Zabić dzieciaka

 Mea culpa. Umknęło.
Dwadzieścia lat temu młody, 13-letni chłopak poszedł na mecz i wracając z niego za wielkie przestępstwo, jakim było przejście przez jezdnię na czerwonym świetle został zamordowany. W imieniu prawa, ciosem pałką w głowę, wymierzonym przez policjanta, chłopaka wysłano na tamten świat.
Małolat dziś miałby 33 lata. Zginął przez zwyrodnialca, bo miał na sobie szalik Czarnych Słupsk. Wracał z meczu koszykówki.
Świat gangsterów w mundurach
Koniec wieku to jeszcze był trochę inny świat, niż obecnie. Co prawda dwa lata wcześniej miał miejsce we Wrocławiu najazd wrocławskich antyterrorystów na klub „Reduta”, w którym to najeździe antyterroryści dostali niezły łomot, dzięki czemu po latach wyszło, że tak naprawdę policja to była najlepiej zorganizowana mafia do zbierania haraczy, ale te dwa lata jeszcze niczego nie zmieniły. Dlatego psychol we wdzianku funkcjonariusza mógł lać pałą po głowie dzieciaka, a gdy „coś nie pykło”, mógł liczyć na ochronę. Kolegów ze służby, ich zwierzchników, polityków, mediów, lekarzy robiących sekcję zwłok, wszelkich rzeczników prasowych, miejskich urzędników.
Bunt szarego człowieka
I Dariusz Woźniak nigdy nie zostałby ukarany, gdyby nie ludzie. Zwykli ludzie. Zwykli mieszkańcy Słupska. I po trosze – gdyby nie kibole.
Przemek Czaja zginął na oczach kilkuset osób. Wielu widziało cios pałką, widziało, jak chłopak się zataczał po tym ciosie, jak wpadł w krzaki, z których już nie wstał. Mały był, bo czasem 13-latkowie są duzi, A Przemek był drobny, nie wyglądał na swój wiek. W Słupsku zawrzało, aby uspokoić sytuację lekarz medycyny sądowej potwierdził wersję wielkiego, spasionego mundurowego bydlaka, że „gówniarz uciekając uderzył głową w słup”. Która była również wersją prokuratury.
Zamiast wyciszyć nastroje Słupsk na tak jawne kłamstwo nie wytrzymał. Ludzie tym bardziej wyszli na ulice, zamieszki się rozprzestrzeniały. Czy pogrzeb młodego chłopaka był ich kulminacją – z perspektywy Wrocławia trudno to ocenić. Ale tenże pogrzeb był dla świata kibicowskiego czymś istotnym. Niewiele było takich klubów, które posiadały kiboli, a które nie były reprezentowane przez jakieś delegacje. Całkiem pokaźna ekipa wybrała się z Wrocławia.
Pogrzeb
Cyrki zaczęły się po pogrzebie. Być może nic się nie działo przed, gdyż na samą uroczystość zapowiadano przyjazd żony ówczesnego premiera – Jerzego Buzka. Milicji (mentalnie to była jeszcze milicja, zresztą sami tak o sobie mówili) najechało z kilku ościennych województw. Możecie wierzyć lub nie, lecz to mundurowi robili wiele, by w światłach kamer do „czegoś doszło”. A że sprowokować w takiej ciżbie jest łatwo, zatem zadymy były. Wielu wrocławian wylądowało na komendzie. Żeby było śmiesznie – nie ci co broili, lecz ci, którzy z cmentarza wybrali się na dworzec.
Sprawa ze Słupska odbiła się szerokim echem w mediach. Gdyby nie gazety, które wówczas miały w sobie trochę niezależności, to przekaz byłby następujący: biedni funkcjonariusze bronią ładu i porządku publicznego, a zły, złowieszczy, wręcz bandycki tłum brał się ze demolkę, wszczynał burdy, nachlani i naćpani ludzie atakowali Bogu ducha winnych, grzecznych mundurowych.
To jeszcze nie był ten czas, gdy podstawowym źródłem przesyłu informacji był internet. Jeszcze można było sterować opinią publiczną mając wpływ na telewizję i inne tradycyjne środki masowej komunikacji, które nie bez racji nazywano środkami masowego przekazu.
Kara
Prawda jednak powoli rozlewała się po kraju i władza postanowiła odciąć się od Dariusza Woźniaka (na zdjęciu obok w czasie procesu). Który, jak się okazało, jest miejscowym psychopatą. I parę lat po morderstwie najpierw został wyrzucony ze służby, a ostatecznie za zabójstwo bezbronnego dzieciaka kat został skazany na 8 lat więzienia. Po czterech wyszedł na wolność, choć nawet nie tylko nie wyraził skruchy, lecz nawet się usprawiedliwiał. Policja musiała wypłacić rodzinie Przemka odszkodowanie w wysokości ponad 300 tysięcy złotych. W ramach operacji odcinania się od swojego byłego kolegi po latach policja wytoczyła mordercy proces domagając się zwrotu tej kwoty. Sąd zasądził, że Woźniak ma spłacać po 200 złotych miesięcznie. Ponieważ całą kwotę spłaciłby po 148 latach, zatem te dwie stówki powinien wpłacać do końca swojego śmierdzącego życia.
Roman Zieliński, fot. SKRiBH.WrrdPress.com, gp24.pl, Głos Pomorza

28+

komentarzy: 4

  1. Widziałem taki dokument jak siedział w celi i na pytania współosadzonych ze stoickim spokojem odpowiadał, że nie ma sobie nic do zarzucenie jest na yotube, można sobie obejrzeć.

    1+
  2. Dzisiaj na Jasnej Górze w tzw „Ciebie prosimy,wysłuchaj Nas Panie” była intencja za Przemka Czaje w 20 rocznicę śmierci. Szacunek dla Księdza…Pamięć o tym chłopaku powinna być wspominana na oprawach szczególnie w tym roku.

    58+

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com