Wściekła Amica

 Z drużyną Amiki przyjechało z Poznania do Wrocławia i weszło na stadion 960 kibiców. Choć byli na zakazie. Już wchodząc na obiekt odwalali bluzgotekę. Nas nie lubią w sposób specyficzny. To już nie te lata, gdy Wrocław z Poznaniem był zantagonizowany do tego stopnia, że wrocławscy harcerze przejeżdżając pociągiem przez Poznań rzucali pomidorami na ludzi na peronach. Powoli większym wrogiem kibiców Śląska stało się lokalne Zagłębie Lubin, a poznaniacy mają przede wszystkim fobię antywarszawską.
Nas nie lubią głównie za to, że część naszego środowiska wytyka im sytuację z 2006 roku, gdy olali swój klub i bez mrugnięcia okiem przystali na to, że po likwidacji Lecha w Poznaniu zaczęła grać Amica. I to grać jako Lech.
Tak dla lepszego zorientowania w temacie (niektórzy o tym nie wiedzą, bo za młodzi, a niektórzy wolą o tym nie pamiętać) – zerknijcie w drugi wpis pod tabelą:
http://www.90minut.pl/liga/0/liga1944.html
Dawne to dzieje, ale kiedyś poznaniacy specjalnie nie liczyli się na mapie kibicowskiej Polski. Był nawet taki mecz, na którym nas z Wrocławia było więcej na trybunach, niż ich.
A obok zdjęcie z czasów jeszcze wcześniejszych. To połowa lat 80-tych ubiegłego wieku i fani Śląska idący na stadion właśnie w Poznaniu. Jak twierdzą „A” oraz „M” na pewno był to mecz z Lechem, bo do Poznania jeździło się również na stadion Olimpii. Niestety, nie potrafią uściślić, który to był mecz.
Roman Zieliński, fot. NI-FO, archiwum „M”.

komentarzy: 22

  1. Romku, mógłbyś coś więcej o zdjęciu i ludziach, bo fotki z lat 80-ych to białe kruki. Pierwszy po prawej to MR? Reszty nie poznaję ale wydaje mi się, że całkiem po prawej widać R…

  2. @ Kibic – przede wszystkim, tu nie chodzi o to, żeby działać reaktywnie na poziomie troglodyty. Oni bluzg, to my też bluzg. My mieliśmy swoją narrację dopingową. Zarówno tą pozytywną – dopingującą Śląsk, jak i negatywną – jazdę po Pyrach. Oczywiście nieraz też trzeba zareagować, ale przyjezdni nie mają prawa regulować naszego dopingu i pisać nam scenariusza dopingowego. Co to to nie.
    @ Eee i @inni – którzy smarują tutaj o ewentualnej sztamie z Poznaniakami. Pomijam tutaj niekompatybilność koneksji i układów kibicowskich z ,,pnia” wrocławskiego i poznańskiego. A poza tym, to niby z kim mielibyśmy mieć tę zgodę? Z Poznaniem, który twierdzi, że jest Lechem czy z owym Poznaniem, który de facto jest Amicą Wronki? Myślę, że nie ma tematu. Ale być może, jacyś mądrzy w piśmie, zaczną tworzyć interpretacje jajogłowe i karkołomne tłumaczenia na modłę niebieskobiałą.
    Ale wówczas bylibyśmy zabawni.

    1. @Eee – masz rację. Mój krytyczny opis z akapitu drugiego Ciebie nie dotyczy, ba jest wręcz tożsamy ,,ideologicznie”. Sorki.

    2. @umberto – dziękuję. Dokładnie tak. I szacunek za Twoje słowa. Rzadko się ostatnio zdarza, że ktoś coś przemyśli.

  3. ŁKS – była zgoda z sympatią wspominana przez wielu. Ze względu na nasze relacje z innym klubem przyznającym się do Łodzi, to ŁKS bywa nazywany naszym naturalnym sojusznikiem. Po przetasowaniach z Szurkami wiele osób sugeruje nasze świetne kontakty z kibicami z Poznania – „trza tylko odpalić Cracovię i Arkę, a będzie git”. I teraz pomyślcie, dlaczego wjechali z bluzgami na ustach. Mimochodem – kiedyś to było normą. Nie ma zgody, więc jest jazda!

  4. Nie rozumiem i chyba nigdy nie zrozumiem, pyry jadą z bluzgami od początku meczu a my się marnie przyglądamy , jest tyle fajnych przyśpiewek na te kur… ,po głowie chodzą mi co najmniej ze 2,3 przyśpiewki a my ani jednej nie zarzucimy , Niebieskie pionki powinny polecieć co najmniej ze 3 razy żeby uświadomić im że Lecha już nie ma i jeżdżą za Amiką ale po co …
    Taka sama sytuacja miała miejsce w zeszłym sezonie na meczu z Pogonią i Koroną, oni nas jadą a my sobie nic z tego nie robimy i śpiewamy : Pogoń pokonamy … no ręce opadają .

  5. Przypomniały mi się dość stare dla niektórych pewnie czasy kiedy ja zaczynałem przygodę stadionową choć ciut później. Mój pierwszy mecz to 45-lecie Śląska 1990 bodaj z Ruchem Chorzów. Jakaś celebra rocznicowa się zadziała sam mecz był chyba darmowy i pokazy naszych swoleżerow pięknie przez plotki konie kicały. A trybuny kudłate od groma metali nawet chyba jakieś panki. Odkąd trybuny wyłysiały to brzmi jak folklor he. A i deski latały wtedy krzesełek nie było oprócz krytej.

    1. No i fajnie, ale może przeczytaj jeszcze raz co napisałeś i wytłumacz o co ci chodzi. Policz też o jakim 45 leciu mówisz.

  6. Chyba nie jestem ze wszystkim na bieżąco, dlatego może ktoś mi wytłumaczy, dlaczego kibice z Poznania na zakazie siedzieli w sektorze gości i jaki udział w tym mieli kibice Śląska. Poprzednio inne ekipy (Zawisza, Ruch) siedziały w naszym sektorze.

  7. w 2000 roku (może się mylę co do roku) Legia siedziała na zakazie koło nas na Oporowskiej ok 180 osób. Po meczu podziękowali słowami „Śląsk Śląsk szacunek”

  8. Kultura nakazuje,skromnie podziękować lub przynajmniej nie bluzgać na gospodarza…Gościliśmy na tych samych warunkach także ŁKS i potrafili się zachować.Niebieskie pionki uznały,że im się należało…

  9. Początkowo bluzgi przyjezdnych wobec kibiców WKS, brałem za tradycyjny, rytualny obrządek przyjezdnej ekipy wobec miejscowych, gdzie zarówno goście jak i gospodarze są wobec siebie nastawieni raczej antagonistycznie.
    Kłóciło mi się to trochę z wiedzą, że Pyry są na Maślicach, mimo zakazu stadionowego, a zatem z milczącym, a nawet (być może) jawnym przyzwoleniem Zielono-Biało-Czerwonych, a mimo to, bez pardonu, bez zachowania krztyny pokory, swoistego savoir-vivru lecą z ,,grubej rury”. I to nie wywołani wcześniej ,,do tablicy”.
    Jakkolwiek wiem, że policja, wojewoda, pzpn, prezes Boniek, komisje dyscyplinarne ekstraklasy to jeden świat, a układy kibolskie to inna beczka, do której ci pierwsi nie mają prawa wstępu, zatem bluzgi Pyrusów na Śląsk, starałem sobie tłumaczyć, to taka forma niezależności świata kibicowskiego.
    Myślę: chyba zbyt dawno czytałem ,,Pamiętnik kibica”, chyba za mało kumatych rozmów przeprowadziłem z redaktorem Romanem, zbyt słabo poznałem zasady tego specyficznego świata. Ale przecież pamiętam jak po układzie był u nas i Ruch i Pogoń, i Wisła Płock(? – mogę się mylić), i mogło być z poszanowaniem, respektem dla obu stron. Ba, po wspomnianych meczach, na stronach kibicowskich przyjezdnych, można było przeczytać coś jakby podziękowanie za zaistniały fakt. Za podtrzymanie i umocnienie solidarności kibicowskiej.
    Myślę: no głupi jestem. Widocznie pewne zasady ze współżycia społecznego nie działają w obrębie kibolskich układów. Gest gestem, a porcie bluzgów rytualnych i tak muszą być.
    Po meczu wszedłem na portal SO, żeby poczytać co piszą inni o gamoniu z gołym zadkiem. Jak to interpretują i czy nie odbije się niniejszy incydent negatywnie na naszej społeczności. Jednakże nie ta sprawa zdumiała mnie niepomiernie, i przykuła uwagę. Obezwładniła mnie relacja i ocena kibicowskiego ,,czynnika” poznańskiego nt atmosfery z przedmiotowych zawodów. Tak jak ze strony śląskowej” można było przeczytać wyważoną relację z podkreśleniem dobrej frekwencji przyjezdnych jak również niezłą ich formę wokalną, to już z drugiej strony, poznański Gall Anonim, pojechał po ,,Wojskowych” jak rolnik przy odchwaszczaniu zboża. Słaby młyn, nieliczny, niesłyszalny, mało flag, no w ogóle nędza z bryndzą. Dodatkowo gospodarze, to nie WKS, Wojskowi czy Śląsk, ale Malinowe Nosy. Za to Amica, zwana przez alzheimera z Poznania – Lechem, to sam miód i mistrzostwo: wokalne, frekwencyjne, wizualne etc.
    Wówczas zrozumiałem, że jednak intuicja, co do Poznaniaków, mnie nie myliła od początku. Zaklinacze rzeczywistości z Wronek nawet nie są megalomanami, to wyszukane słowo rezerwuję dla legionistów, nawet nie są Pyrami, oni są moralnymi burakami.
    Burakami, dla których Wrocław (wbrew współczynnikom i wskaźnikom społecznym, ekonomicznym, demograficznym etc), to druga liga. Pierwszą tworzą oni i Warszawa. Warszawa, wobec której mają genetyczny kompleks. A Wrocław i piłkarski Śląsk, trzeba spostponować, opisać na swoją modłę, umniejszyć i opluć i tym samym, podobnie jak z Amiką i Lechem zakląć rzeczywistość (pomimo faktom), redukując dysonans poznawczy.
    Myślałem niejednokrotnie, że może by już redakcja dała spokój z tą Amicą. Myliłem się.

    1. Zawisza Bydgoszcz był na nowym stadionie. Nazwa klubu Bydgoskiego pochodzi od Zawiszy Czarnego, czyli rodzaj męski.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *