Mój Bolek

 O co chodzi z kolejnym atakiem na najbardziej znanego donosiciela w historii Polski można się jedynie domyślać. Poparcie dla Dudy musi lecieć ostro w dół i trzeba kolejne wpadki ludzi związanych z PiS-em przykryć jakąś odgrzewaną aferą. Wyciągnięto współpracę Bolka ze Służbą Bezpieczeństwa, czyli sprawę którą w 2008 roku książką „SB a Lech Wałęsa” w zasadzie rozstrzygnięto definitywnie.
W porządku, pomogę nieco PiS-owi. W sumie kiedyś powinienem to napisać. No to robię to teraz.
„On już nie żyje, lecz o tym nie wie”
Mam swój własny dowód na to, że Bolek był agentem bezpieki. Dobrze pamiętam, gdy pierwszy raz usłyszałem jego nazwisko w trzeszczącym radiu na zagłuszanych przez komunistów falach „Wolnej Europy”. Strajki sierpniowe z 1980 roku, nastawiam plątaninę drutów robiących za antenę i słyszę, jak lektor mówi „przywódca strajku w Stoczni Gdańskiej, Lech Wałęsa”. Ponieważ książek o konspiracji wchłonąłem do tego momentu sporo, więc nawet przez chwilę nie pomyślałem, że to może być prawdziwe nazwisko. „Ale z niego dureń, powinien się nazwać Jan Kowalski. Kowalskich jest całe mnóstwo, mieliby utrudnioną identyfikację” – taki była moja pierwsza myśl. Tak nakazywały podręczniki konspiry. Ale zaraz potem naszło mnie coś innego: „On już nie żyje, lecz o tym nie wie”. Znając państwo komunistyczne od środka nie miałem co do tego najmniejszych wątpliwości. „Nie będą się z nim szczypać. Jaki to problem, spadnie ze schodów lub wpadnie pod ciężarówkę”.
Tak właśnie pomyślałem 40 lat temu. I wiedziałem, że się nie mylę. To, że Wałęsa wciąż żyje, w moich oczach jest dowodem na to, że był agentem. Czekałem na ten jego wypadek przed podpisaniem umów sierpniowych, po ich podpisaniu, czekałem na informację o „zastrzeleniu w czasie ucieczki” w czasie stanu wojennego… i nic. Bardzo to było dla mnie dziwne.
Gdy dostał Nobla nie mogłem uwierzyć, że dożył. Od tego momentu wypadek z ciężarówką nie wchodził w rachubę.
W Stoczni
Ten Nobel uśpił moją rewolucyjną czujność. Gdy komuna wyraźnie luzowała, pod koniec lat 80-tych, ja często gościłem w Gdańsku. A że moi koledzy gdy nie kibicowali Lechii, to się angażowali w politykę, zatem wpadłem na genialny pomysł. Wezmę jakąś fotkę Wałęsy i poproszę go o autograf. Śp. Grabarz – Piotr Grabowicz i śp. Dufo – Tadeusz Duffek załatwili mi wejście na teren stoczni. Ja z fotką Wałęsy pozującym do zdjęcia z – bodajże, bo nie pamiętam – Reaganem, kupioną na solidarnościowym, tajnym straganie, poszedłem na stanowisko pracy „Lecha”(tak się wówczas o nim mówiło). Najważniejsze – tego dnia Wałęsa się obiboczył. Nie pracował. Ponoć w jego wykonaniu to było częste. Ale coś mnie uderzyło. Kto pamięta komunistyczne fabryki, ten wie. Młodzieży opiszę, jak wyglądały. Wszędzie był brud i kurz. Tam, gdzie był smar, tam wszystko było w odcieniach brązu. Tam, gdzie smaru nie było – wszystko miało różne odcienie szarości. Natomiast maszyna na której pracował Wałęsa jako jedyna była odmalowana, kolorowa, a kąt przez nią zajmowany również wyróżniał się czystością i barwami.
Wałęsy nie spotkałem. Później, po latach, mnie naszło, że miałem szczęście. Być może jeszcze pisywał donosy, a być może był pod dodatkową obserwacją i po wyjściu ze stoczni ktoś by mnie poprosił o dokumenty?
Milczenie jest złotem
Rok 1990, byłem w Gdańsku z okazji „Igrzysk Solidarności” na meczu Polska – Eintracht Frankfurt. Przy okazji wspólnej imprezy alkoholowej z kolegami z Trójmiasta próbowałem rozmawiać z nimi o polityce i o wpływie Bolka na to, co się dzieje. I chociaż wszyscy moi rozmówcy byli zaangażowani antykomunistyczne, biegali z ulotkami, organizowali demonstracje, często rozkręcali na nich zadymy (to jeszcze za komuny) to gdy padał temat „legendy Solidarności”, potrafili błyskawicznie zmienić temat dyskusji. Albo najzwyczajniej jechali z tekstem „dobra, co tam będziemy gadać, pijemy wódkę”. Oni już wówczas wiedzieli kim Bolek był tak naprawdę, lecz im było wstyd świecić oczami za zdrajcę.
Jeszcze we mgle
Mimo, że pamiętałem o swoim podejrzeniu z 1980 roku, gdzieś ono odpłynęło na tyle, że jakoś Bolkowi ufałem. Głosowałem na tego palanta zimą 1990 w wyborach prezydenckich. Gorzej. Głosowałem na niego w 1995, choć już ten „Agent Bolek” latał w przestrzeni publicznej. No, ale myślałem kategoriami „mniejszego zła”. Lepszy podejrzany o bycie agentem Wałęsa niż jawny komuch Kwaśniewski. Teraz wiem, że tak to nie działa. W 1995 jeszcze to do mnie nie dotarło.
Gdzieś około przełomu wieku to, że Bolek był Bolkiem jakoś przyjąłem do wiadomości. Krzysztof Wyszkowski czy Anna Walentynowicz nie byli ludźmi, którzy dla rozpętanie wokół siebie afery oddaliby dusze diabłu, jak to robią celebryci. A ich uporczywe wskazywanie na agenta bezpieki, co wiązało się kłopotami i procesami, plus moje przemyślenia z 1980 roku połączyły się w jedno.
Książka Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka „SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii” nie jest bestsellerem do czytania. To trudna do przebrnięcia dla czytelnika kryminałów lektura. W zasadzie same dokumenty i objaśnienia jak te dokumenty czytać, na co zwracać uwagę. Ta wydana w 2008 roku publikacja definitywnie załatwiła finał wszelkich dyskusji kim tak naprawdę jest Lech Wałęsa. A raczej kto był Bolkiem.
Roman Zieliński, fot. arch, cennawiedza.wordpress.com
Na środkowym zdjęciu od lewej śp. Tadeusz Duffek „Dufo”, śp Piotr Grabowicz „Grabarz”, śp. Zbigniew Winiarski „Kaczor”. To zdjęcie jest moim koszmarem, bowiem żaden z nich już nie żyje (ostatni, Dufo, zmarł w 2005 roku)… a to ja je zrobiłem podczas imprezy na ul. Kurpińskiego na gdańskim Suchaninie.

https://sklepkibol.pl/pl/p/szalik-smierc-wrogom-Ojczyny-tkany/155
Zajrzyj na sklepkibol.pl

komentarzy: 19

  1. Pamiętam pod koniec lat 80 jeździłem jako nastolatek do Gdańska do rodziny. Mój niezyjący juz wujek antykomunista ,znający trójmiejskie realia na pytanie o Walęsę cmokał, wzdychał ale nie chciał nic mówić, nie chciał mi burzyć młodzieńczego ideału bohatera Solidarności . Kilka lat później wystarczył mi wywiad-rzeka z Anną Walentynowicz i Andrzejem Gwiazdą. Oglądanie kwitów Bolka nie było mi do niczego potrzebne. Wystarczylo słowo ludzi, którzy swoim życiem świadczyli prawdzie.

  2. „Wyciągnięto współpracę Bolka ze Służbą Bezpieczeństwa, czyli sprawę którą w 20108 roku książką „SB a Lech Wałęsa” w zasadzie rozstrzygnięto definitywnie.”

    To w 20108 to nadal będzie tematem rozmów? I czy Redaktor widzi przyszłość? Śmiechawę z tej literówki mam okrutną.

    A na serio – myślę, że współpracował. Ale mógł się uderzyć w serce, przyznać, powiedzieć „współpracowałem, bo szantażowali, że zabiją mi rodzinę” i każdy by chyba zrozumiał…

    1. Nie wycieraj sobie gę…ust Tym krajem. Jeśli jesteś Polakiem, pomyśl i przeproś, że Cię poniosło.
      Inaczej podaj sobie rękę z Michnikiem i spółką. Obraziłeś ( zakładam, że nieświadomie) prawdziwych Bohaterów i…zwykłych mieszkańców, nie „tego kraju”, ale Polski. Jedna szuja nie upoważnia Cię do nabijania się z Kraju/Narodu/Mieszkańców. Pomyśl, kto w tym bryluje od lat i…po prostu przeproś…

  3. Napiszę o swoich odczuciach w tamtym czasie. Nie jestem z Trójmiasta więc plotek o Wałęsie nie słyszałem,jak cała reszta Polski. Wyskoczył na ekran telewizora gość ze znaczkiem Matki Boskiej w klapie i z wielkim długopisem. W czasach prylu za Gierka w telewizji nie można było pokazać choćby krzyża czy kościoła a tu taki gość. No to moja opinia o nim była porządny chłop,odważny. I tym oszukał mnóstwo ludzi. No cóż, dopiero później dotarło do mnie że kacapy lokowały swoich agentów nie tylko w towarzystwie przyjaźni polsko-radzieckiej.

  4. Wałęsa mógł służyć do kanalizowania nastrojów i pacyfikacji pewnych środowisk – rolę odegrał wyśmienicie. Teraz pytanie – nie zastanawia Was czemu dostał nobla i tak ochoczo przyjmowali go jankesi?

    Lata 90te to czas kiedy Rosja była totalnie na kolanach – polecam zwrócić uwagę jak łatwo agentura zmieniła szyld z czerwonego z sierpem i młotem na ten z 50 gwiazdkami… Kwaśniewskie, Milery, Czarzaste i inne tego typu postacie…

    Zobaczcie też ciekawy schemat – czerwoni sprowadzili do Polski ruskie bazy wojskowe, atlantyści amerykańskie.
    Schemat zachowany.

    Teraz pytanie – jakie Państwo jest niepodległe, mając na swoim terenie obcych żołnierzy?

    Tzw. dziedzictwo Solidarności zostało całkowicie wypaczone i wyświechtane.

    1. Tak zwana transformacja to układ. Jaruzelski spotkał się z Rockeffelerem.
      I Polskę podzielono. Jeden przykład. Gdy Fiat kupował FSM to liderzy związkowi uznali, że zbyt tanio i jakiś wałek się kroi. Pojechali do Francji i spotkali sie z którymś szefów Renault. Zapytali się, czemu oni nie kupują fabryi? Nawet nie złożyli oferty. A tym powiedział, że mniejsze samochody mają produkować Włosi, a Francuzi dostają hipermarkety (nie tylko oni, ale między innymi).
      Decyzje zapadały poza granicami Polski. USA dogadali się z ZSRR a Rockefflerer temu patronował

  5. Jestem rocznik 90, to co ja mogę wiedzieć o minionych czasach… Pamiętam jednak różne rodzinne imprezy w domu w latach 90-tych. Mój ojciec zawsze gdy był na imprezie jego szwagier (milicjant/policjant) spinał się z nim o Wałęsę. Teraz po latach ojciec mówi tak: tyle kłótni rodzinnych było przez Wałęsę, a jak mi szwagier mówił, że to zwykły donosiciel to mało się na niego z łapami nie rzucałem. Strasznie tego żałuje i jest mi wstyd, że broniłem kapusia Bolka…

  6. Na środkowym zdjęciu po prawej szal Werderu. W Gdańsku takie nosili z uwagi na takie same barwy, czy istniał wtedy jakiś układ bremskich fanówz Lechią? (wiem, że z uwagi na emigrację Gdańszczan, były dobre relacje z Hamburgiem jako miastem (Nikoś i podobne klimaty wybrzeża)).

    1. Po transformacji ustrojowej, w 1990 roku, gdy do Polski zaczęły napływać profesjonalnie zrobione barwy klubów zachodnich, wielu fanów ubierało barwy (szaliki, koszulki), klubów, których kolory były identyczne. W Gdańsku częste były szaliki Rapidu Wiedeń, Werderu Brema czy Celtiku Glasgow. I nie miało to przełożenia na klubowe sympatie wobec tych klubów, choć jest faktem, że jakoś łagodniej się o tych klubach wypowiadano. Już znacznie później słyszałem od jednego z fanów Lechii zdanie o własnej niewiedzy sprzed lat, coś w stylu „to ja, k… nosiłem szalik Celtiku, a dopiero teraz wiem, że to lewackie ku…ony są”.
      Inne czasy to były, zachłyśniecie się czymś, co jeszcze 2-3 lata wcześniej było niewyobrażalne.
      Czasem ten szpan przynosił nieoczekiwane zdarzenia. Historyjka opowiedziana mi przez fana jednego z klubów (nie mamy z nimi żadnych układów) w jednym z biało – niebieskich miast. On czy jego znajomek „pobrał” taki biało – niebieski szal jako trofeum, lecz policjant coś tam z daleka widział i postanowił interweniować. Dowodem rzeczowym na rabunek był ów szalik, tymczasem przyłapany się wyłgał, gdyż pokazał funkcjonariuszowi, że owszem, szalik jest w tych barwach, ale nie miejscowego klubu, bowiem to szalik Herthy Berlin. Upiekło mu się.
      RZ

    2. myślę, że jednak takie czasy, zresztą podobnie jak koszulka Celticu. Podobnie było jednak w wielu innych polskich miastach. Sam zresztą miałem szalik… a nie ważne. Dziś mi trochę z tego powodu wstyd, no ale na mecze to chodziłem z szalem śląskowym. Tak mi na szczęście intuicja podpowiadała…

    3. Koniec lat 80 to nam babcie na drutach dziargały szale.A mieć szalik zachodni z napisem to było przekozak.Pierwszy drukowany szal polski jaki miałem to od ełkaesiaka dostałem.U nas w kiosku też był ale taki zajeb…ty coś jak kostka rubika.

  7. Mam swoją prywatną analogię: skoro UB KOmuna uśmierciła szeregowego księdza Popiełuszkę, który „coś tam mówił” do kilkutysięcznego w porywach tłumku, to co dopiero zrobiliby z Wałęsą, który porywał za sobą miliony. Więc skoro go nie odpalili to albo był niegroźny jako prostaczek łatwy do zmanipulowania zastraszenia przekupienia albo po prostu był „swój” tzn. ich.

Pozostaw odpowiedź fcinter Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *