KWIATY DLA ŚLĄSKA

kwiatyJesień, a właściwie lato 1973 zaczęło się od powrotu Śląska do pierwszej ligi.
Oczywiście radość z awansu była ogromna, ale dopiero piłkarze mieli zweryfikować na boisku, czy nie są to za wysokie progi dla drużyny Śląska. O kibiców i ich klasę nie musieliśmy się obawiać, bo już wtedy byliśmy ścisłą czołówka w Polsce. I to właśnie My, choć jeszcze drugoligowi, wraz z paroma innymi klubami nadawaliśmy ton kibicowskiej scenie. Wiele meczów na zapleczu ekstraklasy, które zaliczyliśmy na wyjazdach, dla miejscowych „oglądaczy” było kompletnym szokiem. Oni nigdy nic takiego nie widzieli, nie słyszeli śpiewów i nie uświadczyli takiej atmosfery na trybunach. A wcześniej na „mieście” często słyszało się, że byli w totalnym szoku. Urania Ruda Śląska czy inna potęga jak Star Starachowice patrzyli na rozśpiewaną grupę z Wrocławia z niedowierzaniem, że taka atmosfera może mieć miejsce na meczu. Po naszych wizytach w takich niewielkich miejscowościach coś się ruszało w ich ruchu kibicowskim. Jedno jest pewne – uczyli się od najlepszych. Do dzisiaj na stadionach całej Polski są śpiewane piosenki stworzone przez wrocławskich fanów.
Pierwsza liga
Pod koniec sierpnia Śląsk zadebiutował w pierwszej lidze w spotkaniu z ŁKS-em Łódź.
Super atmosfera na trybunach – zwycięstwo Śląska 1-0 a do tego dobra sztama z kibicami ŁKS-u. Wymarzony pierwszy mecz.
Pierwsza wyjazdowa potyczka odbyła się w Zabrzu z miejscowym Górnikiem.
Z Wrocławia pojechało na wszelkie sposoby przynajmniej 2 tysiące fanów.
Ja ze swoimi kumplami z „parafii” zdecydowaliśmy się na pociąg. Tradycyjnie zrobiliśmy „ściepkę” dla konduktora, bo w tamtych czasach niewielu kibiców kupowało bilety kolejowe. A trzeba było jakoś spokojnie dojechać na miejsce. I to tak, by jakiś służbista nie przeszkadzał w popijaniu piwka w Warsie. Oczywiście wszystko poszło gładko – konduktor zadowolony, bo za przejazd złapał parę groszy, a my mogliśmy się spokojnie delektować wrocławskim fulem. W tamtych czasach po „kupieniu” konduktora była gwarancja na słowo, że żadnych zniszczeń w składzie nie będzie i własność PKP nie ucierpi. Było to stanowczo egzekwowane a jeśli jakiś jegomość pod wpływem nieważkości coś nabroił to po „rozmowie” z liderami w życiu tego już nie powtórzył. Czasem musiał pokryć straty.
Podtekst pierwszego wyjazdu
„Wrocławiowi pierwsza Liga się należy. W awans Śląska każdy kibic dzisiaj wierzy,
gdy Kurzeja bramki strzela, tłumy ludzi są na meczach, co niedziela …”
Tak śpiewaliśmy jeszcze w II lidze. Józef Kurzeja był po Jasiu Sybisie najbardziej popularnym piłkarzem Śląska, a jego bramki w większości zdobyte z 20-25 metrów lewą nogą należały do „rodzynków”. Właśnie ten tak bardzo popularny zawodnik WKS-u po zdobyciu awansu ze Śląskiem zdecydował się przenieść do Górnika, by rozwijać swoje umiejętności. Oczywiście było mnóstwo niedomówień, dlaczego Kurzeja opuścił Śląsk, a prawda była jedna i jak często goszcząca w mózgach naszych polskich kopaczy – szmal!!! Górnik zaoferował prawie 3-krotnie wyższe zarobki i Józek nawet się nie pożegnał z kibicami. Nagle pokochał Górnika. Miłość do drużyny to rzadkość a w tamtych czasach to był wręcz szok. Dlatego Jasiu Sybis zawsze będzie szanowany!
Kwiaty
Po dotarciu do Zabrza dopiero można było zobaczyć jak wielu kibiców Śląska już było na miejscu. Górnik był wówczas polską drużyną eksportową, ale kibicowsko nie mieli żadnych szans z nami. Opanowaliśmy wszystkie piwiarnie, sklepy, knajpy itp. W tamtych czasach istniała tradycja wręczania przed meczem kwiatów dla OBU drużyn i dla sędziów. Zbieraliśmy przez parę godzin złotówki na ten cel i w pewnym momencie uzbierała się spora sumka. Do meczu mieliśmy jeszcze ze dwie godzinki, więc zasiedliśmy w „zacisznej” knajpie. Ktoś dał znak, że trzeba iść już na mecz, a więc ruszyliśmy w zgodnym szyku, a kwiaty kupiliśmy po drodze od jakieś babci. Było tego całe wiadro, zostawiliśmy kobiecinie puste naczynie, aczkolwiek padły głosy, aby i wiadro również zakupić, z uwagi na nałogowy brak kufli w knajpie, co z kolei powodowało, iż trzeba było czekać zbyt długo na piwo. A nie było powiedziane, ze do lokalu jeszcze nie wrócimy…
Gdy dotarliśmy wreszcie na stadion Górnika, kibice Śląska siedzieli naprzeciw trybuny, na samym środku (tam gdzie obecnie znajduje się gniazdo miejscowych) z morzem zielono – biało – czerwonych flag, spychając zabrzańskich sympatyków na łuki. Stare dobre czasy!!!
Ja z kumplami byliśmy po drugiej stronie i chcieliśmy wręczyć te kwiaty, na co absolutnie się nie zgodzili działacze. Dostali parę wiąch i lekcje z kultury, która na Górny Śląsk z Polski nie dotarła. Wróciliśmy do naszego bractwa i w momencie, gdy piłkarze zameldowali się na środku boiska – rzuciliśmy wszystkie rośliny na bieżnię. Śląsk niestety przegrał 0-1 (bramka A. Szarmach) a jakiś pajac w gazecie „Sport” napisał, że kibice Śląska pożegnali Józefa Kurzeję kwiatami, co było absurdem. Kurzeja był zdrajcą.
W 1973 roku pod koniec sierpnia całe hanysowo zobaczyło na własne oczy, co to znaczy być kibicem Śląska, a wkrótce cała Polska miała okazję zobaczyć kwiaty Wrocławia, i tak jest do dzisiaj!
Roman Gierczak fot. http://www.tapeta-gora-aka-slonca-kwiaty-kolorowe-zachod.na-telefon.org/

Komentarz Redaktora Naczelnego: Nie mam pojęcia jak było podczas opisywanego meczu, lecz z autopsji wiem, że w latach 70-tych przed innymi spotkaniami starsi kolesie zawsze zbierali kasę na kwiaty dla piłkarzy. Ponieważ robili to nad wyraz skutecznie, zatem zawsze zostawała „nadwyżka”, którą wspólnie zamieniano na produkty polskiego przemysłu spirytusowego. Po czym również wspólnie towarzystwo oddawało się degustacji tych produktów. Jakieś 5 lat po opisywanych tu zdarzeniach załapałem się na taką degustacje w Łodzi przed meczem z ŁKS-em. Na szczęście przyjechaliśmy rano, dzięki czemu zdążyłem do popołudnia dojść do stanu pozwalającego na dotarcie na stadion. RZ

Mam wątpliwości, co do dobrej zgody z ŁKS już w sierpniu 1973. Na meczu na pewno źle przyjęto Tomaszewskiego. Sporo zastrzeżeń do fanów Śląska po tym meczu miano w następnym programie Śląska. W marcu 1974 chyba nie za ciekawie było na rewanżu w Łodzi, skoro w kwietniu delegacja fanów Śląska wybrała się do kolegów z Zagłębia Wałbrzych, by „porozmawiać” z kibicami ŁKS. Thorez właśnie wtedy grał z Łodzianami. Dopiero po tym meczu i „ciężkich rozmowach” miano zawrzeć zgodę z ŁKS.
(krzysiekm)

0

komentarzy: 11

  1. Zwyczaj wręczania kwiatów był praktykowany bodaj do drugiej połowy lat 80. A zbiórka „na kwiaty” często nadużywana przez starszyznę.
    Dziś w kwestii zbiórek „na oprawy” mamy większą transparentność.

    0

    1. Do drugiej połowy lat osiemdziesiątych?
      Raczej skończyła się wraz z erą Kotleta, Zbycha, braci Lisków, czyli na przełomie lat 70-tych i 80-tych. Później zdarzały się incydentalnie, przed „mistrzowskim” meczem w 1982 roku czy przy pożegnaniu Jasia Sybisa na meczu z Bałtykiem Gdynia.
      A ostatnie Twoje zdanie traktuję jako wyborny dowcip.

      0

  2. Jak padła zgoda z ŁKS-em? Słyszałem 2-3 wersje, mi taką że „Rodowici” wystawili Nas Widzewowi. Albo , że ktoś z Wrocławia krzyknął na meczu „jude cała Łódź”.

    0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *