ZIMOWA DZIURA W SZYBIE

(AKTUALIZACJA) To już było na Fanie. Na początku 2010 roku. Ale po ataku hakerskim na naszą stronę tekst zniknął.
Na szczęście jest Krzysiek M. który sam archiwizuje wszystkie kibicowskie historie. Dzięki niemu powracamy z treścią, jaka u nas się już kiedyś pojawiła.
Ale to jeszcze nic. Krzysiek dotarł do relacji innego uczestnika tamtego wyjazdu. I dodatkowo jest ona zamieszczona pod tekstem autorstwa Romana Gierczaka. A na dokładkę wynalazł relację najmłodszego uczestnika eskapady, który wtedy miał zaledwie 12 lat (znajduje się na samym końcu relacji).
autobusOstatni mecz jesieni 1972 z Wisłoką w Dębicy decydował o tym, kto zostanie mistrzem na półmetku rozgrywek w II lidze. Na mecz, jak często to bywało w tamtych czasach, wybrałem się z „wycieczką” z zakładu pracy. Już nie pamiętam dokładnie, ale chyba to była Stocznia Rzeczna – mojego kumpla mama tam pracowała i pomogła w organizacji eskapady. W tym czasie we Wrocławiu coraz głośniej się mówiło o awansie Śląska do pierwszej ligi, a piłkarze wynikami tylko to potwierdzali.
Na początku lat 70-tych tak daleki wyjazd autobusem wiązał się z dużym samozaparciem uczestników wyprawy, bo drogi i autobusowy komfort pozostawiały wiele do życzenia. Jednak miłość do Naszej drużyny nie raz robiła cuda. Po całonocnej jeździe, która była przeplatana grą w karty i spaniem, a starsi kibice regularnie ćwiczyli napoje rozweselające, zobaczyliśmy Dębicę. Miało być „miasto”, a doznaliśmy małego szoku terytorialnego, bo My przecież przyjechaliśmy ze „Stolicy świata -Wrocławia”!!! Po zajęciu miejsc na stadionie okazało się, iż było nas około 200 osób – część tak jak my przyjechała autobusami a reszta koleją. Oczywiście nie obyło się bez „pozdrowień” dla miejscowych. Wiadomo kibice Śląska zawsze mieli wysoką kulturę osobistą i ułańską fantazję. Na dzień dobry poleciała jedna z piosenek typowo wyjazdowych, zmieniało się jedynie nazwę miejscowości:
„Dębica, Dębica to zajebana wieś, nie ma tu co wypić, nie ma tu co zjeść”
Miejscowym nasza przyśpiewka niezbyt się spodobała, a wrocławianie głośnym okrzykiem  „Ukraina” jeszcze dosadniej wytłumaczyli co myślą o tej „metropolii”.
Paru miejscowych, raczej żuli i pijaczków, weszło w nasz sektor bardzo obrażonych i gotowych bronić dobrego (w ich mniemaniu) wizerunku Wisłoki i Dębicy. Ale okazało się, iż popełnili kolosalny błąd i dostali straszny oklep, tak, że kiedy niebiescy wkroczyli, wszystko już było pozamiatane.
Dwie końcówki
Mecz zakończył się zwycięstwem Śląska 1-0, a bramkę zdobył Tadeusz Wanat. 1-0, to końcowy wynik potyczki na boisku. Natomiast na trybunach, przy budynku klubowym i na parkingu, gdzie parkowały nasze środki transportu, mecz wciąż trwał. Tych paru (6-8) klientów, którzy dostali „pozdrowienia” od wrocławskich pięści, wraz z naborem kilkudziesięciu kompanów byli żądni zemsty. Gdy w walkach ręcznych nie mogli sobie poradzić, gdyż grupa kibiców Śląska okazała się „silną grupą pod wezwaniem” i większość znała swoje obowiązki wyjazdowe, a i warunki fizyczne były atutem przyjezdnych, w ruch poszły sztachety. Łamane ławki, butelki itp. Po parunastu minutach milicja wkroczyła do akcji i zakończyła swoistą dogrywkę. Z wrocławskiej perspektywy miejscowi zostali dobrze obici. Niestety jeden z naszych chłopaków, chyba nazywał się Mazurkiewicz (nie mylić z braćmi M.) oberwał sztachetą w głowę tak tragicznie, że miał trepanację czaszki i spędził na tym niemiłym terenie święta Bożego Narodzenia, Nowy Rok. Wrócił po prawie 3 miesiącach leżenia za szpitalu. W autobusie mieliśmy wybite jedno okno i chyba nie trzeba opisywać, co pod koniec listopada działo się w środku jeśli chodzi o temperaturkę. Atmosfera mimo tej „drobnej” niedogodności w pojeździe była Super!!! Śląsk mistrzem jesieni i awans coraz bliższy!!! Przebojem aż do samego Wrocławia była piosenka na cześć zdobywcy bramki:
” Tadziu Wanat to czołgista, on okazje wykorzystał, hej Śląsk hej Śląsk, dzisiaj wygrał tylko Śląsk!”
Roman Gierczak

Dębicka kosa
Listopad 1972. Rynek, pomnik Fredry. Wyjeżdżamy do Dębicy starym autobusem (Teatr Polski). Jest nas około 40 (tyle było miejsc). Podróż długa (autobus ledwo jedzie).
Dębica
Stadionik otoczony zielenią. Śląsk wygrywa 1:0. Zaczęło się po meczu. Autobus czekał kilkaset metrów od stadionu.
Zostaliśmy zaatakowani przez grupy wyrostków. Dlaczego? Nikt nie wie. Posypały się kamienie.
– Najmłodsi i najsłabsi do środka! – ryknął Konrad, po czym przezornie skrył się do środka. Uformowaliśmy czworobok (jak rzymscy legioniści), chłopaki powyrywali jakieś plansze aby chronić się przed pociskami (przydał by się mój awatar). Gdy zobaczyli nas kierowcy, zbledli (nieciekawie byłoby wracać do Wrocławia bez szyb ).
Wciąż Konrad (schowany za plecami Rogalskiego (190 cm wzrostu, znany
judoka z AZS ) ryczał rozkazy (bez megafonu). Zorganizował „grupę
interwencyjną”; która ruszyła do brawurowego kontrataku.
Pogoniliśmy ich jak Piłsudski bolszewików w 1920 roku! Sztandaru nie
zdobyliśmy, bo chamstwo nie miało flag.
A Konrad w tym czasie długimi eleganckimi susami uciekał do autobusu
(Twierdził później żeby zająć miejsca i zabezpieczyć rezerwy piwa!).
Wróciliśmy z jednym rannym, kierowcy stwierdzili, że nigdy więcej
nigdzie z nami nie pojadą. A przecież nic się nie stało.
Konrad przekonywał nas w powrotnej drodze, że to nie siła się liczy, ale
ten, kto umie jej używać.
Relacja z Wisłoki Dębica Zbyszka Aranowicza – zakładał pierwszy KK
Śląska – zaczęli jeździć na wyjazdy wiosną 1972.

Relacja najmłodszego (12 lat) uczestnika wyjazdu: (niestety, nie znamy personaliów)
O tym meczu z Wisłoką w Dębicy chciałem napisać już parę razy, ale Zbychu mnie wyprzedził. Byłem na tym meczu, tylko wtedy znacznie odstawałem wiekowo od pozostałych członków tej wyprawy. Mój tato zapytał się mnie czy chce z nim pojechać na mecz Śląska do Dębicy.
Jako małolat, który w tamtych czasach nie miał wielu okazji do wycieczek autokarowych a które bardzo lubiłem oczywiście powiedziałem, że jadę. Była to zimna listopadowa noc i zaczął padać śnieg kiedy z tatą szliśmy na piechotę do Rynku na umówione miejsce pod pomnikiem Fredry o 2 w nocy. Na wyznaczonym miejscu stała już grupa młodych ludzi, z której wyróżniał się gość o charakterystycznej fryzurze.
Był nim Diabeł. Fryzurę miał też diabelską tak że wszystko grało. Potem dowiedziałem się, że Diabeł jest organizatorem tej wycieczki i pierwszoplanowa postacią wśród kibiców Śląska. Zapamiętałem z tego wyjazdu paru innych chłopaków, których później widywałem na meczach. Dla przykładu bracia bliźniacy (Berezowscy). Nazywano ich Anglikami albo Liskami. Imponowali mi wtedy swoimi prostymi długimi włosami. Po sprawdzeniu listy wyruszyliśmy w podróż. Jechaliśmy chyba dwoma autobusami Sanem i Jelczem. Ja znalazłem się w tym pierwszym o którym wspominał Zbychu.
Diabeł z chłopakami zaczęli rozdawać koce dla ocieplenia chcąc w ten sposób zapobiec przemianie kibica w sopel lodu a sami zaczęli się rozgrzewać za pomocą wody ognistej w której zaopatrzenie chyba nie było problemu jak się na pokładzie miało Diabła. Tak oto funkcjonowało
ogrzewane w Sanie. Po dotarciu do Dębicy weszliśmy od razu na stadion i zajęliśmy miejsca za jedną z bramek. Jak się nie mylę dojechały chyba jeszcze dwa autobusy z jakiejś wrocławskiej firmy chyba MPK. Także było chyba nas około 200. Z meczu niewiele już pamiętam.
Mieliśmy parę flag na kijach i po zwycięstwie Śląska 1:0 cieszyliśmy się ze zdobycia mistrza jesieni. A cały sezon zakończył się awansem Śląska do pierwszej ligi.
Po meczu jak już opisał Zbychu banda z Dębicy próbowała dobrać nam się do skóry, ale nasza konkretna ekipa pogoniła bractwo gdzie pieprz rośnie. Podróż powrotna obyła się bez problemów. Do Wrocławia zajechaliśmy zadowoleni i szczęśliwi.

0

komentarzy: 25

    1. W Twoim przypadku punkty 2, 3, 7, 15. Oraz ogólne chamstwo. http://fanatik.ogicom.pl/?p=790
      Bardzo się cieszymy, że Fan jest stroną ogólnopolską i mamy Czytelników wszędzie, ale pisanie do innych komentatorów w sposób prezentowany na konfidenci.net, o przepraszam, kibice.net na Fanie nie przejdzie.

      0

  1. Z tą Ukrainą, rozumiem, że to miała być totalna prowokacja. Tak się składa że te tereny (Dębica) zawsze były w granicach tego co nazywamy obecnie Polską. Rzecz jasna nie licząc zaborów, gdy nie było Polski.
    Natomiast obecni mieszkańcy Wrocławia przybyli głównie zza Buga.

    0

  2. Jazda Ogórkiem jako autobusem KM We Wrocławiu miało swój klimat.
    Na początku lat 90-tych pamiętam je jak stały na Kościuszki pomiędzy Dąbrowskiego a Pułaskiego z tabliczką że jadą jako PKS do Oławy a z tyłu ogórka przyczepka mini ogórek.

    0

  3. Kapitalne są takie wspomnienia. Dla większości z nas rok 1972 to prehistoria. Pewnie dla niejednego – czas w którym po ziemi biegały mamuty.

    0

    1. Oni są starsi nawet od Romana i to o dobrą dyszkę… ( tu miał być emotikon z przymróżonym okiem ).
      A co do zgredów ( sam nim już jestem ) i młodego ( bieżącego ) pokolenia.
      Sztuką jest wyciągać wnioski z doświadczeń ( błędów i sukcesów poprzedników ).
      Wiem, jak ma się 16-20kilka lat, to człowiek uważa, cała reszta to już tetrycy z demencją.
      Sweterek Romka dla wielu jest pewnie czymś abstrakcyjnym, pewnie połowa z osób aktualnie chodzących na mecze i stanowiących o naszej sile, nigdy go nie widziała.
      I nie chodzi o to, żeby Zielińskiemu i Starej Gwardii stawiać ołtarzyki. Są omylni, jak każdy z nas. Ale warto wyciągać konstruktywne wnioski z ich doświadczeń. W srebrnych skroniach tkwi często sporo wartościowych przemyśleń wynikających z wieloletnich obserwacji. Nie są nieomylni i nie zawsze myślą tak, jak młodsi kibice. Ale warto posiłkować się doświadczeniami Starej Wiary. Może nie będzie wpadek z barwami i to my w świecie baranów będziemy wyłącznie wilkami…
      Oddając należny szacunek „kombatantom” – 40-60 lat, proszę młodszych, nadających aktualnie kierunki, żeby częściej korzystali z ich praktycznej wiedzy i kibicowskiego doświadczenia życiowego…

      0

    2. Gdyby chodziło tylko o Śląsk to pewnie nie byłoby z tym problemu ,ale jest jeszcze troche interesów i interesików i to stoi na przeszkodzie.

      0

    1. Jak miałem 8 lat to czymś takim jechałem na Pomorze na kolonie. Jechaliśmy chyba z 10 godzin, a największą atrakcją to było siedzenie na tych rozkładanych siedzeniach, o które toczyła się prawdziwa walka, bo przecież tych miejsc było tylko tyle, ile rzędów siedzeń w autobusie. Teraz to wspomina się te podróże z uśmiechem na twarzy. Ciekawe, ilu dzisiejszych twardzieli wsiadłoby do takiego autobusu i zaryzykowało jazdę w tych „wygodach” chociażby do np. Poznania?

      0

  4. Pamiętam jak pod koniec lat 80 i na początku 90 krzyczeli do Nas „Do kopalni”. Chyba Roman wtedy wymyślił, żeby odśpiewać im „geografia gospodarcza”.

    0

    1. albo słynne „czarne paznokcie”, od jakich często się wrzucało różnym hanysom. A dziś to już zostały tylko k…, ch… i inne takie. I nie to, żebyśmy byli grzecznymi aniołkami i nie używali bluzgów na stadionie (oj, tego też było całe mnóstwo), ale często takie celne wrzuty bardziej bolały rywali.

      0

  5. Takie relacje/wspomnienia czyta się z olbrzymią nieukrywaną przyjemnością.
    Czekam teraz na następne np. jak zrobiono zgodę ze Stalą Stalowa Wola i dlaczego nie było nam po drodze dalej.
    Albo Nasz kochany Lublin, jak to się stało że jesteśmy razem.
    Jechać dalej puki uczestnicy tamtych zdarzeń są między nami….
    Szacunek

    1+

    1. W temacie zgody Śląsk Wrocław – Stal Stalowa Wola tak się składa że , w głowie jeszcze sporo zostało . Ze strony Stalówki ja wymieniałem się flagami . Śląsk dał flagę w poprzeczne pasy dwa białe , zielony i czerwony . Ja dorobiłem do niej napis WKS ŚLĄSK WROCŁAW . Do dzisiaj ta flaga o ile ktoś z domowników jej nie wywalił ( muszę to sprawdzić ) powinna być u mnie na strychu . Stary szal Śląska przekazałem kolekcjonerowi ze Stalówki jakieś cztery lata temu . Zgoda zapoczątkowana została na meczu w Stalowej Woli podczas pierwszego sezonu Stalówki w ekstraklasie . To tak w małym skrócie .Jack1938

      1+

  6. Niezwykle „plastyczny” opis zdarzeń i artykuł ! I ten „ogórek” w obrazku , coś wspaniałego, szkoda że w tamtych czasach byłem zaledwie „kropką ” w umysłach swoich rodziców , bądź w ogóle mnie nie „planowano”.
    Świetna robota , Panowie Redaktorzy! .

    0

  7. „Miejscowym nasza przyśpiewka niezbyt się spodobała, a wrocławianie głośnym okrzykiem „Ukraina” jeszcze dosadniej wytłumaczyli co myślą o tej „metropolii”.”

    Co najmniej kuriozalnie to brzmi biorąc pod uwagę korzenie sporej cześci wrocławian.
    A dębiczanie? W zasadzie tam już byli.
    Dębica w I Rzeczypospolitej była zdaje się w Koronie.

    0

    1. Obecnie aby wnerwić rywala pewnie by się wymyśliło inne hasło.
      Miej świadomość, że wszystko się działo w 1972 roku.

      0

    1. Dziś w Warszawie krzyczą na nas Deutschland, Deutschland… A mimo wszystko myślę, że mało który z Warszawiaków chciałby oddać Śląsk, nawet tylko dolny we władanie zzaodrzańskiej gawiedzi. Co więcej, nie jeden by stanął w jego obronie.

      0

    2. Gula mają na 1000 lat historii miasta, sieć dróg i bliskość zachodu, a jak już śpiewają niepokonane miasto, to umieram ze śmiechu. Szwedzi, Ruscy, Niemcy, każdy tam wchodził jak chciał, a Wrocław? Tylko Napoleonowi się raz udało. Nikomu więcej.

      0

    3. Mało znasz historię tego kraju i piszesz takie wypociny. Akurat piosenka Legionistów może odnosić się do całego naszego kraju, gdzie mimo dostawania po d..e walczyliśmy do końca, i nie chodzi tylko o II wojnę, cała nasza historia tak wyglądała.

      0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *