Koniec Brzęczka?

 Rok temu mieliśmy niezły ubaw z tego, że Polska zajmowała szóste miejsce w jakimś głupawym rankingu na wspaniały futbol, gdy gołym okiem widać, że nasza piłka kopana jest w najlepszym przypadku średnia. O ile nie dramatycznie słaba.
Minął rok i wizytówka naszego futbolu, czyli kadra PZPN-u zdążyła w fatalnym stylu odpaść z turnieju MŚ, a obecnie w jakiejś głupawej Lidze Narodów dostała dwa razy łupnia w tragicznym stylu w ciągu paru dni na tym samym, swoim Stadionie Śląskim.
Mit o potędze polskiego futbolu zniknął zanim się jeszcze pojawił, ale co niektórym ta szósta pozycja tak wpłynęła na mózgi, że do tej pory myślą, iż kadra jest potęgą, która z Portugalczykami czy Włochami powinna się rozprawić bez problemów.
Rozczarowanie nabitych w butelkę było jednym z elementów, które spowodowały gremialne, pomeczowe gwizdy, jakie poleciały z trybun.
Innym elementem był fakt, że trener Brzęczek nie wpuścił obecnie naszego najbardziej medialnego zawodnika, jakim jest Krzysztof Piątek, a którego ta publika się wręcz domagała. Nie wystawienie gracza robiącego furorę w Serie A w zasadzie dyskwalifikuje Brzęczka jako trenera kadry PZPN-u z przynajmniej dwóch względów. Po pierwsze – ludzie zapłacili także za to, by oglądać show z najlepszymi artystami, a nie by patrzeć na dublerów. To jeszcze można przeżyć, bo za kilka miesięcy jakiś inny mecz odbędzie się w Gdańsku czy w Poznaniu i na trybuny nagoni się kolejnych jeleni płacących za wejściówki.
Po drugie, i to chyba dyskwalifikuje Brzęczka – wykazał kompletny brak znajomości psychiki ludzkiej. Nie wystawienie Piątka choćby na 30 minut w spotkaniu przeciwko Włochom, podczas gdy Piątek stał się we Włoszech gwiazdą medialną i w przypadku zdobycia bramki dostałby dodatkowego, życiowego kopa, to znak, że Brzęczek ma wywalone na karierę piłkarza. Wątpliwe, by po takim numerze młody chłopak chciał kiedykolwiek „umierać za Brzęczka”.
Czy to co zauważone zostało na Fanie nie jest widziane i komentowane w szatni? Oczywiście, że jest. I teraz Gliki, Miliki i inni wyciągają wnioski z tego, jak Piątek został zrobiony w bambuko. I je wyciągną na pewno. I raczej nie będą to wnioski „zagraliśmy słabo”, lecz bardziej „ale z nim poleciał w h…”, a następnie „ciekawe, kiedy mnie będzie chciał zrobić podobnie”.
Wątpliwe, by Brzęczek cokolwiek osiagnął jako szkoleniowiec kadry PZPN.
Roman Zieliński, fot. PM NEWS Nigeria – zdjęcie dobrane tak dla jaj. Andrzej Bobowski, jajeczny „król kibiców”. Tak jak jajeczna była wspomniana w artykule szósta pozycja i jak jajeczne są rozgrywki Ligi Narodów, jak jajecznie podchodzą do tych rozgrywek działacze, zawodnicy i trenerzy.

10+

komentarzy: 3

  1. Rola selekcjonera reprezentacji jest chorą ambicją Bońka. Jak zaczął i jak skończył wielu z nas pamięta. Teraz jako „car” polskiej piłki reprezentacyjnej dalej ma takie same ambicje, stąd na selekcjonera wskazał „no name” Brzęczka, na którego może mieć wpływ, jak aktor na marionetkę w teatrze lalek.
    Brzęczek to zadufany w sobie narcystyczny bufon, ignorant i uzurpator omnipotencji trenerskiej, który ma nad sobą mentora, u którego podobne cechy osiągnęły apogeum.
    Szkoda mi przez to Reprezentacji Polski.

    5+

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *