NIEZAPOMNIANE WYJAZDY

jazzdaTytułem wstępu. Poniższy tekst jest jednym z archiwaliów jakie ma w swoich zbiorach Krzysiek M.
Gdzie on wychwytuje te opisy, tego nie wiem. Sam jest za młody, by uczestniczyć w wyjazdach w latach 70-tych (wówczas dopiero się urodził). Natomiast mam pewność, że w swoim katalogowaniu relacji jest skrupulatny.
Kilka lat temu przychodzi do mnie i wypytuje się o jakiś mecz w Mielcu. Wypytuje o jakieś szczegółowe kwestie, a ja nie pamiętam, czy w ogóle na tym meczu byłem.
– Byłeś. I rozmawiałeś z gościem.
Patrzę na niego jak na dziwaka. Ale po chwili zaczynam się uwalniać od sklerozy. Faktycznie, coś w tym stylu miało miejsce. Przypomniała mi się sceneria – słonecznie i zimno. I coraz więcej szczegółów.
Po chwili do mnie dotarło, że Krzysiek swoimi kanałami dotarł do jakichś informacji, które dotyczą również mnie, a o których dawno zapomniałem.
Czyja jest poniższa relacja – nie wiem.
RZ

Poznań 21 maja 1972
Lech* – Śląsk 2-1 [0-1] (stadion Warty)
0-1 Kurzeja 30, 1-1 Kuczko 89, 2-1 Wojciechowski 90

Wiosna. Karawana autobusów, pociąg wypełniony tłumem kibiców Śląska. Zielono – biało – czerwone flagi, kierunek Poznań! Przed tym meczem była jeszcze szansa na awans. Potrzebne było zwycięstwo. Jechaliśmy po zwycięstwo. Byliśmy w pierwszym autobusie. Ja, Konrad
( nie opuszczał przezornie na krok olbrzymiego Rogalskiego ), bliźniacy Berezowscy ( alias Mazury lub Liski ), « Koń », « Technik » i inni… Nie pamiętam czy był « Diabeł ».
Chyba wtedy siedział.
– Zaoramy Poznań!!!
Pamiętam epizod przed meczem; Konradowi zachciało się …siusiu. Ale byliśmy już w Poznaniu. Na darmo gromkim głosem domagał się “przystanku”. Sytuacja stawała się dramatyczna… W końcu autobus zaparkował przed stadionem Warty i Konrad podtrzymywany przeze mnie i Rogalskiego, nadludzkim wysiłkiem dotarł do wc.
I zaczął …lać. Lał i lał. Patrzyliśmy najpierw z rozbawieniem, później z podziwem ( nikt nie przypuszczał że można tak długo lać ) a na koniec …niektórzy zaczęli się bać że spóźnimy się na mecz. Wreszcie…skończył i aby zregenerować ubytki ) natychmiast wypił “duszkiem” piwo. Popatrzył z rozrzewnieniem na pustą butelkę i …byliśmy gotowi!
Stadion był pełen ( 45 – 50 tys? ). Śląsk zaczął dobrze, raz po raz zaczęli “urywać się” Sybis i “Kwiatek”. Po jednym z ataków było 1:0!!! Słychać było tylko nas ( ok. 2000? )
Po przerwie gra toczyła się na naszej połowie, w 77 min. Napierała wyrównał. Ostatnie minuty to oblężenie bramki Kalinowskiego, który po jednym z kornerów upadł ( zemdlał? ) i nieruchomy leżał na ziemi. Zamieszanie trwało kilka minut, tłum koło nas stał się nagle agresywny ( nie było barier ). Zaczęły się pierwsze prowokacje i utarczki, kilka zielono – biało – czerwonych wysp w środku rozszalałego nagle oceanu…Kalinowskiego zniesiono z boiska i (wyczerpany limit zmian) w bramce stanął T. Rachwalski. Dlaczego środkowy obrońca?! (często podczas treningów Sybis stawał w “klatce” i doprowadzał do rozpaczy naszych “napadziorów”). W dodatkowym czasie (mieliśmy wrażenie że to koszmar i że nigdy się nie skończy ) piłka w gąszczu nóg trafiła do siatki…
(Rachwalski stał jak wmurowany…). Niebo zwaliło nam się na głowy. Poznań i Wrocław długo kipiały od plotek (ile???). I (przedziwne…) cały czas ci sami (legendarny “autogol” Rachwalskiego i …Kalinowskiego w Mielcu…). Obu piłkarzy wzywał na “dywanik” (prezes) generał Mazur. O czym rozmawiali?…
Powrót był skomplikowany. Izolowane grupki naszych kibiców były atakowane przez poznaniaków. Wyrywali flagi, nasi bronili ich do upadłego (dosłownie).
“Koniowi” zabrali (Kupą mości panowie!) jego słynną syrenę alarmową (nasza pierwsza niezapomniana Syrena…) Ale …przed Wrocławiem zaczęliśmy na nowo śpiewać.
Zaczął Konrad (po wypiciu ostatniego piwa z zapasów “Konia”)
– Idzie anioł polną droga, dobrze mu się wiedzie.
Pełno drobnych ma w kieszeni i przyjaciół wszędzie.
Idzie diabeł ścieżką krzywą pełen myśli złych.
Nie pożyczył mu na piwo, nie pożyczył nikt.
Nagle przystanęli w drodze pod uschniętą śliwką,
zobaczyli, że im Browar wyszedł na przeciwko! (Twarze pojaśniały!) zobaczyli że im Browar wyszedł na przeciwko!!!
Przed nami był nowy (historyczny) sezon 1972/73

* wtedy to jeszcze był Lech. Fot. naszlaku1.blox.pl

1+

komentarzy: 19

    1. Janusz Dobrosz, piękna kariera polityczna, od zetesempowca, poprzez ZSL/PSL, Liga Polskich Rodzin, Naprzód Polsko, Libertas, Solidarna Polska.

      0

    2. Córka (żarliwa funkcjonariuszka mediów II PRL, aktualnie Wiadomości TVP1) to mu się udała, nie ma to tamto…

      0

  1. Z lat 90-tych pamiętam różnych zgredzików, którze wbijali się do pociągów we własnym gronie z ciężkimi reklamówkami, nucili jakieś swoje dziwaczne pieśni i na o ogól część z nich lądowała na izbie wyjazdowego miasta. Zakładam, że to częściowo może „fantatycy” z opisywanych czasów, którym delikatnie nie poszło w odnalezieniu się w rzeczywistości po 89.
    Z kuriozów lat 90-tych pamiętam wyjazd do GKS Tychy, gdzie na Dworcu Głównym pojawiło się kilku menelowatych, chwiejących się typów lat 50 i więcej, którzy zbierającej się ekipie, oznajmili że są z Wałbrzycha i chcą się zabrać tym samym pociągiem ze Śląskiem, do swoich ziomali z Tych. Z tego co pamiętam to chyba nawet dojechali do Katowic, gdzie niestety Śląsk został przejęty przez tych co zawsze. Mega kuriozum tego wyjazdu było to, że ten pośpiech był naładowany typami z irokezami którzy jechali do Krakowa na jakiś prestiżowy koncert. Obyło się bez wzajemnych starć (obydwie grupy chciały dojechać bez towarzystwa) za to z rozmowami subkulturowymi w tle, z tego co pamiętam, to u czerwonych sznorówek były też podziały regionalne i na koncertach wrocławscy trzymali z warszawskimi, gdy szło do jakiejś szerszej wymiany poglądów.

    0

    1. Z tą Warszawą to może czerwone sznurówki, ale reszta co by nie powiedzieć w tym czasie, zdecydowanie wolała Szczecin, co do p. vel Mazurów alians Lisków to zupełnie inni Bracia. Dobre czasy.

      0

    2. Opis wyjazdu do Tych się zgadza z wyjątkiem zgredzikow z Wałbrzycha. Była taka akcja z biedaszybami co opisujesz w tamtym czasie tylko na pewno nie na tym wyjeździe. Chodzi chyba o wyjazd do Gdańska albo jakoś na północ kraju o ile się nie mylę.

      0

    3. To był ostatni mecz Śląska z Tychami, bodajże rok 93. Przegraliśmy 2-1. Zostaliśmy upchnięci jak sardynki w milicyjne budy i przy dźwiękach odbijających się kamoli od blachy odtransportowani na berzę ale do jakiego miasta już pamięć zawodzi.

      0

    4. Co do tego wyjazdu, to ludzie przemieszczali się pośpiechem do Krakowa, który nabity był grupkami jadącymi na koncert The Exploited. Pod drodze tradycyjna w tamtych czasach przerwa postojowa w Gliwicach. Skład Śląska to głównie grupa F i młodsze pokolenie, autobus ze starszymi do Tych z jakiegoś powodu wtedy nie dotarł. Zgredy Wałbrzyskie na pewno były, co ciekawe, na sektorze gospodarzy pojawiło się nawet płótno Górnika Wałbrzych. Mimo, że palili głupa, że jadą do kumpli i nie wyglądali na kibiców, to jednak flagę musieli kitrać ze sobą.
      Powrót przez Katowice, gdzie na przeciwnym peronie stała, mniej więcej, tak samo liczna, obstawiana, jakaś milcząca grupa. Później okazało się, że to Zagłębie Sosnowiec. W czasie czekania w pociągu w Katowicach (było już ciemno) po przedziałach śmigał policjant z nakazem zasłaniania okien, jak można było się domyśleć jakaś ekipa, musiała być transportowana przez ten sam peron, poza tym to też były czasy kamieniarzy. Wyjazdy wtedy mniej liczne, ale bardziej przygodowe.

      0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *