POZNAŃ I TRZY KINA

poznanska pamiatkaMecz z Lechem był chyba w 76-77-78 roku, z Wrocławia pojechała niezła paka około 1200 osób. My tradycyjnie tzn. ja, Adam Czaban, Czarny – Dyro (młodszy dyrektor – bo jego brat nie dopuszczał do odczuwania kaca i nigdy nie trzeźwiał) razem urzędowaliśmy na mieście przed meczem. Oczywiście było paru innych, których już nie pamiętam. Z zimnymi browarkami urzędowaliśmy, tak wiec na meczu byliśmy w dobrych humorkach. Na murawie Śląsk umoczył 1:0 albo 3:0, ale było trochę zadymki z pyrami w czasie i po meczu. A przy tym „niebiescy” też dostali parę klapsów, bo zaczęli się wtrącać. Po zdarzeniu ostałem się jakoś sam tylko z Adamem i w pewnym momencie w naszym kierunku rwała z olbrzymią szybkością, w wiadomym celu, grupa pyrusów. Biorąc pod uwagę, że mieliśmy szanse jak Żydzi za okupacji, uderzyliśmy z kopyta i jakimś cudem umknęliśmy, by w końcu połączyć się z pokaźną grupą naszych kiboli. Jedno jest pewne, żeby nie nasza sportowa kondycja
(ja grałem w siatkę w Juvenii i Gwardii a Adam w piłkę w PKS jako lewy obrońca) to z pewnością powrót do Wrocławia byłby trochę „spuchnięty”. Cóż, w tym dniu nawet Borzow (ruski mistrz Europy na setkę) chyba by nas nie dogonił.
Rewanż

kinoOczywiście nie mogliśmy się doczekać aż pyry zawitają u Nas na Olimpijskim. Plan działania mieliśmy dopracowany w szczegółach i na Polu Marsowym odbyła się „rzeź niewiniątek”. Pognaliśmy z dobrym oklepem masę mieszkańców Poznania. Po pytaniu „skąd jesteś” wiadomo – wszyscy śpiewali, że z Wrocławia. Na to byliśmy przygotowani.
Padało kolejne pytanie: Wymień trzy kina na Świerczewskiego!!!
Oczywiście po pierwszym zająknięciu waliliśmy w trąbę. Jak wiadomo były 3 kina: Śląsk, Warszawa i …..Dworcowe! Niestety, nie wszyscy o nim pamiętali i nawet parę osób z Wrocławia, a szczególnie z okolic naszego miasta, też niefortunnie się załapało na małe bęcki. Nie byli w stanie sobie przypomnieć trzeciego kina. Znajomość topografii miasta to cenna rzecz.
Roman Gierczak, fot. zuzel.kwasior.com

Przypisy redakcyjne:

Mecz w Poznaniu to chyba nie był rok 1977, wówczas był to przedostatni pojedynek w sezonie mistrzowskim. Spotkanie odbywało się w środę, Śląsk przegrał 0-2. Też było wesoło, lecz pojechało nas może ze 150. A na Dębiec, gdzie spotkanie rozgrywano, przybył nadkomplet ludzi. Chętnych do obejrzenia spotkania było tak wielu, że nie wpuszczano nawet tych z biletami. Pamiętam ten wyjazd nieźle, bo był to mój pierwszy pojedynek w tym mieście. Chyba, zatem opowiadasz o spotkaniu w sezonie jesiennym 77/78. Na to wskazywałaby Twoja relacja o zimnym browarku. Za komuny browarek zawsze miał temperaturę otoczenia, a ten wyjazd najprawdopodobniej miał miejsce w listopadzie.
Co do spotkania na Olimpijskim, zdaje się, że opisujesz ostatni mecz sezonu 1977/78. Wygrana Śląska 1-0 po golu Jasia Erlicha w 87 minucie, co dawało tytuł wicemistrzowski. Spotkanie wywoływało olbrzymie zainteresowanie, gdyż aż trzy kluby miały szansę na mistrza. Ostatecznie tytuł zdobyła Wisła wygrywając u siebie z Arką 3-1. A Lech choć szanse na mistrza miał większe niż Śląsk ostatecznie zajął 3. pozycję.
Natomiast przed meczem wiele się działo, oj wiele. Sam mam w związku z tym spotkaniem wspomnienia „h”. Co więcej, wiele lat później rozmawiałem o tym pojedynku z pochodzącym z Poznania koszykarzem Śląska, Jarkiem Jechorkiem. Był na tym meczu, oczywiście jako kibic Lecha. I choć już wówczas był wielki jak dąb, to opowiadał o swoim strachu.
Tym większym, że jako gracz Lecha w kosza przybył na mecz w klubowym dresie, który oczywiście zwinął i trzymał pod pachą, choć trząsł się z zimna.
RZ
Zapewne faktycznie chodzi o mecz 77/78, ojciec mi opowiadał o meczu z Lechem na Olimpijskim gdzie poznaniacy uciekali przez Pola Marsowe, a także o tym, że Śląsk wygrał po bramce w końcówce i rosły kolega z radości podrzucił go do góry, a on spadając połamał… parasol, więc te dwa fakty by się zgadzały.
guardian

0

komentarzy: 29

  1. (ja grałem w siatkę w Juvenii i Gwardii a Adam w piłkę w PKS jako lewy obrońca). Tak z ciekawości, w tamtych czasach dopuszczalne było chodzenie i reprezentowanie barw milicyjnej Gwardii na Śląsku?Przecież to lata najcięższej komuny.Pamiętam mecze kosza w latach 90 i jakakolwiek przynależność do Gwardii była co najmniej dopierdolką.

    1+

    1. Nie znam człowieka i nie mi ani Tobie go oceniać.W tamtych czasach szkoły podstawowe były pod patronatem lub współpracowały na płaszczyźnie sportowej z klubami sportowymi . W mojej szkole była Juvenia i MOS.W innych był Śląsk ; może była gdzieś i Gwardia.To że ktoś trenował w młodości (dzieciństwie) w Gwardii nie oznaczało że był psem lub wspierał system.Chyba że poszedł tym psim śladem dalej i dla wygody poszedł do zomo dla wygody żeby nie iść do armii.

      0

    2. Co innego klub założony przed wojną i przejęty przez resort,a co innego klub założony na potrzeby psiarni.Nie obrażaj kibiców Wisły bo to są dwie różne sytuacje.

      0

    3. Odpowiedziałby że R.G to Człowiek znany i szanowany od lat przez wielu i żebyście sensacji (afery) poszukali sobie na swojej parafii.
      Cz. spotkasz na każdym (prawie) meczu, zapytaj.

      0

    4. Też pamiętam sztywną rozkminkę jednego kolesia, który grał w kosza w Gwardii i jeździł na mecze.
      Pamiętam, że chłopaki z Nabojki powiedzieli, że uczenie się w Gwardii dwutaktu jest objawem nietaktu.
      Wiem, że potem już nie jeździł bo starzy mu cisnęli.

      0

    5. O to właśnie chodzi – co innego w za małolata trenować sport w milicyjnym klubie, a co innego być w temacie i nosić „szmatę” w kieszeni.

      0

    6. Prośba o nie rozwijanie dodatkowego, wykreślonego wątku.
      Zaraz zrobi się rozkminka. Wszystko zostanie wyjaśnione do spodu, a za kilka miesięcy czy lat jakiś „nagle oświecony” „sobie przypomni”. I będzie jak w tym kawale. Nie rower, tylko samochód, nie mu skradziono, lecz był zamieszany w kradzież.
      A winni będą chłopaki z Nabojki.

      0

  2. „Mecz z Lechem był chyba w 76-77-78 ”
    Jedna z ostatnich wizyt Śląska na stadionie Lecha na Dębcu (południe Poznania). Lech grał chyba od 1980 na Bułgarskiej (północ Poznania) z wyjątkiem meczu ze Stomilem bodajże w 1996 gdzie grali na Dębcu ten mecz. Zresztą bez publiki
    Tak jak u nas ostatni mecz na Olimpijskim z PBB w 2007.
    Tylko że u nich to był powrót na stadion po 16 latach??, A my mieliśmy wcześniej jeszcze na SO wiosnę 2005/06.

    0

    1. Lech grał mecz ze Stomilem na Dębcu,bo Bułgarską zamkneli na jeden mecz.Tu jest krótka relacja z tego meczu https://www.youtube.com/watch?v=fhcHgnGWoOc.Wówczas na dębieckim stadionie trenowały jeszcze grupy młodzieżowe,dlatego boisko,czy szatnie były jeszcze w stanie używalności.Obecnie wygląda tam tak https://www.youtube.com/watch?v=_aDwIygGuM4.I jeszcze jedno.Stadion na Bułgarskiej,to nie północ Poznania tylko zachód,a jeśli miałbym być dokładniejszy to bardziej jest na południu,niż na północy.

      0

  3. W sezonie 1977/78 byłem w Poznaniu na tym meczu.Jako małolat lat 15,mój drugi wyjazd przegraliśmy 1:3.http://pl.wikipedia.org/wiki/I_liga_polska_w_pi%C5%82ce_no%C5%BCnej_(1977/1978) Było nas 45 osób z tego co pamiętam to był Zbychu [Długi] Kwiatek, bliźniacy M, chyba Kajtek i zdaje się śp.Dżony.
    Po meczu około 5 tysięcy pyrusów czekało na nas na wiadukcie,a nas wywiózł żukiem jakiś dostawca,poza miasto.To wtedy wyszła afera z Zygmuntem Kalinowskim naszym bramkarzem,który nie chciał nas zabrać autobusem klubowym mówiąc,że skoro zaczęliśmy to sami jesteśmy sobie winni.Na pewno,było to na jesień 1977r.

    0

    1. Byłem na tym meczu. Był to mój drugi wyjazd do Poznania. O ile za pierwszym razem o tym na jakie atrakcje się pisałem dowiedziałem sie dopiero w trakcie jazdy, to tym razem stresik przedwyjazdowy trzymał mnie już ze dwa dni wcześniej.
      Pierwszy raz w życiu byłem ze stadionu wywieziony suką i jakoś z tego powodu nie byłem niezadowolony. Wywieźli nas za stadion, dalej radziliśmy sobie sami. Nie było żadnych ochronek, konwojów jak jest obecnie. Wraz ze mną był na 100% śp. Radek Wójcik, i na 99% „Kobra” Andrzej Wróblewski. W sumie w tej suce było jakieś 5-7 osób.
      Wcześniej, jeszcze w czasie meczu 2 lub 3 chłopaków będących wówczas ze starej gwardii (choć było to zupełnie inne pojęcie niż obecnie, gdyż oni wtedy mieli po około 20-21 lat) przy trzeciej bramce dla poznaniaków, korzystając z zamieszania, wmieszało się w tłum pyr. Do tej pory nie wiem, jak na tamtą sytuację patrzeć i jak ją oceniać.
      Długi – Zbychu był na meczu na pewno.
      RZ

      0

  4. A propos Poznania, dzisiaj jest rocznica wybuchu Powstania Wielkopolskiego. Przykre, że na tym forum nie na ten temat ani słowa.

    Cześć i Chwała Bohaterom!

    0

  5. Teraz jeszcze przypatrzyłem się jeszcze przypisowi Redaktora Naczelnego Romana: „Chyba zatem opowiadasz o spotkaniu w sezonie jesiennym 77/78. Za komuny browarek miał zazwyczaj temperaturę otoczenia, a ten wyjazd najprawdopodobniej miał miejsce w listopadzie.” Dobre . Nie trzeba żadnego „zioła” . Odpadłem! A tak już poważnie to chyba browar za komuny to niezła „lipa” była.

    0

  6. I znów świetny artykuł pana Romana Gierczaka który został” skserowany” i poszedł do teczki w szufladzie, pełny swady , w niektórych momentach można naprawdę , nieźle się pośmiać.
    Co do Amiki , będąc kiedyś z wizytą w Poznaniu u moich przyjaciół tamtejszych „autonomów” wśród których byli także kibice Amiki , Lecha Poznań ( niepotrzebne skreślić), poznałem i dłuższy czas rozmawiałem z ich bohaterem Rafałem , tego który nieźle się napierniczał i siał niezły zamęt także w tzw: „klatce” i wcześniej poza nią , bardzo sympatyczny i równy gość , życzył wszystkiego najlepszego i ogólnie bardzo pozytywnie nastawiony do świata człowiek.

    0

    1. No tak , wiem i przepraszam zarazem redaktora naczelnego Romana ,za ten wpis ,ale w tamtych latach miałem co najwyżej 2-3 lata i robiłem w pieluchy . Więc może dlatego mnie on tak rozbawił . Mam nadzieje że pan Gierczak jeszcze ma na pewno coś w zanadrzu i nie omieszka się tym podzielić .

      0

    2. Rafał to, w porządku gość mówi : „Roman to mój bohater , niech wiedzie się wam jak najlepiej”. Reszta dyskusji dotyczyła już tylko i wyłącznie muzyki „metalowej”.

      0

    3. Autonomow, czy autochtonow? A tak na marginesie wygrałeś tytuł w kategorii największy klakier naczelnego 2014, puchar możesz odebrać od jednego z laureatów z lat poprzednich wojtiego lub johnnego 88, który zaczynał swoje wpisy od tekstu panie Romanie jest Pan człowiekiem wielkich zasług i honoru, a będę do Pana mówił Pan, bo nie znamy się osobiście.
      Panowie naprawdę takie kadzenie pisanie i puszczanie takich komentarzy jest niesmaczne.

      0

    4. Pietras,mdli mnie jak czytam te kadzenie.Te pozdrowienia od Uszola brzmią tak samo autentycznie jak te wymyślone niesprawdzone historie z przed 40 lat.Jeden pisze,ze było nas 1300 drugi ze 45.Jak naprawdę wyglądały wyjazdy w tamtych latach można się przekonać oglądając wyjazd do Katowic w 1993.Nie było żadnych rzymskich czworoboków tylko alkohol,spontan ,krojenie małolatów i Ukraińców z wódy i czekolad.

      1+

    5. Ponad tysiąc to mecz w II lidze. Początek lat 70-tych. Legendarny kiks Kalinowskiego w końcówce meczu.
      45 osób to mecz w sezonie 77/78.

      0

    6. Gdybym śledził Fana od 3 m-cy, pomyślałbym, że ”Pietras” to fikcyjne konto redakcji, aby podnieść kliknięcia i dobre samopoczucie redaktorów. Śledzę trochę dłużej i mam wrażenie, że ktoś robi tutaj sobie jaja. W zeszłym sezonie po każdej relacji z meczu Śląska wiedziałem, że znajdę pod artykułem analizę ”24nadobę”, teraz od 2,3 m-cy wiem, że każdy artykuł skomentuje „Pietras” (na palcach jednej ręki można znaleźć artykuły bez jego wpisu, a co 5 to super panie Romku, brawo Redaktorze Naczelny, tak trzymać droga Redakcjo…).

      0

    7. Opiernicz od „Pietrasa” też się dostał, nie tylko naczelnemu.

      Dobra, kończymy wątek oplotkowywania jednego z Czytelników, bo to nie miejsce do tego typu wpisów.

      0

    8. Szanowny Panie Jarku , nikomu nie ” kadzę” tak jak napisałeś , ani nie wiem jak wyglądały wyjazdy sprzed 40 lat . Nie wiem dlaczego nawet tu znajdą się Ludzie którzy nic nie wiedzą do końca a już wydają osądy i tak na przykład : czytam pamiętniki i książki Degrella pojawia się komentarz w stylu : Degrelle kolaborant i zdrajca , nie jadę na pielgrzymkę kibiców : co ty ćpasz itd. Dajcie spokój niektóre argumenty są wzięte „zza pleców” . To już nawet śmieszne nie jest. Ręce opadają.
      Najlepszego!

      0

    9. Ale co miał dać ten post? Chciałeś się pochwalić, że znasz Uszola czy przekazujesz spóźnione życzenia sprzed kilku lat?

      0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *