Kłopoty z oczami

 Muszę się podzielić z wami tą żenadą, bo nie mam z kim. Kumple się śmieją, że dopiero przejrzałem na oczy i zamiast ich wsparcia lub pociechy mam jeszcze większą złość w sobie.
Poszedłem ma mecz z Koroną. Nie zawsze chodzę, ale jeśli tylko jestem we Wrocławiu i mam wolny czas, to jestem na meczu. Nie jestem wynikowcem, chodziłem gdy Śląsk grał o mistrza, chodziłem na Oporowską w trzeciej lidze, chodzę teraz, mimo fatalnej postawy naszych zawodników. Najczęściej na C, tym razem też na C. To co zobaczyłem mnie po prostu przeraziło. To, że na sektorze A jest parę osób, już na mnie nie robi wrażenia, już się przyzwyczaiłem. Ale te pustki wokół mnie, te pustki na D i ten malutki Młyn zrobił na mnie przygnębiające wrażenie. Tak, pogoda nie zachęcała do wyjścia z domu, na dodatek święta za pasem i dużo osób poszło zamiast na stadion do galerii, bo akurat ta niedziela była handlowa. Wyniki są fatalne. Ale to co zobaczyłem mnie przerosło. Choć termin nie był najgorszy, bo niedziela z założenia jest dniem wolnym dla większości, ale wokół mnie była pustka. Patrzyłem na B, w pewnym momencie próbowałem policzyć ludzi To nie moja działka, ale jak tam było z 500 osób to góra. W sumie na stadionie było może z tysiąc. Czy Śląsk już nikogo nie obchodzi? Dlaczego tak jest?
Do niedzieli śmiałem się, jak na Fanie wyliczano ludzi na meczu i konfrontowano to z oficjalnymi liczbami. Dopóki opisywano Lubin, to to przyjmowałem. Gdy zaczęto opisywać stadion Śląska, to się śmiałem. Lecz jak po przyjściu z meczu do domu zobaczyłem, że te nasze puste trybuny oceniono na prawie 4 tysiące widzów, to ogarnęła mnie rozpacz. Nie dość, że trybuny puste, to jeszcze ktoś próbuje ze mnie zrobić idiotę wmawiając mi, że byłem częścią tłumu.
Nie mam z kim o tym pogadać, bo kumple już dawno przestali chodzić na mecze Śląska. Kilku chodzi na żużel, reszta ma to wszystko w nosie.
Jak tak będzie dalej, to nic dobrego z tego nie będzie.
PT, fot NI-FO

Złośliwy komentarz redaktora naczelnego
To korespondencja naszego stałego Czytelnika. No to się przekonałeś na własnej skórze, że liczenie widzów na trybunach to nie jest taka trudna rzecz. I że mało komu chce się to rzetelnie zrobić. Ci od propagandy sukcesu zawsze zwalą na czyjeś kłopoty z oczami.
Witaj w klubie. Od niedzieli dołączyłeś do grona frekwencyjnych niedowiarków. A gwoli ścisłości – na B było trochę więcej ludzi, niż podajesz. Gdzieś około 800 osób.

komentarzy: 25

  1. @Eryyk28…. Nasze „zadymy” to głównie branie przeciwnika „na huki” z zaskoczenia, dwa „strzały” i szybkie nogi… bo za „skrojony ” szalik Sąd w PRL dawał trzy lata do kiwania. Dzisiaj Trzeba być gotowym do akcji 3 razy w tygodniu na mecze po całej Polsce i pięć wieczorów na siłowni…. Takie są wymogi rynku…. Żeby być na szczycie „Ligii Chuliganów” musisz mieć 100-150-200 chłopaków na gwizdek… Żeby ustawiać się z Ległą na grilla… musisz się przygotowywać rok albo dwa…. Więc , żeby mieć na telefony, żarcie, bilety, wyjazdy, adwokatów… „wypiski w kryminale” i życie musisz wykonywać „wolny zawód” bo nikt do pracy nie zatrudni gościa, który ma czas dwa razy w tygodniu po 6 godzin… więc musisz być architektem, malarzem, muzykiem, prowadzić sprzedaż internetową…. być złodziejem albo gangsterem….. Jakieś 100-150-200 osób musi się odnaleźć w takich zawodach… czasy się zmieniły… kiedyś zgody były głównie pijackie…rzadko ktoś jechał pomóc komuś na drugi koniec Polski… dziś na gwizdek trzeba być pod warszawką, Szczecinem czy w Hanysowie a to kosztuje.

  2. Może to wszystko dzieje się bo mamy za dobrze? Ekstraklasa,co tydzień mecz z drużyną,która jakąś tam markę sobie wyrobiłam na polskich boiskach..pamiętam czasy trzeciej ligi,drugiej ligi zupełnie inna bajka. Miałem wtedy chyba z 6 lat zaczynałem trenować w Śląsku dzięki czemu miałem możliwość podawania piłek. To był zaszczyt rozumiecie? Chłopak mierzący metr podawał piłki profesjonalnym piłkarzom! Oni byli moimi bohaterami. Zawsze stawałem na prostej pod młynem żebym czuł się jakbym był tam z tymi setkami,tysiącami „chuliganów” jak to mama mówiła.
    W wieku 8 lat zaczęły się „urodziny kolegi” co weekend..często tego samego 10 razy w roku,wszystko żeby tylko wyrwać się z domu na Oporowską,stanąć pod samym gniazdem i dopingować Swój klub. Nieraz nie udało się wyciągnąć od rodziców kasy na „prezent dla przyjaciela” A i tak szło się pod stadion. Udawało sie czasem wejść czy to Pluto wprowadzał,raz Radek Janukiewicz widząc że szukamy kogoś kto nam dołoży do biletu podszedł do nas i weszliśmy z nim. Zdarzało się również zostanie pod stadionem i wczuwanie się w atmosferę z odległości. Pamiętam dres sportowy który dostałem w szkółce Śląska. Ale duma! Pocerowany,zszywany kilka razy ale miał naszyty herb klubu który był moja jedyna myślą czy w szkole czy na podwórku.Pamietam mecz z Arka z drugiej czy trzeciej lidze. Graliśmy wtedy mecz ligowy chyba ze Ślęzą niestety ostatni gwizdek zabrzmiał 15 minut przed rozpoczęciem meczu właśnie z Arką. Jechaliśmy tramwajami z chłopakami. Tramwaj oczywiście się zepsuł i z dwa czy trzy przystanki biegliśmy chodnikami na stadion. Akurat w momencie wejścia weszła oprawa. Chaos. Mnóstwo małych i dużych flag konfetti,race,serpentyny ale to było przeżycie..
    Teraz już takich historii nie ma. Wszyscy w markowych ciuchach pitbullach i innych,jakieś torebeczki na ramieniu,drogie buty..przrciez kazdy musi wyglądać! Jeden grozniejszy od drugiego,chłopaki po 18 lat 59kg wagi ale to nic żeby chodzić z „arbuzami pod pachami”. Wszedobylski monitoring,represje organów ścigania zakazy,kary..na to wszystko pozwoliliśmy My. Obawiam się że to ostatni moment żeby pokazać władzy że z nami nie wygrają. W innym przypadku skończymy marnie.Hej Śląsk!

    1. Ty…no właśnie…@Tomek… Pluto jeszcze żyje…? Ktoś coś wie…?
      Z Brzegu też już mało kto jeździ… tak jak z Namysłowa… czasami auto, czasami dwa.

    2. Zastanawiam sie często dlaczego pokolenie lat 80 i 90 wychowało tak słabych fanatyków?Mój 14-latek żyje internetem, piłką ręczną (to akurat dobrze), fryzurą i innymi duperelami. Swoje dołożyła też wszędobylska gangsterka.
      My byliśmy (kombinującymi) kibicami, teraz są gangsterzy interesujący się troche piłką.

    1. Młynek był ostatnio nie tylko u Nas w innych miastach też, Arka może 200-300osób mecz z Pasami itd Gdzie są te tysiące fanatyków z przed 6-7 lat co stali po kilka godzin w kolejce żeby się dostać na sektor Oporowska ? A sektor pomieścił ok 12 tys szala , na każdym meczu powinno być minimum 3-5 tys, ale w młynie potrzebna jest dobra atmosfera, kilku Fanatyków którzy potrafią coś przekazać młodym,starym kibicom , knajpa przy stadionie , więcej plakatów ,banerów , brak tego wszystkiego to wina kibiców, klubu, kumatych,prezesów itp

  3. Liczyłem widzów na A , D , X było ok. 500osób , na B ok 1200-1400 szala , sektor C nie liczyłem , bo nawet karnetowcy przestali chodzić, sektor C premium przed sezonem były w 90% wyprzedane karnety ! Górne rzędy sektora C też siedzą kibice w różnych miejscach . Ps Mogłem się pomylić o parę osób !

  4. Tęskno za Oporowską i latami 80-tymi i 90-tymi. Młodzi tego nie skumają, nie mają porównania, co najwyżej znają z opowieści. Nie miało znaczenia kto przyjeżdża, młyn był zawsze pełny, reszta stadionu wyglądała różnie, ale młyn to był młyn. Każdy z pasiakiem robionym na drutach, jak wszyscy podnieśli do góry robiło wrażenie, teraz koszulki, bluzy, czapki, 100 rodzajów szalików ale czy wszyscy mają barwy na każdym meczu, nie mają. Każdy mecz był świętem. Bilety kupowało się przed meczem, kilkanaście budek obsługiwało kilkunastotysięczną widownię. Sprzedaż szła szybko, bo nikt niczego nie sprawdzał, nie drukował, nie wybierało się miejsc. Wyliczona kasa i następny. Ile razy człowiek zmókł, zmarzł, historia. Teraz na głowy nie pada, niby nowoczesny stadion, niby zawsze zielona murawa, również pod bramkami, ale to wszystko już nie takie. Ludzie inni. Kiedyś 90% ludzi paliło na stadionie, nikomu to nie przeszkadzało, zamiast miejsc numerowanych ławki, komfort niby żaden ale jak ja za tym tęsknię. Było w tym życie, teraz jest jak w matrixie wszystko ładne ale bez smaku, niby kolorowe a czarno białe. Klub ten sam, herb na szczęście ten sam, barwy te same ale to już nie jest to. Wiem powiecie grają padlinę to ludzie nie idą, kiedyś też grali padlinę, z sukcesów to był tylko Puchar Polski i w nagrodę mecz z Realem Sociedad 0-0, 0-2, koniec przygody. Nie cofnie się czasu, ale wspomnieć warto i pamiętać warto bo to było coś co zostaje w sercu na zawsze. Co do frekwencji to różnica polega na tym że kiedyś zaniżali liczbę widzów teraz zawyżają, ot taki paradoks.
    Generalnie nie mam prawa narzekać, żyłem w czasach kiedy mimo, że mecze były ustawiane były „jakieś”, piękne, kolorowe i emocjonujące.

    1. I wesoła ekipa na krytej przy sektorze gości.
      Pamiętam jak przeciągali mnie na sektor przez murek jak „uciekłem” z podwórka pod stadion. To był chyba mecz ze Stomilem w okolicach 2000 roku.
      Nawet psy nie miały nic przeciwko.

    2. I udzieliłeś właśnie odpowiedzi czemu jest tak mało osób na meczach. Kiedyś wszyscy identyfikowali się ze Śląskiem, idąc w koszulce ( miałem jedną) czułem się dumny i wiedziałem że każda inna osoba w barwach naszego klubu jest moim sprzymierzeńcem i mogę na nią liczyć…. teraz (przykłady mogę mnożyć ) będąc w samym szaliku potrafisz usłyszeć ” wypierd…. z B bo nie masz zielonej koszulki”, teraz można dostać stojąc w kolejce po bilety bo komuś zwróciło się uwagę, że kolejka obowiązuje wszystkich. Notabene kiedyś od kumatych tamtych czasów dostałeś złotówkę na bilet, której właśnie brakowało. A jak brakowało więcej to Pluto wprowadził na stadion. Kiedyś byliśmy braćmi teraz – nieraz największym wrogami… żal.

    3. Dodam tylko jeszcze jedno- wtedy lata 80 byliśmy jednością. A klimat był taki, że chciałbym to przeżyć raz jeszcze choć przez jeden miesąc jakby można było. Wtedy Honor znaczył Honor…

      A zapach tego dymu na sektorze o którym kolega Kibic wspomina to mam przed nosem teraz.

      Pozdrowienia

  5. Do wcześniej ,,puszczonego” komentarza dodam. Nie każdy musi być fanatykiem (piłkarskim) – jak to w realnym życiu, ci są w znakomitej mniejszości. Wystarczy być dobrym i lojalnym klientem. Ale, żeby takiego klienta pozyskać, sprzedawca np. jakieś marki samochodu, ciucha czy innego przedmiotu/usługi, albo zachęci swojego klienta na stałe korzystanie ze swojej oferty, poprzez dobry, sprawdzony produkt, niezawodny bądź podlegający reklamacji i wymianie, zdobywając jego zaufanie i lojalność, albo będzie czatował na złowienie go na jednorazową okazję cenową bądź (w przypadku timu sportowego) krótkotrwałej mody, trendu wynikowego, atrakcyjnego przeciwnika. Ale, w przypadku tym drugim, następuje brutalna weryfikacja, objawiająca się wielkością określoną wcześniej jako okrągły tysiąc.

  6. Fatalna postawa naszych piłkarzy, zimno, brak pozytywnej aury wokół klubu (np. na Wyspach, ale i w Niemczech, bywa tak, że dzięki pozytywnej atmosferze wokół klubu, zaangażowania jego pracowników, w tym piłkarzy, pomimo braku wyników, ich stadiony bywają zapełniane), brak wiary w lepsze jutro, to wszystko zweryfikowało przede wszystkim tzw ,,twarde jądro” kibicowskiej braci. We Wrocławiu stanowi ok tysiąca osób. Myślę tutaj o całym sektorze B i tych weteranach, którzy po latach darcia japy, już jako stateczni ,,zgredzi”, po staremu idą na Śląsk ale w inne rejony stadionowej widowni . Czy by się paliło czy waliło, czy Śląsk jest w pucharach czy w ogonie ligowej tabeli, dzisiaj wiemy, że nasze ,,twarde jądro” wynosi tysiąc. Czy się to komuś podoba czy nie. Czy ktoś ma wyobrażenia mocarstwie czy jest malkontentem, nasza twarda, pewna liczba, powtórzę – wynosi tysiąc. Koniec. Brutalna weryfikacja nastąpiła w niedzielę. To jest pewnik. Co do pozostałej publiki powyżej twardej liczby, to wynikowcy oraz ludzie, którzy nie lubią być oszukiwani, robieni w bambuko, serio traktujący siebie i otoczenie. Nie chcący mieć do czynienia z wszechogarniającą niemocą, pechem, pustosłowiem i kpiną. Czy ja mam mieć pretensje do tych kibiców, mniej czy bardziej związanych z moim Klubem? Bynajmniej, ja ich szanuję w odróżnieniu od zarządzających WKSem. Szanuję ich zdanie, ich czas, ich pieniądze, ich wybory, ich opinię i w końcu ich postawę manifestującą się absencją na Stadionie Wrocław w dniu meczowym. Pominę już oklepane stwierdzenie, że w dużym mieście jest dużo możliwości spędzenia wolnego czasu. Skupię się na tym, że ludzie w dużym mieście, ale nie tylko, jeżeli już zechcą zainwestować swój czas, pieniądze, to chcą tę rozrywkę na jakimś poziomie, adekwatnym do zainwestowanych środków (pieniądze, czas). To chcą przeżyć emocje. Raz euforię a raz gorycz, jak to w sporcie. Nie zaś zmarznąć, wynudzić się i na końcu usłyszeć o dobrej grze piłkarzy i dalszej wierze w realizowany projekt. Taka kpina nie przejdzie. Sam, pomimo praktycznie 100% obecności na meczach, powiedziałem w końcu dość. I poczyniłem postanowienie, że jeżeli trener Pawłowski pozostanie na stanowisku, a zarządzający nie będą mieli pomysłu na mój ukochany Klub, to ja zawieszę swoją obecność na stadionie, a będę namawiał na różnego rodzaju i formy protestu W przypadku trenera, nie dlatego, żebym nie lubił i nie cenił za ,,wczoraj” pana Pawłowskiego. Nawet nie będę dyskutował czy ma ten warsztat trenerski na poziomie ekstarklasowym czy nie (choć wyniki zespołu, postawa zarówno jego samego jak i zawodników i inne licznie opisywane, choćby na Fanie, deficyty trenerskiego rzemiosła, każą sądzić, że nie ma), ale te ogłupiające wypowiedzi pomeczowe, te dyrdymały godzące w inteligencję słuchaczy, kpiące z ich oglądu rzeczywistości, przelały czarę goryczy.
    Myślę, że mnożenie liczby widzów na stadionie, owszem śmieszne, a nawet zawstydzające, nie jest tutaj najważniejszym problemem.

    1. Twarde jądro @Umberto nie wynosi 1000 tylko 2000…. bo nie sądzisz chyba..że „Wynikowcy” przyszli na mecz z koronką….. hahahaha po pięciu przegranych do zera… „Wynikowcy” !
      Po za tym co znaczy słowo „Wynikowcy….” to znaczy, że ułomni kibice to Ci, którzy chcą pooglądać dobry futbol… proszę Cię… a co w tym złego…. należy zastanowić się jaki poziom aberacji umysłowej posiadają Ci co przyszli. Robiłeś kiedyś taką zwykła analizę terapeutyczną albo zwykłą analizę SWOT (rynek, pieniądz, towar, klient)…. ?
      Jak nazwiesz mnie….. ojca, który kłóci się z rodziną idzie na mecz zabiera dwójkę dzieci na pewne przeziębienie….(tak właśnie jest… dzisiaj do szkoły nie poszedł ani jeden ani drugi)… wiedząc, że Śląsk „dostanie znowu w pałę”…. jaka była moja radość jak Pich strzelił…. a potem Piech dołożył…. Mamy naciągany remis ale idąc na mecz szliśmy na. porażkę… Za rok dwa całą trójkę będę na wyjazdy zabierał…. To dobrze czy źle ? Jest bardzo cienka granica między chorobą psychiczną, wiarą w coś (cokolwiek…) a wychowaniem w „wartościach”…. Znam kupę ludzi co przez bycie w „twardym jądrze” zepsuli sobie życie…. Zrobisz jakąś analizę…? Dlaczego tam gdzie jest zachwiana równowaga w przyrodzie jest zawsze kataklizm…?
      Niegłupi facet jesteś więc spróbuj….znaleźć granicę miedzy sadomasochizmem a „trwaniem w Wartościach”…. Znajdź punkt odniesienia według którego będzie można określić zjawisko. Ta sama część mózgu odpowiedzialna jest za tzw. wiarę i za powstawanie choroby psychicznej- gdzie zatem jest granica…..? Czy granica to: „czy wygrywasz…. czy nie… Ja i tak kocham Cię…..w stosunku do drużyny jest OK?…. ale jakbyś śpiewał żonie… „Czy się puszczasz… czy nie….- to już lipa… co…?… Piłkarze powłóczący nogami po boisku bo nie dostali kasy mają wybaczane zawsze jak tylko coś strzelą….. „Stara” jak się przestanie puszczać bo dostanie kasę z innego źródla zawsze będzie Ku…. ą !…. Czyli „Wynikowcy” są do bani bo nie potrafią wybaczyć…. i nie godzą się na „Ku…… stwo i lipę boiskową…. a „Psychiczni” są OK. Welcome home Sanitarium… był taki utwór Metallicy.

    2. @W18 – druga część mojej wypowiedzi odnosi się do kibiców tzw wynikowców z szacunkiem i ze zrozumieniem. To są konsumenci, którzy lubią (w dużej mierze) Śląsk, generalnie piłkę nożną i widowisko sportowe. Jeżeli dostają rozrywkę na wysokim poziomie, emocje, które rozgrzewają serce, gotowi są zainwestować swój czas i pieniądz. Potem długo i namiętnie dyskutować o obejrzanym widowisku, nabywając pamiątkę klubową i zasilając katering brzęczącą monetą, czytając prasę sportową. I tutaj (myślę) między nami zgoda. Zaś w Twoim wywodzie dostrzegam zawoalowaną pretensję do mnie. Niesłusznie. Rozumuję tożsamo.
      Jeśli chodzi o przytyk, z mojej strony, co do niskiej frekwencji, to bardziej odnosił się do marzycieli o naszej mocarstwowości. Niedziela urealniła ilu jest nas – fanatyków.
      Nie wiem zaś czy mamy jakiś rodzaj aberracji umysłowej czy nie. Na pewno odchylenie od normy owszem. Tak jak mają ją zapaleni grzybiarze, wychodzący do lasu o 5-6 rano, hodowcy gołębi, kochający je jak własne dzieci czy miłośnicy kolejnictwa, jeżdżący po imprezach branżowych po całej Europie, a skończywszy na kolekcjonerach starych pojazdów, pakujących w swoje wychuchane metalowe bóstwa majątki. Ja wolę to nazwać nieracjonalnym zachowaniem i zatrzymam się na fanatycznych kibicach. Oczywiście, że ponad racjonalnym zachowaniem jest wybranie się na mecz (nawet swojej ukochanej drużyny) przy temperaturze oscylującej w okolicach zera, a odczuwalnej poniżej tego poziomu, gdy równolegle, można ten mecz obejrzeć w świetnej oprawie producenckiej w pieleszach domowych na sportowym kanale. Z możliwością zobaczenia kwestii spornych (my na stadionie jesteśmy tego pozbawieni), powtórki ciekawych akcji i strzelonych bramek, nierzadko z dobrym komentarzem, z lampką wina na stole (przyznam, że to moja preferencja) Być świadkiem zadowolenia żony, która ma, przynajmniej fizycznie, swojego chłopa na oku i synkiem, który wdraża się w futbolowe arkana i nasiąka miłością do tej najpiękniejszej gry na naszej planecie (ewentualne wyrwanie młodego na taki ziąb, groziłoby, w moim przypadku, poważnymi konsekwencjami w relacjach małżeńskich). Jak do tego dołożę, że taka decyzja (obejrzenie na żywo meczu), przy niewyleczonym gardle i w chłodzie, dzisiaj objawia się zatokami, które rozsadzają czaszkę, to powiedzenie, że nasze wybory są nieracjonalne, to jest minimum oceny takiego zjawiska. Ale z uczuciami, podobnie jak z gustami – nie dyskutuje się i (przynajmniej w mojej ocenie) nie podlegają one racjonalnej siatce ocen.

  7. Czego jęczysz PT….? Do stadionu można sprawnie dojechać a nie stać godzinę w korkach od Legnickiej…. szybko przez światła, szybko na parking… żadnych kolejek do pamiątek klubowych, żadnych kolejek do wejścia…. gwiżdżą na przerwę spokojnie wychodzisz kupujesz zapiekankę i herbatę, wracasz na trybunę sędzia gwiżdże początek drugiej połowy, nikt Cię nie wyprasza z miejsca…. „bo tu Pan Zdzisław z tłustą żoną siedzi i mamusią boooo… mamusia też była już „Na Śląsku”…na meczu jak Śląsk grał z Miliarderem Pniewy….i jeszcze jak grał z Polarem i Lechią/ Polonią to teraz przyszła na… „Legię” zobaczyć….Helloooo !? Wyjeżdżasz z parkingu w 5 minut… żresz KeFCa na mieście i wracasz spokojnie do domciu jeszcze przed 18.00….wyprowadzasz jamnika, kąpiesz się i kładziesz się spać śniąc o wicemistrzu z Wrocławia… hoho… a kto wie może i mistrzu… Platforma… tłum ludzi… konfetti…. O co Ci chodzi…? Po co ten płacz ?

    1. Racja. Chwyciłem nie z tej teczki. Już zmienione na dobre.
      Wydawało mi się, że to co było na Koronie było specyficzne, jednorazowe. Zapomniałem, że na meczu z Miedzią było identycznie. A biorąc pod uwagę, że sektor gości był pusty…
      RZ

  8. Ja uważam, że oni podają liczbę widzów włączając posiadaczy karnetów których nie było na danym spotkaniu. Przykładowo karnet mam ja i mój syn więc mimo, że nie było nas na meczu to pewnie jesteśmy ujęci w ogólnej liczbie widzów.
    Druga część może nie w temacie, ale chciałbym zwrócić uwagę, że wiceprezesem naszego Śląska został gość, który nie ogarniał A-klasowego klubu i m.in. jego działania doprowadziły do upadku drużyny. Teraz taka osoba będzie miała wpływ na zarządzanie naszym Śląskiem.
    Tragedia!!! To jest możliwe chyba tylko u nas.
    Kurde to już Schetyna naprawdę nie miał dla niego innej posadki!

    1. Naiwny jesteś, jedyne na co będzie miał wpływ to na zlecenia przelewów u księgowej bo sam się na nich pojawi jako kolejna morda do wykarmienia z pieniędzy podatników i to będzie jego jedyna rola. Nawet jeśli gdzieś się tam będzie pojawiał w wywiadach to faktycznie żadnego wpływu mieć nie będzie. Ewentualnie kiedyś może wystąpić w roli kozła ofiarnego. Chyba potrzebny jest jakiś transparent z poparciem dla nowego prezydencika, wszak to duchowa kontynuacja polityki Franciszka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *