Pan marketingowiec z Legii miał nam wszystkim pokazać, jak to się robi super marketing. Na razie pokazał to, co zwykły ekshibicjonista, czyli…wuja. Jeśli zarabia dychę „na rękę” (myślę, że więcej), to to jest 14200 zł ze wszystkimi opłatami. Za ten hajs można zatrudnić co najmniej 3 osoby do jeżdżenia po firmach i szukania sponsora na koszulkę/bandy albo do sprzedaży karnetów. Można zrobić dobrą oprawę, która może przyciągnie na mecze małolatów. Za 14 koła można od sponsora sprzętowego zakupić setki koszulek meczowych i rozdawać je ludziom na meczu w konkursach za np. okazanie biletów z 3 ostatnich spotkań domowych. Itd., itp. I teraz moje pytanie: czy za kasę równą wszystkim pensjom, jakie skasował ten typ (było ich chyba z 20, więc pewnie z 284 000) nie dało się zrobić nic więcej dla klubu?

      Jeśli uważasz, że pan, którego nazwiska nie pamiętam i nawet nie tak łatwo je odnaleźć (to wskazuje, jaki jest medialny), zasługuje na swoją kasę, bo wywiązuje się ze swoich obowiązków, to w porządku. Mi się wydaje, że za ok. 300 tysięcy dało się załatwić lepszą promocję. Brak reklam na bandach czy koszulce to wg mnie najlepszy miernik działalności tego typa. Postawiłbyś w jego gabinecie wiadro z mopem, miałbyś te same „sukcesy” a 14 kafli jednak by Ci zostało w kieszeni. Oczywiście, masz prawo uważać, że warto mu płacić za pierdzenie w fotel i jednocześnie odwalać za niego robotę. Pozwól jednak, że ja zostanę przy swoim.

      0
    2. Nie zgodzę się marketing ma dużo pomysłów i bardzo ciekawe. Sam w jednym pomyśle pomagałem, mieliśmy wszystko gotowe po czym klub powiedział, że nie ma 100% pewności, że akcja wypali i nie dał ani grosza. Idąc tym tokiem myślenia żadna akcji nie będzie bo nikt nigdy nie da 100 % pewności powodzenia.

      0
  5. Na mecz z Lechią zabrałem siostrę i jej syna (przyjechali z Gdańska). Kupiłem bilety na B, żeby poczuli klimat. Bilet kupowałem na Oporowskiej (dawno tego nie robiłem, bo dla siebie i rodziny kupuje zazwyczaj w internecie). Moje pierwsze zdziwienie – nie mogłem już kupić im koszulek i szalików Śląska, bo nie ma już stoiska przed kasami… Pomyślałem sobie, że jak chodzę z rodziną na sektor D to na sektorze jest tego typu stoisko. Moje drugie zdziwienie było takie, że na B też nic nie można było kupić. Jak może nie być dostępnych koszulek i szalików na terenie stadionu? Czy klub na tym nie zarabia/nie chce zarabiać?

    0
    1. Może ostatnio nie trafiłem z komentarzem we właściwe miejsce, może napisałem go niejasno, ale jeżeli chodzi o bilety, to powinny być zawsze w bardzo niskiej cenie. Na Oporowską, to oczywiste, tak żeby zapełnić sektor mający być wizytówką i dumą klubu. Ceny powinny być jednak niskie również na inne sektory, tak żeby wychować kibiców, tak żeby można było iść calą rodziną bez rujnowania domowych finansów. Cena góra 10 złociszy, czyli czteropak Książa. Niedawno byłem służbowo w Bratysławie i zaszedłem na słowacki puchar. Cena biletu, 4 euro, ale do jednego dodawali drugi gratis. Chwila umawiania przy kasie i mecz w cenie 2 euro. Toż to ichnia karkówka na stadionie była droższa. Dwa dni później mecz z liderem ligi, nie chcę kłamać, czy identyczna, ale na pewno podobna akcja z biletami za friko. W naszym kraju cena jest na pewno czymś co potrafi być przeszkodą i trzeba wychować klienta – kibica, jak chce się przeskoczyć frekwencję ze starego stadionu. Swego czasu, dawno temu, bilety na żużel był za darmo lub za góra 5 złotych i na Spartę chodziło po 15-20 tys. ludzi.

      0
  6. Od lat niewiele się zmienia.
    Rzeczy które wpłyną na wzrost frekwencji:
    1. Tanie karnety: 1 czy 2 mecze gratisowe to jest za mało, bo tyle to może wypaść w związku z pracą, wyjazdem, wakacjami, czyli kupno teraz karnetu jest nieopłacalne kompletnie. Plusy dla klubu są olbrzymie, w lipcu ma kasę od karnetowca do meczów grudniowych z wyprzedzeniem półrocznym. Warto dodać coś ekstra do karnetów, koszulka, szalik, czapka, przy zakupie 10 tys sztuk to koszulka wyjdzie po kilka złotych, zwróci się przy kilkuset dodatkowych karnetach.
    2. Darmowe lub symbolicznie płatne parkingi, mało jest ludzi którzy zapłacą 20 zł za parking, a nie każdy chce jechać tramwajem przykładowo z małymi dzieciakami.
    3. Bilety muszą być dostępne wszędzie, i wszędzie oznacza dokładnie to co napisałem, każda galeria, każdy większy sklep, instytucja, ludzie są wygodniccy, mało komu się chce jechać na Królewiecką czy Oporowską. Teraz to wygląda tak, że kibic musi być zainteresowany, poświęcić czas żeby kupić bilet, klub z biletem ma przyjść do kibica.

    0
  7. Produkt w obecnych czasach musi być atrakcyjny. Spójrzmy jak to wygląda w przypadku Śląska.
    Stadion – w porządku, nowy, dobry dojazd.
    Ceny biletów – w stosunku do zarobków za wysokie, karta kibica – wyrobienie jej to pozbycie się prywatności, stracony czas. Duży minus
    Piłkarze – z kim mógłby się chcieć utożsamiać młody chłopak? Z nikim, nie mamy żadnego medialnego grajka. Był nim Mila, teraz nie mamy. Wielki minus.
    Stroje piłkarskie – fatalne, po zmianie z Pumy na Adidasa wyszło tylko gorzej. Kto by chciał to kupić? Gdzie to kupić? Po co? Dzieciaki wolą stroje Barcelony, Realu.. Jak wyglądają stroje Legii a Śląska? Oni mają europejski wzór na czasie, my lata 90′
    Mecze – wiele meczów po prostu o nic, punkty to nie wszystko. Za duża liga, zaniża to poziom.
    Medialność, reklama – prawie żadna, gdzie informacje w radio o następnym meczu, gdzie bilboardy, stary tramwaj w barwach Śląska to zdecydowanie za mało.
    itp…
    Podsumowując – to nie lata 90 gdzie można było się podniecać słabą piłką, teraz ludzie cenią sobie własne pieniądze bo i rozrywek jakby więcej. Jest canal +, jest internet, możliwości śledzenia rozgrywek jest dużo więcej niż kiedyś.

    0
    1. Zdaje się, że już trener Pawłowski z gadżetami Amazona odwiedził. Żeby było śmieszniej tam chyba pracuje więcej typów z powiatu wałbrzyskiego, więc z entuzjazmem się nie spotkał zbyt wielkim. Niech robią to co w dawnych czasach, skoro marketingu nie mają żadnego. Po treningu szybka wizyta w gimnazjum, liceum, uczelni, zakładzie pracy. Rozdać parę wejściówek, barw, autografów, zrobić foty pamiątkowe i panowie piłkarze oraz klub od razu będą bardziej rozpoznawalni. Ewentualnie dogadać się po starej komitywie z MON-em i tych NSR-u wpuszczać po rekompensowanych ulgach.

      0
  8. Co do punktu 2 i korporacji. Niedawno HP wykupiło sobie piknik na Miejskim. Ci co przyszli plus ich rodziny dało jakieś 3.5 tys bawiących się ludzi. W podobnych ramach ilosciowych z tej specjalizacji funkcjonują we Wrocławiu choćby IBM i Credit Suisse o Amazonie, Volvo, Whirpoolu, Santanderze nie wspominając. Teraz gdyby jakiś handlowiec podbił z ofertą karnetową do takich tuzów korporacyjnych, to kto wie (oni socjale dla pracowników mają atrakcyjne), może trochę kibiców by podochodziło. Inny kontekst tej sprawy, to podmioty międzynarodowe, więc zielone koszulki poubierali by także Hindusi, Hiszpanie, Włosi czy Koreańczycy.

    0
  9. Moim skromnym zdaniem to co może „napędzić” sprzedaż biletów to tylko i wyłącznie reklama! Kto ostatnio widział jakiś spot reklamujący mecz Śląska w TV? Chociażby regionalnej, nie mówię nawet o ogólnopolskiej. Ja osobiście słyszałem tylko zajawki meczów w Radio Wrocław i tyle.

    Pozdrowienia z mało upalnej w porównaniu z Polską – Turcji tu tylko 27st.

    0
  10. Te plakaty to i tak spory krok w przód, ale generalnie w takim mieście jak Wrocław zapełnienie chociaż połowy stadionu nie powinno być problemem, ale…. jest. W sumie jednak nic dziwnego bo oprócz tych paru plakatów w mpk w mieście nie ma kompletnie żadnej informacji o meczu. To skąd przeciętny Kowalski ma wiedzieć o meczu?
    Kolejna sprawa transport na mecz. Jeden tramwaj i nic. To po co jest pętla autobusowa przy stadionie? Przeciętny Kowalski jak już dowie się o meczu i na niego pójdzie to pomyśli, że walnie piwko ale samochodem już nie wróci. To co? Ma lecieć z buta przez pół miasta? Otóż nie. On zostanie w domu włączy canal+ otworzy piwko i na kanapie spędzi 90 minut. Fanatycy przyjdą zawsze a janusze jak będą wyniki i udogodnienia.

    0
    1. Jeżeli „fanatycy przychodzą zawsze”, to kiepsko to wygląda, bo od miesięcy trybuna B świeci pustkami. Różne mogą być przyczyny spadku frekwencji, ale trzy środkowe sektory na trybunie B powinny być jeśli nie zawsze, to na pewno zazwyczaj pełne. Jeżeli ktoś przychodzi na B tylko wtedy, gdy gra Legia albo Amica, to jest kibicem dwóch ostatnich klubów, a nie Śląska.

      0
    2. Tu się zgodzę, ale gdyby zebrać frekwencje z B i przenieść na odkrytą okazało by się, że tam byłoby dużo ludzi. Po prostu po zmianie stadionu trochę osób złapało bakcyla – Śląsk. Stadion już się im przejadł i przestali przychodzić. I skończy się tak, że frekwencja będzie porównywalna z O62 o ile już nie jest.

      0
  11. Ad. 1 – wszystko ładnie i pięknie ale. . . Myślicie że Ajent z sieci sprzedaży będzie dla Klubu sprzedawać te bilety za darmo? Nie! ! ! Ajentowi też trzeba coś za to „odpalić ” – skoro na tym punkcie bilety słabo się sprzedają to dziękujemy Ajentowi za współpracę no chyba że Ajent sprzedaje bilety charytatywnie bez prowizji dla siebie ale to już inna bajka.
    Ad. 2 – myślicie że będzie popyt na bilety? W firmach pracownicy mają możliwość wyboru : karnet na siłownię, dofinansowanie do wczasów czy wycieczek pracowniczych, tańsze bilety na mpk, paczki dla dzieci. Wydaje mi się że bilety na Śląsk są na końcu tej wyliczanki bo ludzie będą mówić że piłkarze grają dziadowsko, że wyników nie ma i w tym przypadku trudno nie przyznać im racji.

    0
    1. Ad. 2 – Akurat w tym obszarze jest pole do popisu dla klubu. Jest coś takiego jak MyBenefit – system gdzie pracownicy różnych firm dostają punkty za które mogą kupić obok wycieczek czy karnetów do siłowni również bilety na mecze. Jest w tym systemie trochę klubów różnych dyscyplin (m.in. Amika czy Legia) – biletów na mecze Śląska w tym systemie kupić niestety nie można.

      0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com