Byle nie rekord

 W roku 2017 polskie kluby pobiły rekord szybkości odpadania z europejskich pucharów. Ostatni gwizdek dla polskiego zespołu (Legii Warszawa) zabrzmiał 24 sierpnia o godzinie 20:45 w mołdawskim Tiraspolu.
Długo się ten rekord nie utrzymał i został „poprawiony” niecały rok później, gdy 16 sierpnia 2018 o godzinie 22:15 w belgijskim Gent arbiter zakończył spotkanie Jagiellonii Białystok.
Teraz polskie kluby wkraczają do kolejnej edycji rozgrywek o Ligę Mistrzów i Ligę Europy. Oby nie była kolejnym, „rekordowym” sezonem.
Już w środę 10 lipca Piast Gliwice w eliminacjach do Ligi Mistrzów zmierzy się z białoruskim BATE Borysow. To dość interesujący przypadek z punktu widzenia kibicowskiego, w pojedynku zmierzą drużyny których fani są z sobą zaprzyjaźnieni. Sportowo szanse Piasta są raczej mizerne, jednak za jedną rzecz trzeba oddać gliwiczanom szacunek. Tytuł mistrza Polski zdobyli bez głupiego wydawania pieniędzy na jakieś kosmiczne kontrakty dla piłkarzy. Gdyby się okazało, że utrzymując podobny kurs można powalczyć na arenie europejskiej, to już byłby szczyt szydery wobec Legii, która jest mistrzem w rozdawaniu kasy różnym wkładom do koszulek, a efektów żadnych to nie przynosi.
Wspomniana warszawska Legia zrobi sobie pucharową wycieczkę na Gibraltar. Inne jej zakończenie niż wysoka wygrana byłoby kompromitacją polskiego futbolu, a dla mistrzów wszechświata i okolic znaczyłoby, że ich świat właśnie się wali. Natomiast Cracovia pojedzie na Węgry do Słowacji. Tak, to brzmi idiotycznie, ale tak właśnie jest. Słowację w Lidze Europy będzie reprezentować drużyna z Dunajskiej Stredy, czyli z miasta w którym żyją Węgrzy. I to tacy, którzy z faktu bycia w obecnych granicach Słowacji raczej zadowoleni nie są. To zresztą rodzi różne dziwne sytuacje. Jeden z naszych kolegów, znający dogłębnie temat obiecuje napisać na temat problemów węgierskich fanów na Słowacji artykuł.
W blokach startowych czeka gdańska Lechia, która rywalizację na arenie europejskiej rozpocznie od II rundy eliminacji. Czy zagra w Kopenhadze przeciwko Broendby, czy w fińskim Turku to się jeszcze okaże, jednak większe szanse przyznaje się na wyjazd gdańszczan do Danii.
Trochę osób z Wrocławia czeka na tę decyzję, gdzie i z kim Lechia zagra w Lidze Europy, gdyż już parę lat Śląsk zagranicznych wojaży nie miał, a i w najbliższej przyszłości nam takowe nie grożą, zatem europejski wypad z ziomkami jawi się jako odmiana codzienności włóczenia się po polskich stadionach.
Roman Zieliński, fot. A. Tichaczek Śląsk gdy w 2011 roku po 24 latach powrócił na europejskie stadiony pokonał dwóch rywali (Dundee Utd. i Lokomotiv Sofia) i odpadł dopiero z trzecim (Rapid Bukareszt). Tu kultowe już zdjęcie z meczu w Dundee ze „zwycięskiej porażki” 2-3 dającej awans.

Nowe koszulki zgodowe Śląsk – Lechia na stronie sklepkibol.pl

komentarzy: 4

  1. Pingback: katenroden

  2. Na razie to mamy międzynarodowy mecz Śląska z Ukraincami. Nasz czarny Murzyn wykręcił jak na razie jedną niezłą akcję. Ciekawe jak to skomentujecie.

    1. Już jedną… widać jest w formie. A w Broendby zapowiada się niezły mecz kibicowsko. Mam nadzieję, że na jednym wyjeździe gdańszczan się w tym roku nie skończy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *