Selekcja naturalna

 No to jedną zagadkę wiosny już mamy rozwiązaną. Śląsk nie zagra w górnej ósemce.
O meczu w Krakowie z Cracovią w zasadzie wszystko już napisano. Może u nas nie wybrzmiało jedno, że sędzia pod koniec spotkania miał fatalną decyzję. Można za Koseckim nie przepadać, lecz za to, że dostał w pysk, kartka się należała jak kość psu. Zamiast kartki dla grajka Cracovii, która oznaczałaby jego wylot z boiska, kartkę dostał poszkodowany.
Niestety wszystko inne w tym meczu przemawiało za rywalami i to oni zdobywając gola tuż przed końcem regulaminowego czasu gry, wyrównali stan rywalizacji obu zespołów. Zatem w przypadku, jeśli po 30 seriach będziemy mieli identyczną liczbę punktów na koncie, wówczas przy ustalaniu kolejności w tabeli liczyć się będą bramki z całego sezonu. O ile, rzecz jasna, nie wmiesza się ktoś trzeci.
Zmiana optyki
Na razie szkodujemy z powodu sprowadzenia szans na pierwszą ósemkę do rozważań teoretycznych. Jednak tak na serio to już powinniśmy zacząć myśleć o zupełnie innych konsekwencjach. I na poważnie spojrzeć na to, co się dzieje na samym spodzie tabeli.
Skazywana przez wszystkich na spadek Pogoń zaczęła z wysokiego „C” i sam koniec tabeli podniósł poziom o trzy oczka. Na szczęście w ogonie znajdują się ekipy z Małopolski, Sandecja i Termalika. Naszym szczęściem może się stać również powiększenie ligi, bo jeśli to uchwalą, wówczas pewnikiem spadać w tym sezonie będzie co najwyżej jedna drużyna. Ale tu decyzja jeszcze nie zapadła, zatem lepiej na takie bonusy nie liczyć.
Na pewno nasze obawy musi wzbudzać terminarz rozgrywek. Przypomnijmy, trzy najbliższe spotkania to: wyjazd do Warszawy na Legię, mecz u siebie z Górnikiem Zabrze oraz kolejny wyjazd do Poznania na Amikę. Jeśli ziści się czarny scenariusz, czyli porażka, remis, porażka, to po 25 kolejkach nasze orły będą miały na koncie 28 oczek. Ile będzie miała Pogoń? Ile Sandecja? Ile Termalika? Ile Piast?
Możemy się znaleźć w czarnej d…
Futbolowe pryszcze
Ćwierć wieku temu polski futbol musiał się pozbywać wrzodów. Były dwa.
Pierwszy to były kluby, które wydawały kilka razy więcej pieniędzy niż miały wpływów. Skończyły z kosmicznymi długami i musiały grać od klas A czy okręgówek. Wiele takich klubów było. Lechia Gdańsk, Piast Gliwice, Zawisza Bydgoszcz, Widzew Łódź, Odra Opole, ŁKS Łódź, GKS Tychy, Górnik Wałbrzych… Było ich naprawdę sporo. Niektóre się nie podniosły do dziś.
Pryszcz drugi
Tymi wrzodami były także wiejskie klubiki ze sponsorami spod ciemnej gwiazdy. Wiadomo, że podobne organizacje nie mają szans na przetrwanie. Stąd likwidacje owych klubów lub ich przenosiny, takie jak Groclinu z Grodziska Wielkopolskiego do Warszawy, Sokoła/Miliardera z Pniew do Tychów, czy Amiki z Wronek do Poznania. Niewiele tych przenosin przetrwało.
Generalnie wrzody zostały wycięte. Ruch Chorzów z długami jest na drodze do likwidacji lub gry na poziomie półamatorskim. Miejscowości poniżej 20 tysięcy dociągają co ligi drugiej zwanej ligą pierwszą (Chojnice, Bytów, Niepołomice, Łęczna). Co ciekawe, szczebel niżej takich małych miejscowości obecnie nie ma.
Pryszcz trzeci
Teraz nadchodzi czas na wycinanie innego wrzoda. Będzie trwało długo, bo to wrzód mniej widoczny. O co chodzi?
O kluby, które są traktowane jako miejsce przewalania gotówki. Nie ma znaczenia wynik, gra, przyszłość najbliższa i nieco dalsza, ważne jest ile można napchać do kieszeni.
Niestety, od lat takim klubem jest Śląsk. Ludzi, którzy są z nim związani można policzyć na palcach. W znakomitej większości pracują tam najemnicy, dla których ważne jest tylko to, co we własnej kieszeni. Najdobitniejszym przykładem, a raczej dowodem, że Śląsk jest miejscem do dojenia było zatrudnienie Zbigniewa Mandziejewicza a następnie Adama Matyska. Ludzi, którzy byli odpowiedzialni za spadek w 1993 roku. I nie o wyniki sportowe tamtych czasów tu chodzi, nie o wyniki. Skoro można zatrudniać takich osobników, to znaczy, że można wszystko.
Ale obrabianie klubu nie zaczęło się wraz z przyjściem w/w. Oni się mogli tu pojawić, bo system degrengolady i demoralizacji już był wdrożony.
Wrzód
Historyjka. Bez nazwisk, bo twardych dowodów nie mamy.
Przychodzi do Śląska trener. Widzi co się dzieje, że w związku z przepływem zawodników, wokół odbywa się przepływ gotówki podstolikowej. Może gdyby sam w tym brał udział, to by siedział cicho. Ale nie brał udziału, więcej, robiono sobie z niego alibi. No to się wkurzył. I poszedł na rozmowę z osobą, jak sądził, decyzyjną. Już w trakcie rozmowy zorientował się, że rozmawia z… głównym rozprowadzającym. Oczywiście zdał sobie sprawę, że wydał na siebie wyrok. No i długo już nie popracował.
Selekcja naturalna
Takie kluby na dłuższą metę nie mają szansę bytu. Będą znikać. Jeśli coś we Wrocławiu się nie zmieni, wówczas może się okazać, że jednym z klubów do wycięcia jesteśmy my.
Roman Zieliński, fot. prolokal co

29+

komentarzy: 15

  1. ” Skoro można zatrudniać takich osobników, to znaczy, że można wszystko.
    Ale obrabianie klubu nie zaczęło się wraz z przyjściem w/w. Oni się mogli tu pojawić, bo system degrengolady i demoralizacji już był wdrożony.”
    W takim razie może wróci trener Rysiek.

    8+

    1. Trener Rysiek już raz dostroił się do ogólnych warunków panujących w klubie. Skasował pieniądze za pozostawienie drużyny w strefie spadkowej, choć uważał, że one należą mu się za zdobycie wicemistrzostwa Polski z innym trenerem, ale skoro zatrudnia się Matyska i Mandziejewicza, to stary kompan z drużyny sprzed lat też będzie pasował do tej układanki.

      10+

  2. Wystarczy sprawdzić od którego agenta zawodnicy dostali najwyższe kontrakty i który agent dostał najlepsze prowizje, oraz któremu agentowi wystawiani są młodzi zawodnicy.
    Będzie czarno na białym …

    17+

  3. Ktoś mi wyjaśni dlaczego taki kwas do odchodzącego prezydenta? Przecież on robił takie czary mary, żeby w ogóle Śląsk funkcjonował z kasy miejskiej (co do końca legalne nie jest) od zadłużania spółek miejskich do przerzucania finansów między spółkami, a wszystko po to, żeby stadion i klub, których frekwencja jest deficytowa, a zysków brak, mógł jako tako sie kręcić i chyba dalej żyć, jednocześnie się zadłużając i finansujące go spółki miejskie.. Przypomnę, że w Chorzowie, Katowiacach, oraz Łodzi na takie kreatywne księgowanie mające na celu utrzymywanie przy życiu twór, który zadłuża miasto, władze tamte się nie zgodziły i te zasłużóne kluby błąkają się na obecnie na peryferiach niższych lig. Załóżmy ze po następnych wyborach przyjdzie nowy prezydent i wzorem prezydenta Chorzowa, powie, miasto nie daje wam już ani złotówki, radzcie sobie sami, nawet jesli macie się wycofać czy spaść. I twedy ten nowy będzie zły czy dobry?

    7+

    1. Popytaj ludzi, którzy kładali w Śląsk pieniądze, lub tych, którzy chcieli wykłądać:
      Drzymała
      Solorz
      Han
      Holanowski
      Ślak
      Popytaj również tych, którzy przez niego dostali wyroki za Baumana, tych, którzy byli przez niego ciagani po sądach. Oraz pracowników owych spółek miejskich, na które się powołujesz.
      On nie dawał „pieniędzy na Śląsk”, lecz dawał po to, by na Śląsku znajomi królika mogli sobie robić swoje interesiki.
      RZ

      38+

    1. Ale co się zmieni jak wyleci Dutkiewicz? Trzeba mieć od razu dopięty plan naprawczo-sprzątający. Dutkiewicz przestaje być prezydentem, większościowy udział miasta w klubie przejmuje bez zbędnej zwłoki nowy właściciel, tylko to ma sens, a nie dopiero po nastaniu nowej sytuacji. Sęk w tym, że takie działania trzeba podejmować już dziś, prowadzić poważne rozmowy z potencjalnymi inwestorami, dużo wcześniej, żeby przejęcie klubu odbyło się płynnie, a nie po spadku drużyny do niższej klasy rozgrywkowej. Jest tylko jedno ale. Kto ma się tym zająć, skoro wszyscy decydenci (poprawcie jeśli się mylę) są z obozu Dutkiewicza i im po prostu na tym nie zależy.

      7+

  4. Racja, że nie zawsze przekłada się to na wynik. Maradona to inne czasy …
    Też bym pomyślał, że Śląsk grał piłką a Cracovia biegała ale pozostałe statystyki tego nie pokazują. Posiadanie piłki 60 – 40 dla C. Piszesz podania no to 473 do 243 również dla Cracovii.

    13+

    1. Akurat nie zawsze przekłada się to na wynik. Maradona też człapał po boisku a poza tym Śląsk dużo grał w ataku pozycyjnym i Cracovia biegała a Śląsk podawał.

      10+

    2. „Cracovia biegała, a Śląsk podawał”
      Dobry żart, trzeba mieć niezłe klapki na oczach żeby coś takiego napisać. Trener był w telewizji i opowiadał, że z powodu kontuzji nie było rywalizacji w zespole. To ja się zapytam panie „trenerze” gdzie ta rywalizacja miała być jeśli piłkarz partaczy przez 90 minut, ba, przegrywa nam mecze, a i tak jest pewniakiem to jedenastki w kolejnym meczu? Tarasovs nie potrafiący się ustawić ani przyjąć piłki. Kosecki, który traci każdą piłkę, którą dostaje. Riera czyli rozgrywający, który spowalnia akcje i podaje wciąż do najbliższego. Vacek biegający po boisku bez ładu niczym Grażynka po niemieckim markecie gdy rzucą torebki na promocji. Robak niewidzialny cały mecz. Pewnie, że wszystkich na raz na ławce się nie posadzi ale też nie wszyscy na raz formę stracili. Trzeba było ich sadzać na bieżąco to by może tą rywalizację poczuli, a nie teraz zasłaniać się jej brakiem bo to twoja wina panie „trenerze”. Młody obrońca przegrywa rywalizację ze skrzydłowym, młody skrzydłowy z napastnikiem, a młody rozgrywający ze starym skrzydłowym. Może to tylko młodzieży dotyczy ta pańska rywalizacja? Dlaczego Łuczak nie dostaje szansy nawet z ławki? Bo popełnił kiedyś jeden błąd i został obwiniony za stratę punktów? Ile meczów przegrał Tarasovs? Lepiej dać na skrzydło napastnika, a na ataku trzymać Robaka bez formy? Gdzie ta rywalizacja w ataku, przecież wszyscy napastnicy są zdrowi? O ile jeszcze porażki mogę przeboleć na pańskiego za przeproszeniem pierniczenia już zdzierżyć nie potrafię.

      12+

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *