Mafia sobie poradzi

 Futbol jest chory od momentu, w którym pojawiły się w nim wielkie pieniądze. Stacza się od lat 70-tych ubiegłego wieku. Przestaje być sportem, staje się maszynką do zarabiania pieniędzy. Obecnie nikt nawet tego nie ukrywa. Jednak koniunkturę napędza wywoływana histeria wokół kolejnych wydarzeń piłkarskich. To ona powoduje, że gawiedź żyje a to mistrzostwami świata czy kontynentu, to znów finałem Pucharu Polski, innym razem rozgrywkami o europejskie puchary, grą o czempionat kraju, lub pomniejszymi historyjkami.
Dowód krajowy
Wspomniany wyżej finał Pucharu Polski wzniecił futbolową histerię w Gdańsku. I nagle do Warszawy na mecz pojechało z Trójmiasta więcej ludzi, niż chodzi na mecze w samym Gdańsku. Wielu z tych, co na mecz poza własne miejsce zamieszkania pojechali po raz pierwszy, w życiu nie pojedzie już „na futbol” nigdy. Bo jak weszli na ostatni kwadrans spotkania, a szef PZPN-u „dobrze im radzi”, że na spotkanie rozpoczynające się o godzinie 16:00 mogli przyjść o 9:00, to znaczy, że Boniek ludzi tak naprawdę ma w d… gdzieś.
Tym propozycja Bońka jest śmieszniejsza, że powiedział ją orędownik wyrzucenia ze stadionów „kibolstwa” i zastąpienia tegoż „kibolstwa” popkornożerczą tłuszczą pikniko-januszy. Siedzieć 7 godzin na stadionie przed meczem mogą tylko najtwardsi kibole. Pikol chce przyjść na kwadrans przed pierwszym gwizdkiem i jeszcze zdążyć wciągnąć hot-doga.
Jak Boniek ma ich gdzieś, to oni oni gdzieś mają Bońka. Za kilka lat Bońka nie będzie, a im uraz do futbolu zostanie.
Dowód światowy
Futbol targany jest aferami od lat. W Polsce afera „Fryzjera” pokazała, że skorumpowane jest całe piłkarskie środowisko. Nie było działacza, piłkarza czy sędziego nie umoczonego w proceder ustawiania meczów. Zarabiało na nim wielu, ale wiedzieli wszyscy. Na świecie na światło dzienne wychodzą machlojki na różnych poziomach. A to się okazało, że światowej sławy bramkarz, Bruce Grobbelaar ordynarnie gonił najważniejsze mecze w jakich brał udział, to znów całe FIFA (światowy związek piłkarski) był maszynką do zarabiania lewej kasy przez Joao Havelanga, jej przewodniczącego. On i inni ludzie z FIFA dostawali łapówki m. in. za wytypowanie kraju – organizatora mistrzostw świata.
W europejskim odpowiedniku FIFA, czyli w UEFA jej były szef, Platini, też skończył prezesowanie w oparach korupcyjnego skandalu.
Można wspomnieć takich „drobiazgach” jak bukmacherskie przewałki, gdy raz na jakiś czas wychodzą na jaw dziwne rzeczy. A to ktoś w Hongkongu stawia milion dolarów na wynik 8-1 w lidze… fińskiej i wygrywa, innymi czasy sędziowie dziwnie się zachowują podczas spotkań towarzyskich rozgrywanych na Cyprze czy Turcji (coś o tym wiedzą polskie kluby, w tym również Śląsk).
Przy wielkich pieniądzach pojawiają się pomniejsi kombinatorzy. Dlatego już nas nie dziwią machloje tuzów światowego futbolu przy płaceniu, a raczej nie płaceniu podatków. Miał z tym problem Maradona, mają i Messi i Ronaldo. Jeśli ktoś myśli, że mniej znani są w tej materii czyści, to można gratulować naiwności.
Nie będzie inaczej?
Finanse największych klubów sportowych świata, czyli na chwilę obecną – klubów europejskich, to jakaś kpina. Najlepiej opłacani piłkarze zarabiają w ciągu miesiąca tyle kasy, ile przeciętny robol zarobi w ciągu całego życia. Kluby „zatrudniające” tych tuzów oczywiście nie są w stanie wygenerować olbrzymich pieniędzy, zatem mają monstrualne długi. Ale ponieważ sympatykami Realu, Barcelony, Paris Saint Germain, Juventusu czy Milanu są różni ważni politycy, to jakoś się ten interes kręci. Dopóki nie będzie seryjnych bankructw znanych marek piłkarskich, dopóty karuzela dawania coraz większych pieniędzy kolejnym futbolistom będzie się nakręcać.
Stosunkowo najzdrowiej pod względem finansowym sytuacja wygląda w Anglii. Tam też się płaci olbrzymie pieniądze, ale przynajmniej wpływy z biletów są naprawdę duże. Być może dlatego pierwszy raz w historii mamy taką sytuację, że wszyscy finaliści najważniejszych rozgrywek międzynarodowych to drużyny z jednego kraju. A nawet – jednej federacji, gdyż w przypadku Wielkiej Brytanii jest ich cztery. W finale Ligi Mistrzów zagrają Tottenham Londyn i Liverpool, a w finale Ligi Europy dwa inne zespoły z Londynu, Chelsea i Arsenal. Z punktu widzenia przeciętnego kibica jest to sytuacja patologiczna.
Ale bądźmy spokojni, piłkarska mafia z tym sobie też poradzi. A nawet wyciągnie dodatkowe pieniądze. Zrobią wokół tego wielkie show o „angielskiej szkole i tradycjach futbolu w kolebce piłki nożnej”, a za rok „przypilnują” na etapie ćwierćfinałów, żeby podobny przypadek im się nie powtórzył.
Andrzej P, Roman Zieliński, fot. zmiany na ziemi, wiadomosci-dziennik

komentarzy: 4

  1. Był rok 2012 , gdy na biurko Platiniego trafił raport Europolu o sprzedanych / kupionych 380 meczach. Nie było by może w tym nic dziwnego gdyby to np. była jakaś 2,3 liga w jakimś zadupiu. Ale to były mecze LM , LE eliminacje mistrzostw Europy czy mistrzostw Świata ! Cóż się stało po tym raporcie ? Nic się nie stało temat „pod dywan” aby Platini , Blatter i ska. mogli jeszcze po parę „groszy” zarobić. Rok 2018 do siedzib kilku Belgijskich klubów wchodzą „urzędnicy” zawijają papiery z kontraktami , przelewami itd. umoczone praktycznie wszystkie większe kluby , no i …. ? Minęło pół roku i cisza ! Bo jak tu „uwalić” Anderlecht , Brugge , KRC Genk czy Standard Liege ??? W Polsce zawinęli tylko tych którzy nie chcieli się dzielić , bądź którzy byli do „odstrzału” z innych powodów – za głupi , za mądrzy , lub za dużo chcieli. Ci którzy tym interesem kręcili do dziś najprawdopodobniej siedzą na stołkach w zarządach regionalnych , centralnych i nadal mają większy lub mniejszy wpływ na układ w tabeli , zarobki buków a nawet co pokazał przykład z Krakowa czy Chorzowa takich ekip jak „delfiny” czy „psycho” . Za lat 5-10 znów będzie jakaś afera , kogoś zamkną i znów polska , europejska , światowa piłka będzie „czysta jak łza”.

Pozostaw odpowiedź DESTYLACJA Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *