Kibolskie okruchy

 * Niecałe 48 godzin po meczu Śląsk – Arka wydano wyroki na fanów Śląska podejrzanych o odpalanie rac lub o trzymanie sektorówki „koszulki”.
Nie, to nie dowcip. Za samo trzymanie sektorówki jeden z oskarżonych został skazany na karę 2 tysięcy złotych zamienioną na prace społeczne.

* Stan zdrowia „Diabła”, naszego kolegi z Częstochowy, który uległ wypadkowi pod domem wracając z meczu finałowego o Puchar Polski (Lechia – Jagiellonia) nie zmienia się. Jest po operacji, wciąż jest w śpiączce.

* Opava utrzymała się w czeskiej ekstraklasie na kolejkę przed zakończeniem rozgrywek. Czyli podobnie jak Śląsk.

* W Lublinie z możliwością awansu do ligi III zwanej ligą drugą pożegano się już dawno. Teoretycznie szanse awansu z tej grupy ma jeszcze Stal Rzeszów, lecz raczej im się awansować nie uda. Za to fani piłki nożnej będą się musieli przyzwyczaić do Podhala Nowy Targ, do tej pory kojarzonego wyłącznie z hokejem na lodzie.

* Nowy sezon ekstraklasy rozpocznie się 19 lipca. Oczywiście w piątek, zatem jest spora szansa, że to Śląsk będzie grał w meczu inaugurującym rozgrywki. No, jeszcze wcześniej powinien się odbyć mecz o Superpuchar, czyli Lechia – Piast. Ciekawe, gdzie się odbędzie?

* Z kim zagra Lechia Gdańsk w swoim drugim występie w historii w europejskich pucharach dowiemy się 18 lub 19 czerwca. Podczas losowania II rundy eliminacyjnej Ligi Europy. Mecze odbędą się 25 lipca i 1 sierpnia.
Wcześniej w 1983 roku Lechia zagrała w 1/16 Pucharu Zdobywców Pucharów z Juventusem Turyn. Wówczas na trybunach stadionu przy ul. Traugutta zasiadł nawet Bolek, który futbol generalnie ma gdzieś. Wtedy był uważany za bożyszcze, teraz wiadomo, że to był zwykły kapuś.
O zdarzeniach związanych z meczem Lechia – Juventus można poczytać w książce „Pamiętnik kibica – ludzie z piętnem Heysel” oraz w „Lidze chuliganów”.
RZ, MP-MM, Pz, fot.

komentarzy: 23

  1. https://gazetawroclawska.pl/kto-zostanie-a-kto-odejdzie-ze-slaska-wroclaw-5-zostaje-5-odchodzi-2-znaki-zapytania/ga/c2-14145315/zd/36003253

    Jeszcze coś na temat tego jak idioci w Śląsku podpisują kontrakty.

    „Umowa Kamila Dankowskiego jest skonstruowana tak, że co roku musi rozegrać określoną liczbę minut. Sęk w tym, że w obecnym sezonie długo był kontuzjowany, więc teoretycznie tego nie zrobił, ale… tylko teoretycznie. W jego kontrakcie widnieje zapis, że jeśli jest kontuzjowany, to mecze rozgrywane w tym okresie przez klub zaliczają mu się jako 90-minutowe występy, więc w sumie uzbierał wymaganą liczbę minut i zostanie przy Oporowskiej przynajmniej jeszcze przez rok.”

    Przecież to jest idiotyzm. W każdym przedsiębiorstwie premiuje się niehorowanie, absencja jest równoważna z utratą premii, tymczasem geniusze w Śląsku premiują bycie na zwolnieniu lekarskim!!! Dankowskiemu bardziej się opłaca być na zwolnieniu niż grać. Obstawiam, że inni piłkarze mają tak samo skonstruowane kontrakty. To jest skandal.
    Aktualnie Dankowski powinien zostać wypożyczony do innego klubu bo przez niego też kilka meczów przegraliśmy bo jest po prostu słaby i nie nadaje się na ekstraklasę.

    I kolejna sprawa to znowu sentymenty wygrywają z umiejętnościami tak więc w przyszłym sezonie znowu będzie marazm bo Pawelec niestety pokazał, że poza walecznością nie ma umiejętności i nadal wali babole. Także Golla jest do zwolnienia bo po Tarasovsie to najgorszy zawodnik Śląska. Celeban także obecnie jest w fatalnej dyspozycji. Tak więc cała obrona w Śląsku to tragedia, a jak się ma tragiczną obronę to na sukcesy nie można liczyć.

    Robak chce kontrakt na dwa lata. OK dać mu kontrakt 1+1 z klauzulą przedłużenia po roku pod warunkiem zdobycia 20-25 punktów w punktacji kanadyjskiej (gole i asysty). Zawodnik musi być w jakiś sposób dopingowany do gry, a nie że niezależnie od wyników kontrakt mu sie przedłuża, a kasa jest gwarantowana.
    Wszyscy zawodnicy powinni mieć kontrakty w systemie premiowym zależne od wyników, np. zajmowanego miejsca w tabeli.

    1. trochę przesadziłeś z tą premią absencyjną. To Wojskowy KS, w walce są ranni. A takim najczęściej przyznają odznaczenia za waleczność. A na poważnie, nie chciałbym by premiowano „bezawaryjność”, bo walczak nie może mieć tego w głowie. Podobnie pozostałe Twoje próby, przeniesienia oceny pracowniczej z przedsiębiorstwa na klub, nie są zbyt praktyczne. Oczywiście, obecnie statystyki są tak powszechne i dostępne, że można każdemu przebiegnięte kilometry przemnożyć przez ilość celnych strzałów i dodać punktację kanadyjską i …… no właśnie i co z tego. To jednak gra zespołowa, wynik indywidualny może być mylący. A jak wszyscy zaczną pracować tylko na swoją ocenę, to efekt zespołowy nie koniecznie będzie zadowalający.

    2. O wyniku zespołu decydują umiejętności indywidualne poszczególnych kopaczy.

      O tym czy przedłużyć kontrakt jeśli zawodnik nie rozegrał określonej ilości minut z powodu kontuzji powinien decydować klub. Dobrego zawodnika klub się nie pozbędzie nawet jeśli będzie kontuzjowany i nie rozegra odpowiedniej ilości minut, słaby będzie jak najdłużej ciągnął zwolnienie.

  2. Jak tak dalej pójdzie to na stadionie nie będzie można oddychać bo będzie kara, nie będę się rozpisywał bo mnie zaczyna to wkurzać, tylko jedno – Piłka Nożna Dla Kibiców!!!

    1. To jest kpina, że Igorek tak długo był w pierwszej drużynie i jeszcze pojawiał się na boisku i aż interwencja trybun była potrzeba żeby pozbyć się tego pasożyta. To kompromitacja wszystkich trenerów za kadencji, których Igorek grał. Czy każdy nowo zatrudniany trener zarabia za mało żeby mógł w ramach swoich obowiązków obejrzeć powtórki kilkunastu poprzednich meczów i zapoznać się jak kto gra, czy może to robią ale mają klapki na oczach? A może każdy trener musi być dobrym wujkiem i jak obejmuje posadę to każdy taki pseudopiłkarz musi mieć u niego reset i czyste konto? Przychodzi sobie nowy trener do Śląska w trakcie sezonu i robi reset bo nic nie wie o zawodnikach, których ma do dyspozycji. To nie ma prawa działać. Tutaj zarzut do pana Pawłowskiego bo skoro to taki człowiek Śląska to pracując w akademii chyba oglądał mecze seniorskiej kady? Czy może jednak nie? Nic nas nie obchodzi jakie ktoś prezentuje umiejętności na treningu, nas obchodzi jak ktoś prezentuje się w meczu. Za treningi punktów nie dają, a trenerzy niech odpowiadają kogo posyłają na boisko już od pierwszego swojego meczu. Były też sytuacje odwrotne. Wchodzili młodzi zawodnicy bez doświadczenia na ostatnie 20 minut i byli najlepsi na boisku. Więcej szans nie dostawali i dzisiaj ich już nie ma we Wrocławiu. Widocznie słabo się prezentowali na treningach. Widocznie treningi są ważniejsze od meczu o punkty. Widocznie Igorek musiał prezentować się na treningach fenomenalnie skoro miał nieograniczoną liczbę szans i baboli. Za bardzo nerwową końcówkę odpowiedzialna jest cała drużyna, zgoda. Natomiast stawiam diamenty przeciwko orzechom, że gdyby Igorka nigdy w Śląsku nie było to mecze po rundzie zasadniczej to by była tylko formalność. Szkoda, że w żaden sposób nie możemy tego sprawdzić.

    2. Tarasovsa do Śląska sprowadził sprzedawczyk Matysek, pewnie wziął coś od menadżera.

      To o czym piszesz jest bardzo zastanawiające bo jak to jest, że kibice widzą bardzo szybko kto się nie nadaje na daną pozycję albo w ogóle do gry, a trenerzy uparcie danego zawodnika wystawiają na danej pozycji i przegrywają mecz za meczem. Wychodzi na to, że trenerzy są w Śląsku zupełnie nie potrzebni bo kibice lepiej znają się na piłce.

  3. „Niecałe 48 godzin po meczu Śląsk – Arka wydano wyroki na fanów Śląska podejrzanych o (…) trzymanie sektorówki „koszulki” [w domyśle – aby pomóc innym w odpaleniu rac i utrudnić ich identyfikację]”.

    Poniżej taka tam historyjka, na szybko ułożona – może Redakcja „puści”, a może komuś jeszcze (po cichu) się przyda i uda się wybronić (jak złoży w terminie odpowiedni środek odwoławczy)… Chociaż niczego odkrywczego nie napisałem.

    Koledzy kibice bez wątpienia byli w tamtym miejscu i zapewne trzymali sektorówki. Monitoring jest taki, że tego się nie podważy. Tyle, że nie popełnili żadnego czynu zabronionego. Tzn. taką samą winą ich było np. to, że się tam znajdowali i po prostu stali i oddychali.

    „Wjazd” sektorówki sam w sobie nie jest niczym zabronionym. Pojawiają się one wielokrotnie w ciągu sezonu na poszczególnych stadionach, co nie oznacza, że za każdym razem odpalane są w takich sytuacjach race.

    Kibice trzymali płótno i zostali zidentyfikowani, więc musieli znajdować się nie pod sektorówką, ale na skraju (u góry, z boku lub na dole – pewnie Redakcja wie, czy dobrze zgaduję). Jest mało prawdopodobne, aby będąc w takiej pozycji byli w stanie dojrzeć, czy ktoś się tam przebiera, próbując popełnić „czyn zabroniony ustawą”, czy też po prostu trzymają oprawę, która zaraz powędruje na dół.

    Utrudniał to po pierwsze stojący w swego rodzaju ciemności pod płótnem tłum, po drugie – oświetlone słońcem boisko, a różnica w poziomach jasności dodatkowo mogła wpływać na brak możliwości zaobserwowania sytuacji spod płótna. Może któryś z kibiców ma słabszy wzrok, jest chory na coś, co powoduje np. że dostosowanie oka naświetlonego dziennym światłem do ciemności (akomodacja) trwa jeszcze dłużej niż normalnie?

    Również mało realne jest ogarnięcie z tamtej pozycji samej prezentowanej oprawy. Widać ją doskonale z innych trybun, ale wokół siebie widać wyłącznie kilkanaście m2 płótna.

    Oczywiście kibice dostrzegli odpalenie rac, ale zajęci oglądaniem meczu i dopingowaniem (a chwilę, przed zapaleniem rac padł gol) niekoniecznie zwracali uwagę na to, skąd się wzięły osoby z racami. Kibice nie widzieli tego, kibice ich nie znali, kibiców to nie interesowało, kibice byli zmęczeni – długotrwałe stanie w jednej pozycji i jednoczesne dopingowanie powoduje czasami pewien rodzaj otumanienia – zwłaszcza, gdy ktoś ma problemy z kręgosłupem. Kibice oglądali w spokoju mecz i trzymali kawałek tkaniny, bo sektorówka była urozmaiceniem ciekawego widowiska. Zauważyli, że coś się dzieje, jak race zostały odpalone. Potem zrobiło się dużo dymu, niewiele było widać i wkrótce potem usłyszeli nawoływania do ściągania oprawy.

    Sektorówka o wymiarach – strzelam 50×30 metrów waży pewnie kilkaset kg, może z tonę? Ciężar rozkłada się równomiernie. Właściwie, to pojedynczy kibice trzymając fragment skraju płótna nie dają od siebie żadnej „wartości dodanej”.

    Niech złożą wniosek o powołanie biegłego (należy na wezwanie sądu, w ściśle określonym terminie wpłacić zaliczkę), który oceni, w jak dużym stopniu, trzymając skraj sektorówki przyczynili się do tego, że cała kompozycja znajdowała się w pożądanej pozycji. Zapewne konkluzja będzie taka że, gdyby w momencie odpalenia rac opuścili swoje miejsca i uciekli przestraszeni, że „współuczestniczą w popełnianiu przestępstwa”, to całość i tak byłaby rozpostarta nad głowami, więc ci kibice w żadnym, możliwym do określenia stopniu nie przyczynili się do tego, że nie można było zidentyfikować „racowych”.

    1. Tylko jaki szanujący się piłkarz podpisze kontrakt na pół roku, czy rok? Z jako takim nazwiskiem, to tylko po kontuzji, albo bez formy, a działacze zatrudniają takiego z nadzieją, że jest już zdrowy, albo się odbuduje, a jak nic z tego, to i tak się żegnają najwyżej po roku. Pozostają jeszcze ci na tzw. dorobku, oni się starają, ale po roku, to albo uciekają gdzie indziej, albo żądają wyższego kontraktu. Na zawodnikach, których wyżej wymieniłem, nie można opierać długofalowej polityki funkcjonowania drużyny.

    1. Różnie było z tym gospodarzem. Pamiętajcie kto zdobył superpuchar w 1987 r.? Mecz odbył się w Białymstoku, a ani mistrz, ani zdobywca PP nie pochodzili z Białegostoku.

    1. Cholewiak zawsze będzie lepszym skrzydłowym niż obrońcą, to fakt. Ale obserwowałem go ostatnio dosyć uważnie – wyraźnie przymusowe granie na obronie zrobiło z niego lepszego pomocnika. Wraca po piłkę, umie lepiej się ustawić, zastawić, przerwać akcję przeciwnika, a nawet dobry wślizg zrobić. Te umiejętności już w nim zostaną, z pożytkiem dla Śląska.

    2. @acab, może się i ćwiczy, ale nabywa głównie w ,,warunkach bojowych” czytaj w meczu.
      Wielu już było piłkarzy, o których mówiło się, że na treningu z piłką zrobią wszystko, a w zawodach byli tylko cieniem samych siebie. Żaden trening nie wykreuje w piłkarzu pewnych zachowań, nawyków, a przede wszystkim nie zbuduje tego najcenniejszego piłkarskiego elementu: doświadczenia. Co z tego, że zawodnik popełni błąd na treningu, źle się zachowa, źle ustawi, zagra wbrew prawidłom piłkarskim (np. wszerz boiska, przy czającym się przeciwniku?). Trener coś tam krzyknie, chłopaki pośmieją się, bez konsekwencji. Ale taki babol przy grze o punkty, przed 10 tyś na stadionie i setkami tysięcy w TV, przy założeniu, że jest to gracz mądry,wyciągający wnioski, słuchający trenera i opinii eksperckich, powinno wywołać w jego grze wewnętrzne korekty, automatyzmy zachowań. Zatem gra na nieswojej pozycji, nawet przy popełnieniu wielu błędów, stracie punktów przez drużynę i naszym wnerwieniu, zbudowała z Cholewiaka, tego o czym pisze @Crolug: pełniejszego piłkarza. Albowiem w odróżnieniu od innych futbolistów (np. Tarasovs), wierzę, że te błędy Cholewiaka i nauka nie poszły na marne.
      W książce opowieści pt ,,Spalony”, Andrzej Iwan opowiadał, że przez długie miesiące zmagał się (bodaj) z bolącym prawym biodrem, co powodowało, że jego ,,lepsza” prawa noga nie nadawała się do oddawania strzałów, z których słynął. Dlatego zaczął się uczyć grać lewą, zdrową. Po kilkumiesięcznych próbach i naukach i po wykurowaniu schorowanego biodra, okazało się, że obie kończyny były równie sprawne, tworząc z niego jeszcze lepszego grajka niż dotychczas. Mówi się, że potrzeba jest matką wynalazków, nieraz również nabycia nowych umiejętności bezcennych dla wykonywanego przez siebie fachu.

    3. Tak, tak ja jakoś nie zauważyłem żeby Cholewiak grał coraz lepiej w obronie. Poza tym ciekawe czy byś takie bzdury wypisywał o tych straconych punktach jakby Cholewiak jeszcze jeden albo dwa mecze zawalił i właśnie bysmy się szykowali do sezonu w 2 lidze.
      Nie robi się takich eksperymentów w grze o punkty, no chyba że te punkty już nie mają znaczenia. Tym bardziej, że trener w sparringach widział że Cholewiak nie umie bronić.

    4. @acab – a ja zauważyłem, że po prostu gra lepiej w ogóle (vide – stał się pełniejszym piłkarsko zawodnikiem, doświadczając nowych wyzwań). Czy możesz mi powiedzieć od kiedy zaczął strzelać bramki i notować asysty? Wcześniej, partolił setkę za setką (vide – stał się pełniejszym piłkarsko zawodnikiem, doświadczając nowych wyzwań).
      Oczywiście mnie też denerwowały jego straty lub brak wyczucia i złe ustawianie się w kilku meczach na pozycjach obronnych, co przyniosło straty bramek, ale niepomiernie denerwują mnie te święte oburzenia, podobne do Twoich. Tak jakby Pawłowski czy Lavicka mieli alternatywny tabun obrońców do obsadzenia, a upierali się przy Pichu (bo i tak szyli dziury w obronie) czy przy Cholewiaku. A przypomnę o kilku kontuzjach (Cotra, Dankowski) oraz Pawelca z początku sezonu kompletnie bez formy. Należy dodać, przy krytyce Cholewiaka, że zawodnicy grający nominalnie na pozycjach stopera czy po bokach obrony, grali w tym sezonie jeszcze gorzej niż opisywany zawodnik. Katastrofy spowodowane przez Gollę, Celebana, Tarasovsa, Brozia czy Pawelca z wyłączeniem ostatnich meczów w ich wykonaniu, wołały o pomstę do niebios. Zatem, jak znów @acab, zapłoniesz gniewem czy świętym oburzaniem na decyzję trenera o wstawieniu zawodnika na pozycję nietypową dla niego, pomyśl, jakie alternatywne nazwisko wstawiłbyś do składu miast tego krytykowanego.
      Czy Ty sądzisz, że trenerzy są szaleńcami, chcącymi na nowo wymyślać proch, gdyby mieli gotowe i sprawdzone rozwiązania? Może i Pawłowski nie sprawdził się w roli trenera dorosłych, ale za wariata, chcącego, na wejściu, poddać mecz, to za takiego go nie uważam. Dlatego @acab, pozwolisz, że zostanę przy swoich ,,bzdurach” – mimo wszystko jakoś tam umotywowanych, nie przyjmę zaś za swoje głoszonych przez Ciebie prawd objawionych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *