Niech płacą inni

 Są tacy, którzy uważają, że pojawienie się na meczu Arka – Śląsk Grzegorza Schetyny to znak lepszych czasów dla Śląska. Cóż, przykre, lecz trzeba tych optymistów wyprowadzić z błędu.
Najpierw przypomnienie co Schetyna zrobił dobrego dla Śląska.
Trochę zrobił, choć na samym początku pokazał, że tak naprawdę Śląsk na gdzieś. Dla zaspokojenia własnego ego chciał połączyć Śląsk z Polarem, gdyż Śląsk grał wówczas w III lidze, a Polar w II. Tym samym pokazał, że chodziło tylko i wyłącznie o własną kasę. Ale tu następowało pewne sprzężenie. Otóż nikt by mu nie dał złamanego grosza „na Grzegorza” (skojarzenie z metodą „na wnuczka” całkiem zasadne), zatem Schetyna, jeszcze działając w koszykówce, wynalazł patent. Łoił kasę „na Śląsk”.
I właśnie tutaj zachodziła pewna, dobra dla Śląska zależność. Otóż część ze zorganizowanej kasy faktycznie szła na Śląsk. Pieniądze spadały z nieba, powiedzmy z ALBY czy z Tauronu, i część z tych pieniędzy rzeczywiście przeznaczano na potrzeby klubu.
Oczywiście lwia część kasy na Śląsk szła z miasta. I tu zaczęły się dla Schetyny problemy. Bo sam Grześ swego czasu uwalił kandydaturę ówczesnego prezydenta Wrocławia, Rafała Dutkiewicza, na prezydenta Polski i obaj panowie, powiedzmy sobie delikatnie, za sobą od tego czasu nie przepadają.
Ale to Schetyna był szefem MSWiA (ober pies), a Dutkiewicz tylko prezydentem Wrocławia. Drogi obu panów zaczęły się rozchodzić, ale mieli wspólny mianownik – Śląsk. O ile jeszcze w 2012 obie frakcje „rwały, ale i dawały”, to WKS miał tyle złotówek, że nawet zdobył mistrzostwo Polski. Gdy zaczęto się żreć jeszcze poważniej, to Śląsk się finansowo marginalizował.
W 2018 roku doszło do specyficznej umowy. Kandydujący na prezydenta Wrocławia cieplaczek Jacuś dostał wsparcie od Schetyny. Pod warunkiem, że już po wyborach Śląsk zostanie oddany Grzesiowi. Choć na specyficznych zasadach, bowiem klub wciąż będzie sponsorowany przez miasto.
Jacuś się nie zastanawiał, wszakże własnej kasy nikomu z tego tytułu nie obiecywał i pakt został zawarty. Schetyna poparł Jacusia w wyborach, Jacuś jak wygra, to da zabawkę Grzesiowi.
Sutryk wybory wygrał i natychmiast z Oporowskiej poznikali prezesi typu Hołuby, Bobowce, czy Przychodne, a pojawił się „stary, dobry Waśniewski”.
To oznaczało „powrót do Schetyny”, lecz czy to przyniosło cokolwiek innego?
Tu trzeba się przyjrzeć możliwościom Grzegorza. Momentem, w którym był u szczytu swojej kariery i swoich, nazwijmy to delikatnie „możliwości organizacyjnych” był czas 2007-09, gdy był szefem policji i administracji, choć niektórzy twierdzą, że istotniejszy był czas, gdy został marszałkiem sejmu (2010-2011).
Od tamtego czasu polityczna siła Schetyny maleje. A wraz z oderwaniem PO od koryta w 2015 nawet „dobre telefony starych znajomych” przestały być takie skuteczne. Zdołał jeszcze objąć stanowisko szefa Platformy Obywatelskiej, ale bądźmy poważni, co innego szefowanie partii, i to opozycyjnej, a czymś zupełnie innym jest sprawowanie funkcji państwowych. Zupełnie inne pieniądze wchodzą w grę. Zatem „powrót Grzesia” był tak naprawdę powrotem cienia Grzesia, bowiem w 2018 roku Schetyna był już tylko szefem opozycyjnej formacji politycznej.
Na początku roku 2020 nawet ten fotel uciekł mu spod siedzenia.
No dobra, skoro już wiemy kim jest Schetyna i co on obecnie może (obecnie bardzo niewiele może, jeszcze bazuje na starych znajomościach, lecz za samą znajomość nikt żadnych pieniędzy mu nie da), przyjrzyjmy się jaki jest Schetyna.
Najlepiej mentalność Grzesia zobrazuje pewna historia sprzed zaledwie roku.
Otóż w 2019 roku dwukrotnie odbywały się w Polsce wybory. Latem do Europarlamentu, jesienią do sejmu i senatu. W całym 2019 roku Schetyna był prezesem Platformy Obywatelskiej. Prezesem, czyli najważniejszą osobą tej formacji.
Osobą, której na formacji politycznej zwanej PO powinno zależeć najbardziej. I jak się zachował?
Ano tak, że jako jedyny z istotniejszych postaci tej partii nie wpłacił ani jednej złotówki na kampanię wyborczą. Ani jednej!
Prezydent Gdańska, Dulkiewicz, wpłaciła symboliczne 1500 zł, większość dawała po 20 tysięcy, niektórzy po 50 tysięcy złotych. Schetyna nie dał ani grosika. On nie jest od płacenia.
To pisze pod rozwagę tym wszystkim, którzy wiążą jakiekolwiek nadzieje na dobre czasy na Oporowskiej w związku z osobistym pojawieniem się Schetyny na trybunach podczas meczu wyjazdowego w Gdyni.
Roman Zieliński, fot. C+

https://sklepkibol.pl/pl/p/koszulka-kibolem-sie-jest-a-nie-bywa/116
Zajrzyj na sklepkibol.pl

komentarzy: 11

  1. Nie zapomnę jak dawno,dawno temu na trybunie krytej przy ul. Oporowskiej było spotkanie kibiców ze szrekiem…i usłyszał od Ś.P. Memloka:złodzieju oddaj nam kosza.

    1. To ja może podam przykład niemiecki, gdzie jeden klub dzięki wpływom jest w miarę wysoko. Zobacz jak wszystkie ekipy traktują klub Hoffenheim i jego właściciela.

  2. Nie jestem zwolennikiem tego polityka, ale w kwestii skuteczności może warto przypomnieć 2003, cały sezon i choćby i słynny mecz Lechia Zielona Góra – Śląsk Wrocław 3:4. Czy aby na pewno ktoś wpływowy nie „pomagał skutecznie” wtedy Śląskowi?

    1. Trzecie miejsce WKS (na dzisiaj) przeczy Twoim słowom. Kiedy ostatnio po 29 kolejkach byliśmy na pudle?

  3. Pewnie redaktor Roman wie więcej o zakulisowych rozgrywkach politycznych wokół Śląska, oraz o możliwościach i ewentualnej chęci i determinacji do wspomagania klubu przez polityków, którzy do tego klubu się przyznają. Ja osobiście twierdzę, że klub sportowy, powinien trzymać z politykami, bez względu z jakiej są oni opcji. Szczególnie takimi, którzy mogą więcej niż im się wydaje. Mimo mojej organicznej niechęci do PiS, jak ja bym chciał, żeby z naszego regionu pochodził taki Brudziński i jeszcze przyznawał się do barw zielono-biało-czerwonych. Ale niestety, cała ta wrocławska organizacja pisowska jest mdła i bezjajowa a dodatkowo antyŚląskowa. Wiem również, że możliwości Schetyny maleją, ale skoro nie mamy innego protektora, dobry i taki, który zapewnia kasę z miasta, którego budżet w normalnych czasach wynosi 4-5 miliardów zł (nie w kij dmuchał) i który (ów Grzegorz) zapewnia kadry w zarządzie klubu, które zdają się o niebo bardziej profesjonalne od Bobowców, Patalasów i innych wynalazków Dutkiewicza. Może i gwiazda Grzesia już zachodzi, choć do końca nie wiadomo, znając Schetynę, nie raz już się podnosił.. Na dzisiaj taki protektorat zapewnia pierwszą ósemkę, z możliwością otarcia się o pierwszą czwórkę, a zatem nie najgorzej. Ale kto wie czy po zmianach władzy, jego możliwości, przynajmniej jeśli chodzi o wrocławski sport, nie przyniosą dodatkowych profitów.
    Niemniej jego obecności na meczu z Arką bym nie przeceniał. Po prostu jest kibicem Śląska. Na meczach we Wrocławiu widywany jest prawie zawsze. Poza tym ma w Śląsku, obecnie, dużo do gadania. I tyle. Pewnie był w weekend w Trójmieście, to zaliczył , przy okazji, ,,wyjazd” ze Śląskiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *