Moje pierwsze losowanie

losowanieGdy w 1975 roku Śląsk po raz pierwszy kwalifikował się do europejskich pucharów, podskórnie wiedziałem, że cała ta piłka to głównie gra o to, by właśnie w tych pucharach zajść jak najwyżej*. Dlatego choć miałem tylko 14 lat, zestawianie par 1/32 Pucharu UEFA było dla mnie najważniejszym wydarzeniem całych wakacji. Wtedy to wydarzenie miało miejsce w lipcu. A ja lipiec spędzałem u babci w Grudziądzu przy ulicy Fortecznej. Cały dzień poprzedzający losowanie myślałem tylko to tym, co się niedługo wydarzy, zatem kuzynostwo nie mogło się ze mną dogadać.
Pamiętam, jak z rana pobiegłem do kiosku. Za zaskórniaki kupiłem spóźniony „Sport” czy „Przegląd Sportowy”, by cokolwiek poczytać o tak interesującej mnie ceremonii. Sprzedającą w tymże kiosku sąsiadkę babci uprosiłem o przejrzenie lokalnej prasy, lecz gazety wydawane w Bydgoszczy** w nosie miały losowanie w których nie uczestniczył „ich” klub.
W domu siedziałem jak na szpilkach. W pokoju babci co godzinę siedziałem przed radioodbiornikiem wsłuchując się w wiadomości sportowe, bo wiedziałem, że ówczesna telewizja rezultaty poda dopiero po wieczornym dzienniku.
Które to były już wysłuchane tego dnia informacje – nie pamiętam, ale za którymś wreszcie razem usłyszałem magiczne „Śląsk Wrocław zagra z GAIS-em Goeteborg. Pierwszy mecz zostanie rozegrany w Szwecji”.
To była połowa lipca, a rozgrywki zaczynały się w połowie września. Rewanż dwa tygodnie później. Tymczasem ja natychmiast zacząłem liczyć dni, a nawet godziny do rozpoczęcia wrocławskiego pojedynku.
Pamiętam, jak dzień czy dwa później, kiedy dorwałem cały zestaw par, kombinowałem, z kim można by tu zagrać w 1/16. Naiwnie sądziłem, że Szwedzi to leszcze, których ogranie będzie tylko formalnością, choć w rzeczywistości o awansie Śląska zadecydował gol Tadeusza Pawłowskiego  zdobyty na kilka minut przed końcem spotkania. Wcześniej trzy razy do siatki rywali trafił Janusz Sybis.
Później było jeszcze sporo losowań Śląska w europejskich pucharach. Kilka z nich pamiętam, lecz już nigdy aż tak nie przeżywałem tego wydarzenia.
Już w poniedziałek po raz kolejny Śląsk pozna swojego pucharowego rywala.
Roman Zieliński

* Ze sportowego punktu widzenia tak jest w dalszym ciągu. Dlatego puchary tak emocjonują kibiców. Natomiast piłkarze mają najczęściej inne priorytety. Dla nich głównie liczy się to, co można upchnąć w portfelu.
** Jakoś właśnie w tamtym czasie następowała reforma administracyjna w Polsce i Grudziądz z miasta w województwie bydgoskim stawał się miastem województwa toruńskiego.

komentarzy: 22

  1. Na Olimpijskim bywały masakryczne ilości widzów, rodem ze stadionów Brazylii. Zresztą cała Polska się sprężała na puchary i nikt o bezpieczeństwo widowni za bardzo się nie martwił. Do przytoczonych na wstępie Szwedów to polscy pucharowcy grali z nimi niemalże co roku. Żeby było śmiesznie i kuriozalnie, na Dolnym Śląsku bywali wikingowie nie tylko we Wrocławiu:
    1971/1972, Zagłębie Wałbrzych – Malmoe FF
    1972/1973, Górnik Wałbrzych – IFK Norrkeping
    1975/1976, Śląsk Wrocław – Atvidabers (intertoto)
    1975/1976, GAIS – Śląsk Wrocław (uefa)
    1991/1992, Zagłębie Lubin – Norrkoping

    1. Ten kolor na ulicach praktycznie nie występował. Dominował na początku czarny, później furorę zrobiła stonowana zieleń. Pojawiały się sporadycznie niebieskie. Przypominam, że na początku to był towar mocno deficytowy i bywało, że obok barw wrogom kroiło się fleki.

    2. I słynny sklep na Ruskiej, gdzie zasiadali ówcześni znani i umuzykalnieni, a chińskich podrób wtedy nie było, więc za image płaciło się słono.

  2. „piłkarze mają najczęściej inne priorytety”. System wypłat jest zły. Piłkarz podpisuje kontrakt i ma wywalone (nie zawsze i nie wszyscy, ale tak jest). Oni w większości funkcjonują na zasadzie – czy się stoi czy się leży 30, 50, 100 tysięcy się należy.
    Wszyscy prezesi powinni dążyć do zmian w wpłacaniu kasy. Najpierw wynik potem pieniądze – premia. Droppa przyszedł ze Slovana Liberec czy skądś tam. Zarabiał 3 tysiące Euro i dla klubu było to za duże obciążenie! A co się u nas dzieje?

    1. Nikt nawet średni by nie przyszedł, jakbyś mu tyle nie zagwarantował. Polskie kluby nie mają w tej kwestii nic do gadania, muszą się dostosować do realiów rynkowych albo odpuścić walkę o wysokie cele. Teraz dodatkowo coraz intensywniej dochodzą rynki wschodnie (Chiny, Indie, półwysep arabski, Kazachstan). Drużyny z Ekstraklasy są wręcz ośmieszane na rynku transferowym, czego kulminacją było odejście Radovicia z Legii do 2. ligi chińskiej, bo dostał tam 7 razy większą pensję. Takie 50 tys. zł miesięcznie to może się wydawać dużo, ale w rzeczywistości to śmieszna kwota na poziomie pucharowym. W wielu dużo biedniejszych od Polski krajach można dostać więcej. Żaden uznany piłkarz z zagranicy nie przyjdzie za tyle grać, chyba że przehulał całą swoją kasę, ma długi i szuka na emeryturę jakiegokolwiek zarobku – takie gagatki też się zdarzają.

      Jest też pozytyw. Od kilku lat polska liga staje się po prostu zdrowsza, budżety bardziej się bilansują, kontrakty są coraz mniej fikcyjne. W tych wszystkich napompowanych kasą wschodnich klubach nikt się nie liczy z rachunkiem ekonomicznym. To są pralnie pieniędzy lub zabawki lokalnych oligarchów. Przynoszą straty. Polskie kluby zaczynają na siebie zarabiać. Minimalizuje się dzięki temu ryzyko wielkiej wtopy i upadku klubu. Nie bardzo rozumiem, dlaczego tak napalacie się na gwiazdorski kontrakt dla Paixao i podobnych grajków. W takiej sytuacji, w jakiej jest Śląsk, o wiele ważniejsze jest szkolenie wychowanków. Nie rozumiem też podejścia wielu kibiców, którzy chętniej chodzą oglądać zagraniczny szrot, niż młodych chłopaków z regionu. Czym się kończy postawienie na jedną kartę i wywalenie prawie całego budżetu na pensje dla szrotu – pokazał przykład Wisły Kraków. Awansu do LM i tak nie było, a klub wpadł w długi i teraz nie jest w stanie nawet dostać się do pucharów.

    2. Nie doceniasz naszej ligi.
      Czeskie, słowackie, chorwackie, serbskie, ukraińskie, rumuńskie, itd. drużyny z reguły w pucharach mają lepsze wyniki – czyli lepiej grają w piłkę, taki się nasuwa wniosek. Czyli mają lepszych piłkarzy. Obejrzyj teraz, na jakich stadionach grają i jaką kasę zarabiają tamtejsi gracze z drużyn średnich. Nie mówię o Szachtarze, Hajduku czy Partizanie, bo oni zakłamują nieco obraz tamtejszych lig, ale o drużynach z powiedzmy okolic 5-9 miejsca w lidze. I też nie zawsze z tak dalekich lokat, bo np. Żylina, która grała nawet w LM, organizacyjnie i płacowo jest na poziomie przedstawiciela II szczebla rozgrywkowego. Podejrzewam, że przyzwoity gracz stamtąd to jakaś 1/3 kosztu porównywalnego piłkarza z Polski. Podczas meczu z Czechami na Euro Borek opowiadał o dysproporcjach w zarobkach, śmiesznie to wyglądało, wyszli jak po swoje, a komentarz był mniej więcej taki, że grają po wioskach i zarabiają tyle, co średnio zdolny polski junior.

    3. O, to, to.
      Kiedyś na pewnym warszawskim portalu był artykuł o tym, że nie da się przejść na system płacenia „od wyniku”, bo żaden piłkarz się nie zgodzi grać np. za 7 tysięcy podstawy, jak taki np. Wojciechowski da mu 70.
      Trochę jednak się od tego czasu zmieniło – kasa odpłynęła z polskiej piłki. Nie ma Wojciechowskiego, Solorza (który tej kasy nie wykładał i tak), Drzymały, Klickiego, Cacka, itd. Wsparcie ogranicza także Cupiał czy Osuch.
      Karty więc rozdają biedniejące i oszczędzające kluby. Jeśli np. Legia chce płacić 50 tysięcy Koseckiemu za siedzenie na ławce, to świetnie. W czeskich klubach, nie wspominając o słowackich, piłkarze zarabiają 3-4 razy mniej. Różnicy jakościowej zbyt wielkiej nie ma, więc klub ma prosty wybór, jak rozdysponować swoje pieniądze. Wychowankowie/gracze z porównywalnych poziomem (ale „tańszych”) lig, albo jak Legia, płacenie milionów Masłowskiemu, żeby posiedział na ławce.
      Polscy piłkarze mają o tyle słabą pozycję, że nie ratują ich wyniki. Vide mecze pucharowe Amiki – jeśli studenci, zarabiający 2 tysiące euro, są lepsi od grajków zarabiających 10 razy więcej, to coś tu nie gra.
      We Wrocławiu fajnie wyszedł casus braci. W sumie wyciągnięci znikąd, a w ścisłym topie klasyfikacji strzelców, nawet mimo kontuzji czy długiej serii bez bramki. To pokazuje, że nie trzeba płacić fortun, ani ściągać (jak Legia), gości ze świetnym CV…

  3. Jeżeli chodzi o puchary pamiętam dwa mecze:
    1. Trzecia runda Pucharu Mistrzów Klubowych (teraz liga mistrzów). Śląsk grał rewanż na Olimpijskim z Borussią Moenchengaldbach. Pierwszy mecz z mistrzem Niemiec 1:1 na Olimpijskim było 2:4, chociaż było1:0 dla nas a poźniej 2:2. W sumie jako mały kajtek zapamiętałem długie dyskusje co by było gdyby, mojego Taty ze swoim szwagrem zakończone późną nocą na drugi dzień.

    2. Śląsk – Dynamo Moskwa – rok 1982, stan wojenny. Ulica prowadząca z pl. Grunwaldzkiego na Olimpijski dawna Aleja Młodej Gwardii obecnie chyba Różyckiego obstawiona Zomolami i Wojskiem z „ostrą”. Na boisku 2:2 a na trybunach – bić Moskali „przyjaciele” do domu i ogłuszający gwizd jak Ruski był przy piłce.

    1. Po meczu z Dynamo przy moście Szczytnickim trafiony Fiat MO, dym z Zomowcami w okolicy Grunwaldu . Na stadionie ryk tysięcy gardeł – „Solidarność”, „sowieci do domu” itp.

  4. Oby Śląsk się sprężył w swoich pucharowych meczach. Jest rozstawiony w 2 pierwszych rundach tak więc trzecia jest jak najbardziej realna. A to oznacza wypłatę z UEFA w wysokości 630 tysięcy ojro. Jest o co grać!!

  5. Romek, od początku, gdy przeczytałem Twoją pierwszą książkę w połowie lat 90-tych jesteś w literackim uderzeniu. Szacunek naprawdę, masz w piórze (teraz w klawiaturze) to Coś, co sprawia, że wyobraźnia pracuje czytające te opowieści. Oby więcej takich wspominek.

    1. Nie prawda Roman książki pisze znakomite,zaś jak to napisałeś „internetowo” czyli na Fanie niepodzielnie rządzi PN-B , AP itd. I przyznam, że ten tekst Romana jest świetny ,to w większości pisze na przysłowiowe „od…ol się”.

    2. To fakt, poziom internetowy nie dorównuje książkom ale posta na stronę piszesz bo piszesz jak cię najdzie a nad książką się siedzi.

    3. Nie, artykuły Romana na Fanie , są niestety tylko dobre , nie często zdarza się by któryś zapadł w pamięć i został ze mną na dłużej ,a na Fanie,czy już w tzw: ” papieżaku” tak było . Szykuję sobie już wydanie tzw” kolekcjonerskie” i artykuły Romana tam niestety nie dominują Szkoda,” wypalił” się ?.Ja oczekuję od Romana solidnego kopa z obu nóg, a tym czasem jest trochę lipa.

    4. Tekstów Romana jest na moje oko z dobre 80% czyli zdecydowana większość na Fanie. Do tego dochodzą codzienne sprawy zawodowe, rodzinne, towarzyskie. Nie każdy tekst może więc cechować się ” artyzmem „. Spróbuj sam machnąć artykuł na Fana. Trzymam kciuki, żeby był tak interesujący, by Ci go opublikowali. I żeby Twoje teksty były tak dobre, żebyś publikował 2-3 razy w tygodniu. Po prostu spróbuj…

    5. Po raz drugi., ten komentarz to nie podlizywanie się naczelnemu. „Pietras” jesteś ciekawym przypadkiem. Pomroczność jasna, rozdwojenie jaźni, schizofrenia? Wpisz w wujka google frazę „fanslask Pietras” i poczytaj swoje komentarze przy wynikach. Pojawiłeś się pod tym nickiem jesienią 2014 ( chyba, że coś przegapiłem) i piałeś z zachwytu pod prawie każdym artykułem ( Okolice_Oporowskiej, wg. mnie, wpisów RZ więcej niż 80%). Myślę, że miałeś chwilę słabości, bądź ktoś przejął Twoje konto ( posługuje się Twoim nickiem ) .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *