Być albo nie

 Jeden rzut oka na tabelę wystarczy, by uznać dzisiejszy mecz Śląska za walkę o życie. A tak dokładniej – o przyszłość. Tą najbliższą.
Wszystko jest proste, najprostsze z możliwych. Wygrana to niemal pewne utrzymanie. Remis będzie porażką Termaliki, lecz Śląskowi sprawy nie załatwi. Ewentualna porażka naszych orłów spowoduje przypływ złych myśli w każdym z nas. Bo byłaby krokiem w kierunku kompletnej degrengolady klubu.
Pojawiają się głosy, że może lepiej spaść i „zaczynać od nowa”. Nic bardziej błędnego. Spadek spowoduje znaczne obniżenie dochodów klubu, natomiast jak się zacznie odchudzanie budżetu, to – miejcie pewność – ci, którzy przyczyniają się do fatalnej pozycji Śląska zostaną na swoich pozycjach ze swoimi dochodami, a cięcia będą miały miejsce tam, gdzie jeszcze można coś ugrać.
Mówiąc wprost. Druga liga, zwana eufemistycznie ligą pierwszą, będzie dla Śląska katastrofą. Zwykłą katastrofą.
Dlatego wynik dzisiejszego meczu może, choć nie musi, wizję katastrofy oddalić na kolejnych 12 miesięcy.
Mecz Termalika Nieciecza – Śląsk rozpocznie się dziś o godzinie 18:00.
RZ, fot. NI-FO, kibice Termaliki Nieciecza

14+

komentarzy: 8

  1. Sito Riera? I wszystko jasne.

    Niniejszy wpis, bynajmniej nie będzie zawierał tez odkrywczych, wątków pozyskanych dzięki nieszczelności wrocławskiej szatni czy wiedzy tajemnej dostępnej nielicznym i zaufanym.
    Będzie raczej mniej lub bardziej udaną rekapitulacją wątków, przewijających się na tych łamach, a będących wynikiem dzisiejszego stanu wrocławskiego zawodowego piłkarstwa.
    Min dzięki polityce transferowej WKSu muszą powstawać takie teksty jak ten: ,,Być albo nie”. a Śląsk, miast walczyć, jak przystało na 600 tyś miasto, o laury w słabej lidze, błąka się na granicy piekła spadku. Dlaczego w kolejnym sezonie bliżej nam do czerwonej latarni ligi niż do raju europejskich pucharów, nie mówiąc już o trofeach?
    Zarządzanie klubem przez gminę wyczerpało swoją formułę (i wówczas powinno się zakończyć) z chwilą postawienia Śląsk ,,na zdrowe finansowe nogi” oraz pomoc w awansie do najwyższego szczebla rozgrywek. Później gmina, chcąc się chwalić Śląskiem ekstarklasowym, mogła dorzucać co roku kwotę 2-3 mil zł + reklamować (również za pieniądze) różnego typu przedsięwzięcia miasta Wrocław na różnych nośnikach reklamowych, będących własnością lub współwłasnością WKS. Śląsk następnie winien zostać oddany, sprzedany w prywatne, starannie zaudytowane. Malkontentom, którzy utyskują na dofinansowywanie sportu wyczynowego przez miasto, przypomnę, że min dzięki temu mamy mistrzynie Polski w kosza, vice mistrza w speedwayu, przez wiele lat topową siatkówkę żeńską (podupadłą niestety w bieżącym roku), przez żałość nie wspominając o kosynierach. Poza tym miasto winno, poza finansowaniem sportu niewyczynowego partycypować, w granicach rozsądku, również w tym wyczynowym. Choćby dla reklamy miasta, promowaniu sportowego trybu funkcjonowania do czego potrzebni są idole tacy jak w przeszłości Mila, Sobota Morioka, a obecnie Robak czy Piech.
    Wybrano inny model. Model z natury swojej korupcjogenny, klientystyczny, nepotyczny. Czyli zarządzanie klubem sportowym przez pracowników Ratusza bądź jego nominatów. Niestety, ten model okazał się nieefektywny, drogi i na dłuższą metę prowadzący do katastrofy sportowej, finansowej i wizerunkowej.
    Bo jak może być inaczej, gdy na duży biznes, acz bardzo specyficzny (a tak należy rozpatrywać ekstaraklasową drużynę o budżecie 20-30 mil zł) wyznaczony zostaje: urzędnik miejski, szef parku wodnego, dyrektor przedsięwzięcia kulturalnego, nieopierzony mydłek i inne indywidua. Wszyscy, ale nie menadżer z prawdziwego zdarzenia, który nie baczy na interesy ludzi Ratusza i osób współpracujących (czytaj: dojących publiczne pieniądze), ale na dobro prowadzonego przez siebie biznesu w sensie ścisłym. Ale taki, dopóki miasto będzie klubu właścicielem, nigdy nie zaistnieje. Bo faktyczny menadżer, a nie malowany ptaszek miejski, nigdy nie zatrudniłby półprodukt piłkarski, typu Sito Riera, zamiast pełnowartościowego gracza. Albowiem nie pozwalałyby mu na to jego kwalifikacje, renoma, dobre imię. Ok, pomyłki zdarzają się nawet w wielkich klubach (jak również w korporacjach), ale one stanowią niechlubny margines. U nas odwrotnie, udane zakupy piłkarskie na przestrzeni 10 lat, to margines (Mila, Pich, Sobota, Morioka, może jeszcze kilku), natomiast piłkarskie jaja transferowe, to pozostałe 90%. Dlaczego?, bo przy transferze ,,patronowanym” przez miasto nie liczą się umiejętności zawodnika, jego przydatność, cechy charakteru, jego zdrowie bądź brak tegoż, tylko prowizja, którą mogą przytulić osoby obsługujące transfer na tym swoistym targu nieudacznych półproduktów sportowych. Te zakupy i transfery, a raczej ich skutki dla drużyny, nie przypominają już nawet zakupów w poczciwej Biedronce, to jest pokątny handel rodem z Dworca Świebodzkiego w dżdżysty niedzielny poranek. Smutno i śmieszno zarazem.
    Sito Riera jest tu emblematycznym przykładem katastrofy transferowej. Facet w przeciągu kilku lat grania w Śląsku, zapamiętany zostanie jako grajek o dramatycznej skuteczności (vide: sam na sam bodaj z Sandecją w sezonie regularnym?, czy rzut karny z PP – dramaty jakich wiele w jego wykonaniu), nieodpowiedzialnych zachowaniach (liczba żółtych kartek), niefrasobliwych stratach bądź faulach w bezpośredniej bliskości pola karnego Śląska (ciekawa byłaby statystyka goli wbitych Śląskowi po bezpośrednich błędach Riery), brak zaangażowania defensywnego w środku pola. A przecież trafiał do WKSu jako bajeczny technik, zawodnik niekonwencjonalny, po prostu hiszpański typ. Owszem, zapamiętam na plus, panu piłkarzowi, błyskotliwe podanie piętą do Bilińskiego (?), które stało się asystą palce zlizać. Ale czy to nie za mało jak na kilka sezonów? Owszem. Nawet ślepej kurze trafi się od wielkiego piania smakowity okruch.
    Pytam się, dlaczego przed kupnem tego zawodnika nie wzięto pod uwagę jego częstych zmian miejsca pracy (9 klubów)?, słabej skuteczności?, nie zbadano cech charakteru (słaba odporność na stres, agresywność, ba wręcz głupota boiskowa, by nie powiedzieć kryminalne zachowania)? Dlatego (i tu wracamy do sedna), bo nie o dobro Śląska tu chodziło, tylko obrót żywym towarem i zyski płynące z tego obrotu. A ówczesny dyrektor sportowy patronujący temu zakupowi jest już zapewne lata świetlne od Śląska. Czy menadżer par excellence, zatrudniłby takiego zawodnika? Nigdy. Ale gdyby jednak … Przyjmijmy, że został omamiony przez skauta, oszukany przez patrona zawodnika, oczarowany jakimś meczem w jego wykonaniu, zniewolony dowcipem i wyglądem, poczuł słabość i zarazem wiarę, że otrzymał nieoszlifowany diament. No po prostu wtopił z transferem. Co robi następnie, poznając się na mentalności niedoszłej gwiazdy?, jego faktycznych umiejętnościach? Proponuje mu plan ,,dobrowolnego” odejścia z kwotą gwarantowaną np. półroczną ,,odprawą”. W przypadku braku zainteresowania, ze strony zawodnika, taką formą porozumienia, zawodnik winien być zmiękczany poprzez odsunięcie od pierwszego zespołu,ogrywanie go w III ligowych rozgrywkach z Gawinem Królewska Wola, ale inteligentnie nie jak z Plaku, po chamsku. Jestem przekonany, że prędzej czy później, zawodnik poprosiłby o wygaszenie umowy ,,za porozumieniem stron”.
    Co robi menadżer rodem z Ratusza? Przedłuża umowę z nieudacznikiem, narażając tym samym Śląsk niejednokrotnie na straty punktów, i grę zespołu przeciwnego w przewadze jednego zawodnika. I mówię tu nie o ostatnim zdarzeniu w meczu z Sandecją, w którym drżeliśmy przez 25 min czy dotrwamy z 1-0, ale o każdym, w którym ,,grał” Riera w podstawowym składzie, a de facto, na wejściu, Śląsk miał o jednego grajka mniej.
    Kibic Śląska, rozpatrując kandydatów na prezydenta miasta, winien wnikliwie popatrzeć na punkt programu tegoż, który dotyczy dalszych losów piłkarskiego Śląska. Oczywiście, każdy z nich, powie: ,,bankowo sprzedamy”, ,,oddamy w dobre ręce”, ,,Śląsk będzie prywatny”. W takim razie, niech przy tym punkcie, przyszły prezydent da deklarację swoistych trzech ,,kos” – 777 w rozumieniu kpc, jeżeli nie sprzeda, to niech zadeklaruje, że przy uchwalaniu kolejnego budżetu, poprosi radnych o nieudzielenie mu absolutorium. Wówczas byłoby to rozwiązanie honorowe i rokowałoby na przyszłość Śląska.

    26+

    1. Po zmianie władzy spadek może być, moim zdaniem, jeszcze gorszy. Wybory może wygrać ekipa, której Śląsk nie obchodzi zupełnie. Powiecie, że obecnej też Śląsk nie obchodzi i to jest prawda. Jednak to obecna ekipa nalegała na Mistrzostwa Europy we Wrocławiu, na (zdecydowanie za) duży stadion, oni deklarowali budowę potęgi Śląska, wreszcie oni zarządzili finansowanie klubu z kasy miejskiej. Fundusze są źle wydawane? Prawda. Jednak większe lub mniejsze, ale są (i być musiały, ponieważ byłoby politycznym samobójstwem wycofywać się z czegoś, co forsowało się tak długo i uparcie nie zwracając i nie naprawiając patologi powstałych przy okazji).
      Ale teraz, wyobraźmy sobie, na białym koniu wjeżdża nowa władza, wybawiciele wrocławian rwący się do poprawy bytu mieszkańcom. Pomysłów miliony, zapał ogromny, budżet mocno ograniczony, dług kolosalny („zasługa” ekipy obecnej). I do tego, według sporej części wyborców, kula u nogi w postaci piłkarskiego Śląska Wrocław.
      I tu są moim zdaniem dwa warianty. Jak się Śląsk utrzyma, mogą stwierdzić, że jest sens go ratować, na zbitą mordę wyrzucić pseudofachowców, znaleźć na ich miejsce ludzi bardziej kompetentnych. Nawet nie w celu, aby wiecznie klubem zarządzać, ale, aby poprawić sytuację w nim, co podniesie szansę na znalezienie poważnego inwestora.
      Drugi wariant,Śląsk spada. Utopione wielkie pieniądze, wybudowany (zdecydowanie za) duży stadion, na którym frekwencja nie powalała w ektraklasie i będzie zdecydowanie gorsza w lidze niższej. Wtedy nowa ekipa u sterów Wrocławia może stwirdzić, że klub jest w stanie agonalnym, że jedyne co można zrobić to ograniczać fundusze wydawane na Śląsk. Do tego duża część opinii publicznej coraz głośniej przypomina o utopionych pieniądzach, przelicza ile to żłobków/km dróg/innego cholerstwa można by wybudować zamiast stadionu, a takie wyliczenia przekonać mogą całkiem sporą liczbę ludzi, czego efektem będzie coraz mniejsza popularność Śląska (już teraz jest pewna część Wrocławian, która Śląska najzwyczajniej w świecie nie lubi z powodu, wg. nich zmarnowanych pieniędzy). W takiej sytuacji trudno będzie o inwestora, czy nawet sponsorów. Moim zdaniem, równia pochyła i w najgorszym przypadku mogą nas czekać problemy podobne do tych, jakie teraz ma Polonia Bytom.

      6+

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *