Zabójcza służba zdrowia

 Takie nieszczęście mnie dopadło że zaraz przed powodzią tysiąclecia w 1997 roku zachorowałem na cukrzycę i od tamtej pory jestem na insulinie. Jakoś od dwóch lat zaczęły się pojawiać powikłania w postaci bólu w stopach. W tym roku kalendarzowym ten ból się nasilał i dostałem skierowane do szpitala od lekarza ostatniego kontaktu. Zanim tam się udałem to trochę podzwoniłem i poszukałem w internecie gdyż leczeniem takich dolegliwości zajmują się we Wrocławiu dwa szpitale. Szpital A który pamięta jeszcze komunę i szpital B który powstał w tym millenium. Długo się nie zastanawiałem bo chyba każdy by wybrał nową placówkę, z super sprzętem i telewizorami LCD na ścianach i to był mój błąd – o czym później.
Przyjęto mnie na oddział, lekarzem prowadzącym był świeżo upieczony student lecz gdy go zapytałem czy wystawi mi zaświadczenie o pobycie w szpitalu to mi odpowiedział że nie wie czy może to zrobić i musi to skonsultować. To mnie uświadomiło że gościu w tym wieku nie może podjąć samodzielnie żadnej decyzji. Po tygodniu miałem zabieg „przeczyszczania żył” w kończynach dolnych. Wraz z wypisem dostałem też receptę na nową insulinę.
Jakież było moje zdziwienie gdy będąc w aptece muszę zapłacić za insuliny 280 zł a nie 60 zł jak to robiłem dotychczas. Nie minęły 3 tygodnie gdy ból w stopach ponownie się pojawił z jeszcze większą siłą. Pamiętając o tym jaka jest amatorka w szpitalu B postanowiłem udać do komunistycznego szpitala A. Tam pełna profeska u lekarzy, byłem pod wrażeniem ale lekarz będący na dyżurze stwierdził że skoro „robotę” zaczął robić szpital B to oni tego nie wezmą i zamówili mi karetkę do szpitala B. Jakież było moje zdziwienie gdy już na SOR-ze czekał na mnie wspomniany wyżej małolacik z innym lekarzem prowadzącym z oddziału. Rozpocząłem przedstawienie przy ratownikach medycznych z karetkach i innych zgromadzonych tam osób słowami: „i co? Zadowolony jesteś że zaaplikowałeś mi tak drogie leki? Przelew od farmaceutów już dostałeś czy czekasz na niego?”. Widziałem że wszyscy patrzyli na czerwonego ze wstydu małolata a ten radził z kolegą co by tu zrobić żeby jednak mnie nie przyjąć do szpitala. Ból i stan stopy jednak wygrały i po trzech tygodniach znowu znalazłem się na tym samym oddziale. Tam zdecydowano że skoro „przepychanie żył” nie pomogło to trzeba wyciąć mi nerwy z brzucha. Poczułem się jak jakiś królik doświadczalny i dyskusje z nimi rozpocząłem od słów: „ej, k…y, to ma pomóc!!!”. Po tygodniu trafiłem na stół operacyjny a po operacji rozpoczęła się znowu walka z bólem. Doprosić się tam o leki na sen czy mocniejsze kroplówki przeciwbólowe nie dało rady. Resztkami sił zwlokłem się z łóżka tylko po to by pieprznąć taboretem w okno i zwrócić uwagę na to że coś mi dolega. Nagle pojawił się lekarz którego wcześniej nie było i oprócz leków których się domagałem dostałem też coś na uspokojenie. W szpitalu w którym całkiem niedawno wycięli komuś nie tą co trzeba nerkę tak właśnie trzeba walczyć o swoje prawa.
Zanim ktoś z Was drodzy Czytelnicy trafi do szpitala niech najpierw poczyta jakie opinie ma dany szpital i oddział w szpitalu. Ja tego nie zrobiłem i zamiast profeski to zajmowali się mną amatorzy. Ten artykuł jest ku przestrodze zanim traficie do szpitala.
XYZ, fot. widelec.org

Złośliwy komentarz redaktora naczelnego:
Aby pokazać jakie marnotrawstwo panuje w służbie zdrowia opiszę też swój przypadek z innego wrocławskiego szpitala, nazwijmy go „C” (rozmawiając z kolegą XYZ wiem, które wrocławskie szpitale opisuje, to inny).
Wtorek, wieczorny obchód:
– Pan o wypisu.
Zadowolony, bo się wynudziłem, już sobie wyobrażam środę w domu.
Środa – nic.
Czwartek – nic. Cierpliwie czekam.
Piątek wieczór, dość dużo osób podczas obchodu. Ordynator zdziwiony:
– Pan chyba był do wypisu?
Powiedzieć, że byłem wnerwiony, to nic nie powiedzieć. Ale na spokojnie do ordynatora przy około 10 innych lekarzach, adeptach lekarskich, i pielęgniarkach:
– Bo gdybym był na komendzie, to by mnie ustawowo po 48 godzinach wyrzucili, ale jestem w szpitalu, gdzie personel ma słowa ordynatora gdzieś i 72 godziny po decyzji o wypuszczeniu pacjenta, pacjent sobie dalej leżakuje.
Ordynator poczerwieniał. Usłyszał w obecności podległych mu osób, że oni mają go gdzieś, a on z tym nić nie może zrobić. Chyba musiał skorzystać z usług oddziału kardiologicznego. Ale przynajmniej wyznaczył jakiegoś młokosa do „konieczności wypisania pacjenta”. I jak w soboty wypisów nie robią, tak gostek w sobotę od rana biegał żeby się tylko bezczelniaka jak najszybciej pozbyć.

https://sklepkibol.pl/pl/c/Wlepki/23
Zajrzyj na sklepkibol.pl

komentarzy: 8

  1. Słyszałem kiedyś taki dowcip, niestety po latach to smutna rzeczywistość, a nie żart. Mianowicie, w naszym kraju są 3 białe śmierci. Pierwsza to cukier, druga to sól a trzecia to polska służba zdrowia. Dużo zdrowia redakcji i czytelnikom.

  2. Jeszcze taki drobiazg: w rzeczonej dziedzinie szpital B od jakiegoś już czasu czapką nakrywa szpital A, który istnieje już chyba tylko wirtualnie ze względu na układy dyrektora. Z opisu historii wnioskuję, że zawiodła przede wszystkim komunikacja na linii lekarz-pacjent (typowe i zdecydowanie najczęstsze)

  3. Pozwolę sobie, bo… się znam. Od 30 lat temat systemu ochrony zdrowia nie interesuje suwerena. Ważne są kto jest komuchem, kto Niemcem, kto zawinił że spadł samolot, czy pedałom wolno, kto ukradł więcej, itd, itp. Skończyliśmy właśnie kampanię wyborczą i co? I suweren ma taką opiekę medyczną na jaką zasługuje. Mamy najniższą składkę w Europie oraz pół społeczeństwa płacącego symbolicznie lub wcale. W efekcie jakość opieki zależy od przypadku (na kogo się trafi i w jakich okolicznościach), czasem od pieniędzy.
    Dużo by pisać…

  4. W listopadzie byłem operowany w Warszawie w WIM na Szaserów. Powiem krótko, wzór. Tabletka na spanie, proszę bardzo. Co chwilę pytania, czy podać coś przeciwbólowego. Przed wypisem dwóch rehabilitantów długo udzielało instruktażu, a Pani doktor prowadząca/operująca i pielęgniarki po prostu anioły. Zwrot kosztów za ortezę załatwiłem telefonicznie, kasa czekała na mnie podczas pierwszej kontroli. Co kwartał mógłbym się tam operować. A to wszystko w ramach NFZ. Nasi wrocławscy lekarze powinni tam przechodzić szkolenie z podejścia do pacjentów.

  5. Szanowny Kolego, uważaj na siebie i dbaj o swoje zdrowie, jak masz cukrzycę. Wiem, że jest kilka typów tej choroby, ale skoro napisałeś o kłopotach ze stopami… Częstym powikłaniem jest tzw. „stopa cukrzycowa”. Niestety, często powikłania kończą się najgorszym, czyli amputacją – sam znałem kogoś, kto niestety stracił stopę w wyniku cukrzycy wykrytej z 10 lat wcześniej…

    1. Dziękuje, uwierz że ten komentarz podniósł mnie na duchu. Sorry że dopiero teraz odpisuje ale… problemy techniczne.

  6. To Ja nazwę szpital po imieniu. Przyjęli moją Matkę na Fieldorfa z bólem w nodze. Na SOR lekarze stwierdzili że to najpewniej rak. Żadnych innych powikłań nie było. Po dwóch tygodniach ktoś wpadł na pomysł, by może zrobić prześwietlenie. Okazało się że noga jest złamana i tym Oni się tym zajmą, ale rakiem już nie, i rodzina niech sobie kombinuje. Dostałem szału, nawrzucałem dyrektorowi placówki, i stwierdziłem że albo zaczną Mamę leczyć na raka i załatwią radiologię, albo za dwie godziny mają kata proroka na głowie. Skoro przyjęli Ją bez złamań i tak mam w karcie, to nogę połamali jej w szpitalu. Nagle jak by czarodziejską rożdżką człowiek dotknął, pozałatwiali wszystko. Na Fieldorfa to nie szpital, to jakaś patologia. A winę ponosi dyrektor placówki, który oszczędza na czym się da.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *