Bolonia, 7 września 2018

Nadesłano do Fana, a że fajnie się czyta to wrzucamy. Opis wyjazdu na kadrę okiem kibica Śląska.

Odkąd Śląsk ani żadna z naszych zgód nie gra w pucharach, jedyną opcją, aby zaliczyć mecz za granicą jest reprezentacja. Klimat na meczach wyjazdowych kadry różni się od tych rozgrywanych w Polsce( na szczęście na plus). Atmosferę kadry poznałem na kilku wyjazdowych meczach(np. Gruzja, Rumunia czy Armenia) i jestem nią zafascynowany. W większości giną wtedy podziały oraz animozje klubowe( nie licząc sytuacji z Euro 2016, gdzie pedalska koalicja WRWE złamała dotychczasowe ustalenia) i można pogadać przy piwku z fanatykami innych klubów, z którymi spotkanie ,,w normalnych” warunkach wcale nie musiałoby się zakończyć wspólną konsumpcją złocistego trunku. Po wylosowaniu grup Ligi Narodów wiedzieliśmy, że czekają nas wyjazdy do Włoch oraz Portugalii. Problemem była lokalizacja spotkań. Ostatecznie w wakacje dowiedzieliśmy się, że z Włochami zagramy w Bolonii. Rzut oka na mapę i już wiedzieliśmy, że ten wyjazdowy mecz połączymy z wakacjami . Padło na miejscowość Rimini oddaloną o ponad 100km od Bolonii, miejscowość o której w zeszłym roku było głośno za sprawą gwałtu nielegalnych imigrantów na Polce. Chwilą zastanawialiśmy się nad środkiem transportu ostatecznie wybierając busa. W drogę ruszyliśmy we wtorek wieczorem w 9 osobowym składzie: sześć osób ze Śląska Wrocław, dwóch z Miedzi Legnica oraz fanatyk lubelskiego Motoru, który w ten sam dzień wrócił z wakacji w Bułgarii.  Droga przebiegała wesoło, głównie na wzajemnych rozmowach na wszelakie tematy od kibicowskich po społeczno-demograficzne . Niewiele brakło a byśmy zaliczyli poważnego dzwona, bo aucie jadącym przez nami pękła opona. Na szczęście

opanowanie naszego kierowcy sprawiło, że nic złego się nie stało. Wraz z upływającymi kilometrami dało się wyczuć wyraźny wzrost temperatury powietrza. Do Włoch wjechaliśmy nad ranem i już po 10 termometry wskazywały prawie 30 stopni!!! Do Rimini dojechaliśmy po 14, jednak na właściciela naszych dwóch apartamentów musieliśmy czekać…prawie 2 godziny(ot taka włoska punktualność). Czas ten spędziliśmy w restauracji, gdzie jeden z naszych kolegów odnalazł długo wyczekiwaną miłość, jednak zbyt szybko o niej zapomniał nie stawiając się na umówione spotkanie.

Po zameldowaniu się i ogarnięciu rozpoczęliśmy część artystyczną środowego wieczoru. Na plaży wypiliśmy kilka drinków oraz browarków i udaliśmy się na zwiedzanie Rimini. Miasto jest bardzo duże i rozległe. Nabrzeże jest rozciągnięte na ponad 10km, a plaża można powiedzieć – ogromna. Do tego na tym odcinku ciągną się sklepy, restauracje oraz inne atrakcje turystyczne. Podczas rekonesansu spotykamy grupę Rakowa. Z racji wyczerpania podróżą na mieście nie zabawiliśmy długo kończąc ten wieczór na apartamencie. Słowa ,,kończąc” nie dotyczyło wszystkich uczestników eskapady, gdyż trzech naszych kolegów tak się zagadało, że skończyli debaty…po 9 rano następnego dnia. Głównym motywem ich rozmów było hasło ,, więcej w takim gronie i otoczeniu możemy się nie spotkać”, więc nie ma się co dziwić, że ciężko było odejść od stołu, na którym królowały wszelkiego rodzaju smakołyki.

Następnego dnia przywitał nas piękny czwartkowy poranek. Po śniadaniu większość z nas poszła na plażę, gdzie spędziliśmy prawie cały dzień. Pogoda idealnie dopisała, Adriatyk był zajebiście ciepły, czym na pewno na plus różni się od naszego Bałtyku. Plaża, piwko, dookoła piękne kobiety co nam więcej tego dnia było potrzeba. Z kolei wieczorem spotkaliśmy się z czterema fanatykami Czuwaju Przemyśl. Wspólnie udaliśmy się w poszukiwaniu fajnej dyskoteki bądź lokalnej potańcówki, jednak ku naszego zdziwieniu niczego sensownego nie znaleźliśmy… Spotkaliśmy za to ok 20 osobową grupę kibiców Górnika Konin, z którymi chwilę pogadaliśmy. Spotkaliśmy również lokalnych imigrantów, którzy mogli się przekonać o polskiej gościnności, która przypadła im do gustu , bo już po chwili rozmów mówili do nas ,, no, no my friends it is very good” Następnie wróciliśmy na apartament, gdzie do wczesnych godzin porannych rozmawialiśmy przy szklaneczce whisky na tematy kibicowskie.

Piątek to dzień meczowy . Z racji wczorajszej imprezy wstaliśmy ,,trochę” później niż zwykle. Do południa część z nas spędziła na plaży, a reszta dochodziła do siebie lub zwiedzała miasto. Po 15 udaliśmy się do Bolonii. Droga trochę nam zajęła, gdyż na autostradzie były duże korki, które jak widać są nie tylko naszą specjalnością. Po dojechaniu na miejsce zjedliśmy lokalną pizzę w restauracji, w której dziwnym trafem nie chcieli od nas pieniędzy. Gdybyśmy wiedzieli o takich zwyczajach wcześniej to byśmy do Bolonii zawitali na śniadanie. Po dojechaniu pod stadion kluczyliśmy szukając wolnego miejsca. Na farcie udało nam się zaparkować w bliskiej odległości od stadionu. Wokół było już widać grupy Polaków. Na szczęście w większości było to kumate towarzystwo choć nie brakowało ,,januszy” w tym debila, który mienił się ,,bohaterem basenu narodowego”. Przy wejściu na stadion byliśmy aż trzykrotnie przeszukiwani. Rygorystyczne wejście zniechęciło wiele osób do prób wniesienia pirotechniki. Kilku osobom się udało i kilka rac zapłonęło, jednak mogło być dużo lepiej. Stadion w Bolonii fajny choć można śmiało napisać oldschoolowy. Na sektorze zameldowało się prawie 1,5 tysiąca Polaków!!!! Doping prowadziły osoby z Pogoni Szczecin, Kotwicy oraz Karlina, co im bardzo dobrze wychodziło. Repertuar piosenek był bardzo bogaty, nie zabrakło ,,pozdrowień” dla uchodźców, za które Uefa-mafija planuje ukarać PZPN… Na boisku po wyczynach naszych orłów na mundialu spotkała nas miła niespodzianka, bo bardzo długo prowadziliśmy tracąc bramkę, po według mnie ( i nie tylko) niesprawiedliwym karnym. Po meczu do Rimini wracaliśmy wraz z autem Czuwaju Przemyśl, które w pewnym momencie lekko pobłądziło wjeżdżając w uliczkę pod prąd…centralnie na policyjny radiowóz. Na szczęście obyło się bez mandatów, ale w zamian wspomniane auto otrzymało…eskortę do autostrady. Po drodze chcieliśmy kupić alkohol na wieczór, jednak we wszystkim otwartych sklepach obowiązywał zakaz sprzedaży alkoholu w godzinach 18-6… Kolejny idiotyzm unijny, czekać aż wprowadzą go w Polsce… (we Wrocławiu już tak jest w okolicach centrum, przynajmniej w weekend – dop. red). Na szczęście w Rimini znaleźliśmy sklep, który na dodatek miał specjalną promocję na Ballentimesa pt. ,, druga butelka gratis”. Zaopatrzeni w alkohol spokojni i uśmiechnięci wróciliśmy na apartament, gdzie po raz kolejny do rana debatowaliśmy na wszelakie tematy.

Sobota to przedostatni dzień naszego pobytu w Rimini. Część z nas postanowiła go przeżyć aktywnie i kilka osób z naszej grupy wybrało się pociągiem do Ceseny, gdzie zwiedzili m.in. miejscowy stadion. Podczas powrotu już w Rimini obserwowali marsz lokalnej anitify, który był jednak bardzo dobrze ochraniany przez miejscowe siły policyjne w tym śmigłowiec. Druga część naszej grupy dzień spędziła na plaży wraz z fanami Czuwaju, ŁKS Łódź oraz Dyskoboli. Tak jak wspomniałem na wstępie, kadra to inny klimat. Klimat w którym można porozmawiać z fanami różnych drużyn i ten klimat musimy szanować, bo w przeciwnym razie czeka nas ,,januszonada”, którą mogłem po raz kolejny obserwować trzy dni później podczas towarzyskie spotkania z Irlandią we Wrocławiu. Na marginesie dodam, że takie meczy należy oglądać tylko i wyłącznie z sektora VIP. Sobotni wieczór spędziliśmy na zakupie pamiątek i innych badziewi wszelakich. Niewykorzystaną pirotechnikę odpaliliśmy na plaży, co dało bardzo klimatyczny efekt. Do Polski wyjechaliśmy w niedzielę tym razem obierając trasę przez Niemcy. Po drodze zjedliśmy obiad nad malowniczym jeziorem Garda, a w Monachium pod Allianz Areną zrobiliśmy pamiątkowe fotki. Na powrocie została wymyślona nuta, która być może w niedługim czasie stanie się hitem zgodowego meczu.

Podsumowując wyjazd zajebisty i klimatyczny. Nie wszystko da się ująć słowami, nie wszystko też można opisać w takiej relacji. Kto chce przeżyć taki klimat musi po prostu wybrać się na zagraniczny wyjazd w doborowym składzie czyli w takim w jakim miałem przyjemność podróżować do Italii.

Przemek

21+

komentarzy: 11

  1. Już nie siejmy propagandy, że w Rumunii był klimat. Byłem na dolnej trybunie, przy pierwszych pozdrowieniach dla Węgrów i ataku Rumunów sporo osób zaczęło wołać milicję o pomoc. Po drugich pozdrowieniach, a następnie gwizdach Januszy na pozdrawiających, i szarży Rumunów po prostu przestaliśmy pozdrawiać Węgrów. Rzeczywiście „klimat”. Nie ma to nawet startu do kilkugodzinnej bitwy pod stadionem w Pradze w… 2010? 2009? Czy chyba nawet wszystkich wyjazdów z tamtych eliminacji…

    1+

    1. Jak się trochę pomyśli, to i ten zakaz można łatwo (na swój sposób) przejść. Zwyczajnie kupić zawczasu więcej i problem z głowy.

      7+

    2. Nie ma żadnego unijnego zakazu. Kraje wyraziły wolę ograniczenia alkoholizmu, i każdy w swoim zakresie możne (lub nie) wprowadzić ograniczenia. Jest to kwestia lokalnego samorządu, a nie żaden zakaz z Brukseli. Dokładnie to wynika z tekstu.

      7+

    3. Rację ma @Znawca, na dzisiaj proces decyzyjny w kwestiach dystrybucji alkoholi pozostaje w kompetencjach lokalnych władz samorządowych RP.

      7+

  2. Fajnie napisany reportaż z wyjazdu, W Rimini minusem jest pociąg który hałasuje a tak ok ! Spałem w hotelu gdzie szef,sąsiad kibicowali Napoli,warto zobaczyć stare Rimini.

    11+

    1. Podczas naszej wizyty nic takiego nie było. W Rimini byłem już kilka razy i też tego nie zaobserwowałem we wcześniejszych latach. Owszem widać,, murzynkow”, którzy sprzedają dragi, ale poza tym przynajmniej w sezonie letnim po mieście kręci się bardzo dużo psów. Plaża natomiast jest zamknięta dla turystów w godzinach 24-5

      7+

    2. @Przemek Byłem raz w tych okolicach w latach 90 jako szczyl, pojechałem z rodzicami do Lido Adriano koło Rawenny. Już wtedy sporo czarnych było.

      1+

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *